28. kolejka holenderskiej Eredivisie to przede wszystkim kolejny etap walki o mistrzostwo kraju pomiędzy trzema klubami, bowiem tylko ta ilość drużyn ma realne szanse na zdobycie tytułu. Sporo emocji, masa bramek i pasjonujące mecze to najlepszy komentarz dla mijającego weekendu w Holandii.
Sobotni wieczór był nie lada gratką dla kibiców piłki nożnej, szczególnie tej w holenderskim wydaniu. Naprzeciw siebie stanęli dwaj rywale z samego szczytu tabeli. Drużyna z Eindhoven na własnym obiekcie podejmowała obecnego lidera, ekipę Twente. Zapowiadała się ostra walka i wyrównany pojedynek do ostatnich minut. Gracze obu drużyn nie zawiedli pokładanych w nich nadziei i zaserwowali kibicom wielką futbolową ucztę.

Pierwsza połowa odznaczyła się wzmożonymi próbami okazania dominacji na boisku, narzucenia swojego stylu i strategii. Niewielką przewagę osiągali podopieczni Freda Ruttena, starali się atakować rywala, nie dając wytchnienia obrońcom. Niestety, brakowało ostatecznego wykończenia, by skrzętnie konstruowane pomysły udało się zamienić na gole. Przeciwnicy jednak nie dawali łatwo się stłamsić i narzucić warunków gry. Kontra goniła kontrę, nie przełożyło się to jednak na wynik i w pierwszej połowie żadnemu z piłkarzy nie udało celnie trafić do siatki. Ta część spotkania zakończyła się bezbramkowym remisem.
Na drugą połowę drużyny wyszły na murawę ze zdwojoną energią i chęcią do odniesienia zwycięstwa. „Boeren” przeprowadzili kilka efektownych akcji; silne strzały Dzsudzsaka były blokowane, wyszukane akcje Engelaara kończyły się fiaskiem, a uderzenia Manoleva mijały bramkę, pilnowaną przez Boschera. Starania PSV zostały nagrodzone dopiero w 50. minucie, kiedy Danny’emu Koevermansowi udało się pokonać golkipera Twente. Trener Eindhoven niezbyt długo mógł cieszyć się z prowadzenia swoich graczy. Lider Eredivisie łatwo nie oddał meczu i ze zdwojoną energią atakował bramkę gości. Linia napadu zespołu z Enschede robiła wszystko, co było w jej mocy, by niekorzystny wynik zamienić przynajmniej na remis. W 70. minucie zawodnicy McClarena byli bliscy osiągnięcia celu, jednak dopiero cztery minuty później udało im się pokonać szwedzkiego bramkarza, Issaksona. Na kwadrans przed końcowym gwizdkiem, po celnym podaniu Briana Ruiza, piłkę w siatce umieścił Blaise N’Kufo i tym samym zamienił wynik na 1:1.













