Prvotrídni trenér! – powiedzieliby odpowiednio kibice Slovany Liberec, Sparty Pragi i reprezentacji Czech. Nasi południowi sąsiedzi na myśl o szkoleniowcu Śląska Wrocław mogliby rozpływać się w komplementach w nieskończoność, ale czy można się temu dziwić? Swego czasu do ekstraklasowych wyjadaczy dochodziły jedynie opinie, które potrzebowały realnej weryfikacji. I jeżeli dziewięć miesięcy pracy nią jest, to werdykt brzmi następująco: Vitezslav Lavicka jest w skali polskiej ligi fachowcem wybitnym, a ostatnio wręcz najlepszym.
Kwiecień 2019 roku – cztery porażki z rzędu i dołączenie do grona potencjalnych spadkowiczów ekstraklasy. Wrzesień tego samego roku – pozycja lidera i od (zdawało się) feralnego okresu aż TRZYNAŚCIE meczów z rzędu bez porażki. Bity rekord za rekordem, a w końcu nagroda w postaci tytułu najlepszego trenera miesiąca sierpnia.
Warto sobie uświadomić, że dotychczasowa droga czeskiego szkoleniowca nie była usłana różami. Ba, ona w pewnym sensie przypominała górski szlak o niebieskim kolorze, który zawsze zapowiada długą i wymagającą wędrówkę, doprowadzającą do mety tylko najwytrwalszych. I co ważne, bez użycia skrótów, których Vitezslav Lavicka nie toleruje. Bo nawet wtedy, gdy któraś z kolei ścieżka wydawała się skrajnie nieprzystępna, Czech się nie poddawał i pokonywał trudności. Wspinał się długo, ale w końcu dotarł… Szczyt został zdobyty, ale najtrudniejsza przygoda dopiero się zaczyna.
Śląsk Wrocław dzięki Czechowi odżył
Za nami już osiem kolejek sezonu 2019/2020, a wrocławska drużyna wciąż nie została nawet draśnięta. Cztery zwycięstwa, cztery remisy i 16 punktów to obecny dorobek trenera, który do zdobycia tylu samo oczek w rundzie wiosennej potrzebował czternastu spotkań. Co by nie mówić, progres bijący w oczy, ale oczywiście nie biorący się znikąd. 56-latek najpierw został obdarzony bezgranicznym zaufaniem przez klubowy zarząd mimo 12. lokaty na koniec poprzedniej kampanii, a później? Otrzymał zielone światło do przeprowadzenia letnich przygotowań z zapewnieniem, że pojawią się wzmocnienia.

Dzisiaj wiemy, że właściwie każdy transfer poza nabyciem Erika Exposito okazał się strzałem w dziesiątkę. „Nowi” od początku ligowej kampanii zadecydowali o bramek Śląska, a na debiut czekają jeszcze Filip Markovic i Przemysław Bargiel. Czy to nie brzmi obiecująco? Z takim fachowcem, jak Vitezslav Lavicka, trudno nie pokusić się o pozytywną wizję przyszłości. I paradoksalnie najważniejszą kwestią nie są tak naprawdę występy Płachety, Putnocky’ego czy Stigleca. Nie, kluczowe jest bowiem to, że tacy zawodnicy jak Mączyński, Broź czy Pich pod batutą Czecha rosną jako piłkarze. Przypadek? Nie sądzę.












