Zawodnicy Piasta z pewnością wciąż pamiętają nieudaną przygodę w poprzednim sezonie. Porażki zespołu z Gliwic bolały o tyle, że zostały one poniesione po fatalnych błędach. Tym razem gliwiczanie pewnie wygrali swój pierwszy europejski mecz. Kolejnym przystankiem miała być ekipa TSV. Austriacy przyjechali do Gliwic w roli debiutantów i to polski zespół mógł czuć się faworytem.
Austriacy dopiero co rozpoczęli ligowy sezon, nie można więc było być pewnym, jaką formę zaprezentują na stadionie przy ulicy Stefana Okrzei. Piast jednak bardzo słabo wyglądał w pierwszych spotkaniach w ekstraklasie. Do tej pory, czyli po trzech kolejkach, zespół Waldemara Fornalika nie zdobył ani jednej bramki.
W poprzedniej rundzie eliminacji gliwiczanie zagrali jednak fenomenalnie, pokonując 2:0 Dinamo Mińsk. Dla Austriaków zaś mecz z Piastem jest debiutem w rozgrywkach europejskich. Zespół TSV awansował do austriackiej ekstraklasy zaledwie dwa lata temu i w tak krótkim czasie udało im się wywalczyć awans na scenę europejską.
Okręt bez kapitana
W przeddzień meczu pojawiła się informacja, iż dwie osoby w kadrze Piasta zakażone są koronawirusem. Jeszcze rano, kilkanaście godzin przed spotkaniem, okazało się, że jeden z pozytywnych wyników testu należy do szkoleniowca Piasta. Pozostałe testy wykazały wyniki negatywne, mecz więc mógł odbyć się bez przeszkód. Duża była to jednak strata dla gliwickiego zespołu. Nie od dziś wiadomo, że Waldemar Fornalik to swego rodzaju cudotwórca, który potrafi wykrzesać maksymalny potencjał ze swoich graczy.
Na ławce trenerskiej zasiadł zatem drugi trener, brat szkoleniowca, Tomasz Fornalik. Forma obu zespołów była więc wielkim znakiem zapytania, ale już od pierwszej minuty mogliśmy oglądać dominację TSV. Austriacy grali piłką, stworzyli pierwszą groźną sytuację, prowadzili grę na połowie Polaków. Pomysł na grę Piasta był raczej bardzo prosty – czekać na dobry moment, aby szybko i skutecznie użądlić rywali.
Już w pierwszych kilku minutach nadarzyła się ku temu okazja, kiedy Piotr Parzyszek znalazł się w sytuacji jeden na jednego z golkiperem drużyny przeciwnej. Rene Swete, bramkarz oraz kapitan TSV, nie dał się jednak pokonać i wytrącił napastnikowi Piasta piłkę spod nóg. Był to jednak pierwszy w tym spotkaniu sygnał, że na Piasta należy uważać.
Magiczny Konczkowski
Mecz nie układał się zbyt dobrze, bo pomimo groźnej akcji Parzyszka to Austriacy wciąż naciskali. Wtedy Patryk Lipski bardzo dobrze odebrał piłkę na własnej połowie i posłał ją do Martina Konczkowskiego. Grający na prawej stronie zawodnik rozpędził się, wpadł w pole karne, a żaden przeciwnik nie był w stanie go zatrzymać. Mocnym uderzeniem już w 10. minucie otworzył wynik meczu w Gliwicach.











