Współczesna piłka jest pełna niesamowicie utalentowanych piłkarzy. W dobie dzisiejszego rozwoju prasy oraz social mediów praktycznie każdemu młodemu zawodnikowi, który zaliczy dobre spotkanie, przypisywane jest miano gwiazdy. Jednak wiąże się to z ogromną presją. Piłkarzem, który przekonywał się o tym przez dłuższy czas, był Vinicius. Jednak ostatnio forma zawodnika ma prawo się podobać.
Dlaczego tylko „ma prawo”, a nie „musi”? No a dlatego, że Vinicius jest bardzo niestabilnym piłkarzem. Owszem, jego liczby w tym sezonie są dość przyzwoite, lecz na kolana nie powalają i to trzeba sobie otwarcie powiedzieć. Wielu kibiców jeszcze do niedawna sądziło, że będzie on kolejnym brazylijskim talentem, który nie sprosta europejskim wymaganiom.
Zdanie jednak mogło zmienić się ostatnio. Piłkarz wyglądał coraz lepiej, lecz nie miało to przełożenia na liczby, aż do wczoraj. Vinicius strzelił dwa gole w meczu przeciwko Liverpoolowi, dzięki czemu dał bardzo konkretne powody kibicom Realu, aby upatrywać w nim przyszłości.
Wszystko fajnie, dopóki nie wejdzie w pole karne
Tak właśnie można było postrzegać grę Viniciusa jeszcze chociażby dwa lata temu. Wydawało się, że piłkarz po prostu nie myśli w momencie, kiedy znajdzie się w dogodnej sytuacji. Po prostu odcinało mu dopływ krwi do mózgu. Podejmował kompletnie niezrozumiałe decyzje, po których fani „Królewskich” mieli ochotę rozpędzić się i uderzyć głową w ścianę.
Zamiast podawać – strzelał. Zamiast dryblować – strzelał. A przede wszystkim zamiast myśleć – strzelał. I dlatego dla większości Vinicius był po prostu tylko kolejnym młodym Brazylijczykiem z szybką nogą, imponującym przyspieszeniem i fajnym dryblingiem, ale nic ponad to.












