Myśląc o Eredivisie każdy postronny kibic zacznie jednym tchem wymieniać Ajax Amsterdam, Feyenoord Rotterdam i PSV Eindhoven. Zdarza się jednak co jakiś czas drużyna, która jak narybek chce namieszać w mętnym stawie tłustych ryb. W tym sezonie kimś takim chce być Vitesse Arnhem.
Jeśli ktoś myśli, że Vitesse jest anonimową drużyną, która w tym roku bez kompleksów, ale i konsultacji z wielką trójką postanowiła zagościć w górnej części tabeli – to jest w błędzie. Pomimo tego, że nie może poszczycić się wieloma trofeami, ma aspiracje, aby stać się regularnym bywalcem w walce o najwyższe lokaty. Ten sezon ma być potwierdzeniem tej tezy.
Rys historyczny
Vitesse jedno podium już osiągnęło, z którego nikt go nie zdetronizuje. Jest drugim najstarszym (zaraz po Sparcie Rotterdam) klubem piłkarskim, który wciąż istnieje. Jego początki sięgają roku 1892, jednak główną sekcją był krykiet i to z taką myślą przewodnią utworzyli go założyciele. Nie trwała ona długo, gdyż w 1894 roku futbol wygrał i od tej pory Vitesse miało status pełnoprawnego klubu piłkarskiego.
Od 1898 roku istnieją w Holandii rozgrywki wyłaniające mistrza. „Żółto-czarni” od początku byli jedną z czołowych drużyn. Do 1915 roku sześciokrotnie docierali do finału rozgrywek, za każdym razem jednak przegrywając. Po drodze odbył się jeszcze finał Pucharu Holandii, oczywiście też przegrany. Ta swego rodzaju klątwa będzie się za nimi ciągnąć jeszcze długie lata, a finał krajowego pucharu drużyna przegra jeszcze dwukrotnie.
Reforma Aalbersa
Kolejne lata były sinusoidą wydarzeń. Klub to bił się o najwyższe cele, to znów spadał i z mozołem musiał wracać do 1. ligi, by znów z niej wypaść. Gra w niższych klasach rozgrywkowych oraz konieczność utrzymywania sekcji zawodowej i amatorskiej doprowadziła klub na skraj bankructwa.
Ówczesny prezes Karel Aalbers doprowadził do ich rozdzielenia i oczywiście został na stanowisku sekcji zawodowej. Z końca tabeli 2. ligi udało się wreszcie powrócić na należne miejsce pod koniec lat 80. A gdy już się udało, było to niemalże wejście z drzwiami. Finał Pucharu Holandii (ostatni przegrany) i czwarte miejsce na koniec ligi dało Vitesse przepustkę do europejskich pucharów.
Sam Aalbers miał dalekosiężne plany. Chciał osiągnąć taką pozycję, aby znaleźć się w czterdziestce najlepszych klubów Europy. Opracował koncepcję i doprowadził do wybudowania stadionu GerleDome, który jako pierwszy miał wysuwaną, a nie stałą murawę i zamykany dach, dzięki czemu obiekt, na którym mogły się odbywać koncerty zaczął już wtedy na siebie zarabiać.
Aalbers odszedł z posady w niesławie, po tym, jak został oskarżony o przestępstwa finansowe. Klub znów popadł w problemy, do czasu, kiedy nie przejął go były gruziński piłkarz i późniejszy biznesmen Merab Jordania. Tak samo jak jego poprzednik mający ambicje stworzenia z Vitesse klubu liczącego się w Europie.
Do czterech razy sztuka
Sposób zarządzania wprowadzony przez Allbersa spowodował, że Vitesse mogło wejść na inną półkę, jeśli chodzi o sprowadzanie piłkarzy. Przez klub przewinęli się tacy gracze jak Roy Makaay, Philip Cocu, Pierre van Hooijdonk czy Nikos Machlas, ale także wielu innych grających później w czołowych europejskich klubach.












