W głębi serca miałem nadzieję, że jednak poszedł po rozum do głowy i odpuścił. Jednak z dnia na dzień informacje, które do mnie docierają, powodują u mnie niepokój o dalsze losy polskiej piłki. Czy są one uzasadnione?
W mafii jest tak, że dopóki „ojciec” żyje to nikt nie jest w stanie go zastąpić. Ba, nawet nikt o tym nie myśli. Podobnie rzecz wygląda w PZPN, w którym od wielu lat i przez wiele lat, rządzić będzie ten sam człowiek. Michał Listkiewicz, bo o nim mowa, mimo że zapewniał o wycofywaniu się z działalności z PZPN, to jednak poważnie zastanawia się nad zmianą swojej decyzji. „Listek”, który w ma na swoim koncie zarówno liczne grzechy jak i sukcesy, uważa, że nikt nie jest w stanie go zastąpić. Ale czy rzeczywiście „Misiu” jest osobą niezastąpioną? Przecież nie ma ludzie nie zastąpionych!.
„Rzeczywiście mówiłem, że nie będę ubiegał się ponownie o stanowisko prezesa, ale skłaniam się ku zmianie decyzji. Nikt mnie w tej roli dobrze nie zastąpi”– mówi prezes.

Michał Listkiewicz jest jak wspomniany „ojciec mafii”, dopóki ktoś go nie załatwi, to sam od stołka się nie odklei. Wypowiedź prezesa świadczy o tym, że dla Listkiewicz najważniejsze jest własne konto, a nie dobro polskiej piłki. Wielu mówi, że przed Mistrzostwami Europy w 2012 roku, nie powinno dochodzić do zmian szefostwa PZPN, jednak z tego co mi wiadomo, to najwięcej do powiedzenia ma spółka zajmująca sie organizacją imprezy i polski Rząd.
PZPN to tylko mediator między UEFA a Rządem i podmiotem wykonującym polecenia. Tak, więc dlaczego miałoby nie dojść do zmiany prezesa? Jeżeli nowym szefem PZPN zostanie osoba mająca równie dużo układów co Listkiewicz i rzeczywiście kochająca polski futbol, to ja osobiście nie mam nic przeciwko. Jednak, jeśli rzeczywiście miałby to być np: Grzegorz Lato, który po za zawodowym sportem nic nie osiągnął to zostawmy „Listka” i poczekajmy na wybory po Euro 2012.
„Byłoby dziwactwem, gdyby nowy prezes stał z boku, a pracował dotychczasowy. Mój następca nie mógłby przejąć moich dotychczasowych obowiązków związanych z Euro, bo nie czas na eksperymenty.”– śmiało mówi Michał Listkiewicz.











