Kiedy do Krakowa przychodził Michał Probierz, opuszczając swoją ciepłą posadkę w Białymstoku, zewsząd słychać było śmiech. Wówczas obecny trener Cracovii zamieniał czołowy klub w Polsce, w którym miał pewne miejsce, na klub, w którym prezes lubił często zmieniać szkoleniowców, a i wyników nie było. Inne podejście do tej sytuacji miał jednak sam zainteresowany, jak i prezes Janusz Filipiak. Teraz znając dalszy przebieg historii, widać, że ruch ten nie był wcale taki głupi, jak się wielu mogło wydawać. Cracovia stała się zespołem walczącym o puchary w lidze, ale i ten namacalny, Puchar Polski.
Ze świecą szukać tego, kto pamięta sukces Cracovii i nie chodzi tu o awans do jakiejś ligi czy uzyskanie promocji do gry w kwalifikacjach do europejskich pucharów. Jest ktoś, kto rzeczywiście pamięta „Pasy” walczące o mistrzostwo Polski albo Puchar Polski?
Z pewnością takich osób jest niewiele. Wystarczy tylko spojrzeć, kiedy Cracovia ostatnio zdobyła mistrzostwo. Uwaga… w roku 1948. Niebywałe, że od tego czasu Cracovia nigdy później nie powtórzyła tego wyniku. O Pucharze Polski nawet nie ma co wspominać, bo finały kibice „Pasów” mogli oglądać jedynie w TV bez udziału ich pupili.
Teraz jednak wszystko może się zmienić. Drużyna zrobiła historyczny wynik, w dodatku pokazała swoją siłę w meczu półfinałowym z Legią. Może wreszcie nadszedł czas Cracovii, ale i Michała Probierza, u którego w gablocie głównie zbiera się kurz.
Bolesny półfinał, ale półfinał
Dawno, dawno temu… w latach 60., a dokładnie w 1962 roku miała miejsce 8. edycja Pucharu Polski. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie pewna niespodzianka, jaką okazał się najstarszy polski klub. Cracovia w tamtym czasie zaskoczyła wszystkich, być może nawet samą siebie. Po kolejnych nieudanych przygodach w tychże rozgrywkach zespół z Krakowa niespecjalnie dawał o sobie znać, odpadając we wczesnych fazach turnieju.
Inaczej było tym razem. „Pasy” mimo że już na samym starcie ledwie pokonały pierwszą przeszkodę, jaką okazał się KS 27 Orzegów, z czasem nabierały wiatru w żagle. W kolejnej rundzie minimalnie zwyciężyły ze zdecydowanie bardziej poważnym zespołem Polonii Bytom, po czym awansowały do upragnionego ćwierćfinału. Tam czekał Zawisza Bydgoszcz.
Jak się potem okazało, rywal ten w starciu z krakowskim zespołem poległ, a rozpędzona Cracovia w półfinale spotkała się z Zagłębiem Sosnowiec, tym samym, który ówczesne rozgrywki wygrał.
Dla piłkarzy z ulicy Kałuży już sam fakt bycia na tak wysokim etapie rozgrywek był nie lada wyczynem. Dojściem do tego pułapu zawiesili poprzeczkę na tyle wysoko, że później kibice Cracovii mogli jedynie wspominać piękne czasy. Te może i by takie były, gdyby nie bolesna porażka z sosnowiczanami. Pogodzeni z wynikiem 0:4 krakowianie mieli przed sobą jeszcze mecz o 3. miejsce. Może i byłoby ono do wywalczenia, ale rozbitych krakowian dobiła Odra Opole, z którą piłkarze z Małopolski przegrali 1:3.











