Ekipa Villarrealu po raz drugi z rzędu bezbramkowo zremisowała w meczu ligi hiszpańskiej. Tym razem nie dała sobie rady z ostatnią w tabeli, pewną spadku Almerią. W pierwszej połowie podopieczni Juana Garrido jeszcze walczyli, w drugiej poddali się zupełnie.

Obie drużyny wybiegły na Estadio de Juegos Mediterraneos w niemal najmocniejszych składach. W zespole zdegradowanych już do Segunda Division gospodarzy jedyną poważniejszą zmianą była nieobecność Diego Alvesa. Między słupkami stanął weteran, Esteban Suarez. W ataku zabrakło miejsca dla Kalu Uche, zamiast niego na murawę wybiegł Jose Ulloa. Trener przyjezdnych postawił na sprawdzony skład, z powracającym do wysokiej formy Marcosem Senną.
Dwie i pół minuty czekali widzowie na pierwszą groźną akcję Villarrealu. Strzał Nilmara poprzedzony koronkową wymianą piłki między Rossim i Borją z trudem wybronił Esteban. Gospodarze mieli prawo czuć się ostrzeżeni. Z czasem coraz wyraźniej widać było różnicę między ekipami – Villarreal potrafił przejść z obrony do ataku przy użyciu trzech graczy. Almeria, by przekroczyć linię środkową, angażowała niemal całą jedenastkę. Taktyka odgrywania długich piłek do Piattiego byłaby skuteczna tylko wtedy, gdyby Argentyńczyk nosił na barana swojego, nieistniejącego niestety, złego brata bliźniaka. Czy trener Oltra nie zdaje sobie sprawy, że Pablito to najniższy gracz całej ligi? W ekipie Garrido świetnie funkcjonowała komunikacja na linii środek pola – atak. Cazorla z Borją raz po raz uruchamiali Rossiego i Nilmara. Włoski snajper miałby w 23. minucie doskonałą sytuację bramkową, gdyby sędzia, Estrada Fernandez, nie odgwizdał wyimaginowanego faulu na defensorze gospodarzy. Chwilę później Esteban po raz kolejny uratował Almerię, zatrzymując strzał Nilmara. Nie minęły dwie minuty, a chłopcy Oltry mogli i powinni objąć prowadzenie. Gdyby objęli, zasady dobrego wychowania nakazywałyby kupić kosz czekoladek Mateo Musacchio, który podał Bernardello piłkę na tacy. Nie objęli, więc nici z upominku. Następne dziesięć minut to nudne jak nazistowski film propagandowy klepanie piłki w okolicach linii środkowej. Mizerię tego fragmentu meczu dobrze obrazuje strzał Senny, który dotoczył się do Estebana chyba tylko dlatego, że sprzyjał mu wiatr. Komentatorzy, by nie umrzeć z nudów, dyskutowali głównie o wynikach meczów rozgrywanych równolegle. W ostatniej akcji pierwszej połowy Mario oddał strzał, który nie znalazłby drogi do bramki, nawet gdyby ta była trzy razy wyższa. Wszyscy ucieszyli się, że Estrada zagwizdał i rozkazał przemarsz do szatni.











