Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej, FIFA, ogłosiła 23 piłkarzy nominowanych do Złotej Piłki – nagrody dla najlepszego zawodnika 2013 roku. Zastanawiacie się, kto po nią sięgnie? Messi, po raz piąty z rzędu? A może Ronaldo, tak jak w 2008 roku? Ja widziałbym w roli zwycięzcy kogoś innego. Kogoś, kto napędzał akcje ofensywne monachijskiego Bayernu, bezpośrednio przyczyniając się do zdobycia przez „Bawarczyków” potrójnej korony. Wiecie o kim mowa?
Zanim zdradzę wam o kogo mi chodzi, przyjrzyjmy się, czego w 2013 roku dokonali dwaj główni kandydaci do zdobycia Złotej Piłki FIFA – Lionel Messi i Cristiano Ronaldo. Urodzony w Rosario 26-letni Argentyńczyk we wszystkich oficjalnych meczach FC Barcelona i reprezentacji Argentyny zdobył 40 bramek i zanotował na swoim koncie 15 asyst. Jego zespół zdobył mistrzostwo i Superpuchar Hiszpanii, a w półfinale Ligi Mistrzów poniósł klęskę z Bayernem Monachium. „Mesjasz” został królem strzelców Primera Division. 28-letni Portugalczyk w ostatnich dziesięciu miesiącach trafił aż 57 razy do bramki rywali, a piętnastokrotnie był autorem ostatniego podania. Jednak Real Madryt nie może pochwalić się żadnym trofeum w bieżącym roku.
Statystyki indywidualne Messiego i Ronaldo są dobre, a może nawet bardzo dobre. Nie przełożyło się to jednak na wielki sukces ich zespołów, zwłaszcza w przypadku klubu z Madrytu. Mój faworyt do zdobycia Złotej Piłki 2013 nie może pochwalić się równie świetnymi dokonaniami strzeleckimi co wyżej wymieniona dwójka, ale ma on ogromny wpływ na osiągnięcia, jakimi powinien szczycić się Bayern Monachium. Bawarski klub zdobył w 2013 roku mistrzostwo i Puchar Niemiec, Puchar Ligi Mistrzów oraz Superpuchar Niemiec i Europy. Czyż to nie jest wspaniały wynik?
Franck Ribery, bo o nim będzie mowa, jest jednym z głównych ojców sukcesu zespołu Juppa Heynckesa. Francuz, urodzony w 1983 roku w Boulogne-sur-Mer, strzelił w 2013 roku 18 bramek i zanotował 22 asysty. Wynik ten może nie powala z nóg, ale jeśli spojrzymy na to, co osiągnął z klubem, to już inna historia. Właśnie były skrzydłowy Olympique Marsylia był motorem napędowym większości ofensywnych akcji Bawarczyków. To po jego podaniach padło wiele bramek strzelonych przez Muellera, Robbena czy Gomeza. Niejeden obrońca grający przeciwko filigranowemu pomocnikowi do tej pory wykręca się z ziemi i zadaje sobie pytanie: gdzie ja jestem?
„Scarface”, czyli „Człowiek z blizną” – tak nazywany jest Ribery z powodu swojej blizny, której nabawił się w wyniku wypadku samochodowego. Francuz może mówić o wielkim szczęściu, gdyż jako dwuletnie dziecko wyleciał przez przednią szybę auta, gdy jego ojciec ostro hamował, aby uniknąć zderzenia. Jednak rzucający się w oczy ślad na twarzy czy też krzywy nos i zęby nie są powodem do wstydu dla zawodnika pochodzącego z północy Francji. – Blizny to nic hańbiącego – powiedział w jednym z wywiadów piłkarz, któremu nigdy przez myśl nie przeszła operacja plastyczna.
Zresztą przezwisko „Scarface” przeszło szybko w Niemczech do lamusa po tym, gdy Ribery stał się liderem zespołu z Allianz Arena. W 2013 roku piłkarz opuścił tylko sześć meczów swojej drużyny, a w rozegranych spotkaniach był bardzo często postacią robiącą różnicę. Popis swojej gry dał w najważniejszych meczach sezonu. W półfinale Ligi Mistrzów z FC Barcelona, Ribery raz po raz wkręcał w ziemię katalońskich defensorów, dwukrotnie otwierając swoim partnerom drogę do bramki Valdesa. W finale Champions League Francuz ponownie był zawodnikiem wyróżniającym się i zanotował asystę przy zwycięskiej bramce Robbena z 89. minuty. Bayern pokonał Borussię Dortmund 2:1 i cieszył się ze zdobycia Pucharu Mistrzów Europy. Franck dostał nową ksywę od niemieckich fanów – „Ferraribery”, która nawiązuje do charakteryzujących skrzydłowego dryblingów na pełnej szybkości.








