To nie będą po prostu kolejne Gran Derbi. Sobotnie Gran Derbi może nam znacząco przybliżyć odpowiedź na pytanie, kto zostanie w tym roku mistrzem Hiszpanii. Wiele wyjaśni się tuż przed 22:00 po ostatnim gwizdku Undiano Mallenco. Odliczanie czas zacząć – przed nami kolejny wielki spektakl na Camp Nou. Barcelona podejmie Real Madryt!
Jeszcze nieco ponad miesiąc temu Josep Guardiola przyznawał, że zdobycie tytułu mistrzowskiego jest niemożliwe. „Królewscy” mieli nad jego drużyną aż 10 punktów przewagi. Ta stopniowo malała i teraz „Blaugrana” traci do swojego największego rywala „tylko” cztery oczka. Guardiola mówi, że tytuł jest nieco bardziej możliwy. Co będzie mówił, gdy jego podopieczni zmniejszą jutro dystans do zaledwie jednego punktu? Być może nigdy się tego nie dowiemy, bo choć hiszpańskie media upatrują w Barcelonie faworyta, to madrycka ekipa na pewno nie jest w starciu na Camp Nou bez szans. Mało tego, jeśli wszystko to, co przygotuje na sobotni mecz Jose Mourinho, wypali – Guardiola będzie mógł powiedzieć na pomeczowej konferencji prasowej: „I nie miałem racji? Przecież mówiłem, że zdobycie mistrzostwa jest niemożliwe”.

Ci, którzy twierdzą, że Real Madryt nadal nie potrafi grać przeciwko Barcelonie, sugerują się tylko wynikami. Owszem, to one w piłce nożnej odgrywają największą rolę, jednak nie zawsze odzwierciedlają to, co działo się na boisku. Wystarczy przywołać nie tak dawny, środowy mecz „Dumy Katalonii” na Stamford Bridge. Wróćmy jednak do „Królewskich”. W ostatnich pięciu klasykach, wszystkich rozegranych w tym sezonie, tylko w jednym barcelończycy byli bezsprzecznie lepsi od Realu Madryt – w ligowym starciu na Estadio Santiago Bernabeu. Pierwszy raz w tym sezonie obydwie drużyny spotkały się ze sobą w Superpucharze Hiszpanii. W Madrycie padł remis 2:2, na Camp Nou lepsza okazała się Barcelona, zwyciężając 3:2. Madryt zaczął w tych pojedynkach grać odważniej i zaczęło przynosić to efekty. Madridismo nie mogło jednak pogodzić się z brakiem tytułu, ponieważ – słusznie czy też nie – uważało, że po prostu na niego zasłużyło. „Barca” przystąpiła do tych starć praktycznie nieprzygotowana, bez odpowiedniego okresu przygotowawczego. Madryt nie dał się stłamsić, ba, momentami prezentował się z dużo lepszej strony niż rywal, ale i tak przegrał.
Wlana w madryckie serca nadzieja wyparowała w grudniowym El Clasico, choć w 1. minucie jeszcze bardziej podsycił ją Karim Benzema. „Barca” udowodniła jednak, że jest wielka drużyną i pokonała „Los Blancos” 3:1. Nic więc dziwnego, że kibice ze stolicy Hiszpanii nie pałali optymizmem przed ćwierćfinałem w Pucharze Króla. Początek pierwszego meczu na Bernabeu znowu dobrze rokował na przyszłość, szybka bramka Cristiano dała nadzieję, jednak „Królewskich” uciszyli defensorzy Barcelony – Puyol i Abidal. W rewanżu na Camp Nou fani z Madrytu w końcu oglądali taki zespół, jaki kochają – ofensywny, odważny, piekielnie groźny, który po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zdominował kataloński stadion. A do przerwy i tak przegrywał 0:2. To starcie pokazało jednak, że drużyna „The Special One” może i potrafi, jeśli tylko chce, zagrać przeciwko „Dumie Katalonii” otwartą, ofensywną piłkę, nie pozwalając jej na zbyt wiele w ataku. Remis 2:2 był dla fanów Realu niczym zwycięstwo. I nawet o kontrowersjach nie było tak głośno.













