Druga kolejka La Liga powinna zapewnić nam bardzo dużo emocji. Jeśli ktoś waha się, czy oglądać w ten weekend zmagania hiszpańskich drużyn, niech przestanie się wahać i po prostu włączy telewizor.
Real Sociedad – FC Barcelona
Mecz dwóch wielkich firm, jedne z klasycznych derbów Hiszpanii, starcie klubów z wielkim tradycjami, klubów, które w ciągu wielu dziesięcioleci wypracowały sobie w kraju i na świecie szacunek. Barcelona do drugiego meczu w sezonie przystąpi w dobrych nastrojach. Do zdrowia wrócił Carles Puyol. Kapitan obdarzony czupryną bujną jak wyobraźnia madryckich dziennikarzy walczył długo. Wracał wiele razy, wiele razy odsyłano go do gabinetów lekarskich. Teraz wszyscy mają nadzieję, że najgorsze minęło, a „Tarzan” będzie mógł w spokoju pograć jeszcze ze dwa lata zanim przejdzie na sportową emeryturę. Do składu wrócili też inni, ale oni nikogo nie obchodzą. Z kronikarskiego obowiązku jednak ich wymienię: Afellay, Maxwell, Adriano. Ciągle kontuzjowany pozostaje Gerard Pique. Ciekawe, na jaki środek pola zdecyduje się postawić Pep Guardiola. Czy zagra Xavi? Czy może trener Barcelony naprawdę ma zamiar powoli odsyłać go na emeryturę? Czy swoje miejsce w składzie utrzyma Pedro? Rywalizacja w formacji ofensywnej „Dumy Katalonii” jest porażająca.
A co słychać u gospodarzy? Tu też dobre nastroje – wygrana w wyjazdowym meczu ze Sportingiem Gijon dała sporo radości Baskom z San Sebastian. Świetnie zaprezentował się Imanol Agirretxe, jak zwykle nienaganny był Xabi Prieto, który niedawno zapewnił, że on i koledzy mają zamiar z „Barcą” wygrać 2:1. Odważne deklaracje. Bardzo odważne. Głupie nawet. Bo problem jest taki, że Baskowie nie mają najmniejszych szans na wygranie z Barceloną. Ta Barcelona jest za mocna, wszystko jest w niej niemal doskonałe i pokonanie jej będzie podręcznikowym przykładem cudu. Prognozy w tym wypadku sprowadzają się do dyskusji na temat liczby puszczonych przez Claudio Bravo goli.

Real Madryt – Getafe
Kolejny mecz przed którym z góry wiadomo, kto wygra. Za „Los Blancos” przemawia wszystko, za „Los Azulones” nie przemawia nic. Ronaldo w każdym meczu z Getafe strzelał co najmniej dwa gole, w ostatniej kolejce wpakował hattricka Saragossie, w spotkaniu reprezentacyjnym trafił dwa razy. Jest forma.
Jose Mourinho ma zamiar postawić na dokładnie tych samych ludzi, co dwa tygodnie temu. Wszyscy wrócili z pojedynków reprezentacyjnych zadowoleni i gotowi do walki, więc nie ma sensu rotować. W bramce Casillas, przed nim Pepe i Carvalho. Po bokach Ramos i Marcelo („The Special One” stwierdził ostatnio, że Brazylijczyk jest znacznie lepszy od Coentrao i jego miejsce w składzie jest pewne). Dwóch defensywnych pomocników – Xabi i wspomniany Fabio. Do tego Oezil, Di Maria i Ronaldo. Na szpicy oczywiście Benzema. Co ciekawe, nietrenujący przez całe niemal wakacje Lass podobno ekspresowo wraca do formy i już niedługo może zacząć walkę o pierwszy skład. A w Getafe? Prezes Angel Torres modli się o remis, piłkarze i trener jak mantrę powtarzają zdania o tym, że drużyna jest w fazie przejściowej, że trzeba czasu i że nie ma ciśnienia. Teraz nie, ale jak Real wbije im kilka bramek, to ciśnienie się pojawi. Kluby niby zaprzyjaźnione, ale przyjaźń połączona z upokorzeniem przestaje być przyjaźnią.












