Gracze „Żółtej Łodzi Podwodnej” pokonali 2:1 Real Sociedad San Sebastian w ostatnim niedzielnym spotkaniu 20. kolejki Primera Division. Pomimo niespodziewanego prowadzenia gości, później odpowiedzialność za wynik wziął na siebie duet Cazorla – Rossi i dzięki dwóm trafieniom Włocha gospodarze dopisali do swojego konta trzy bezcenne punkty, dzięki którym powrócili po jednodniowej nieobecności na najniższy stopień podium La Liga.
Na El Madrigal gospodarze jeszcze w tym sezonie nie przegrali i mało kto mógł przypuszczać, by ta sytuacja miała się zmienić po spotkaniu z beniaminkiem, Realem Sociedad. Villarreal przegrał wprawdzie w tym tygodniu z Sevillą aż 0:3 w ćwierćfinale Pucharu Króla, ale druga porażka z rzędu nie wchodziła w grę, szczególnie że swoje mecze wygrały drużyny bezpośrednio walczące z „Żółtą Łodzią Podwodną” o miejsce dające bezpośredni awans do Ligi Mistrzów – Valencia i Espanyol. Beniaminek nie przyjechał jednak, żeby opuścić stadion z jak najmniejszym bagażem goli – tydzień temu Real Sociedad pokonał Getafe aż 4:0, pokazując bardzo ciekawy futbol. Bezpieczna pozycja w środku tabeli zespołu gości także nie jest dziełem przypadku.

Pierwsze minuty spotkania pokazały, że powtórki z Getafe na pewno nie będzie – to Villarreal od pierwszych minut dyktował warunki gry. Potwierdzeniem tego były strzały Cazorli, dwukrotnie w 5. i 12. minucie, jak również świetna dyspozycja Rossiego – w polu karnym rywala było go aż za dużo, świetnie ustawiał się kolegom i raz po raz przeprowadzał groźne akcje. Włoch ciągle próbował, ale jego zagrania często były wykonywane z pamięci, zupełnie jakby zapomniał że jego partner z ataku, Nilmar, z powodu kontuzji musiał oglądać to spotkanie z wysokości trybun. Blisko pierwszego gola było w 24. minucie, ale dośrodkowanie Rossiego z prawej strony nie dotarło do Borjy Valero – gdyby piłkarz ustawił się kilka kroków dalej, zapewne wpakowałby piłkę do siatki. Gol dla „Żółtej Łodzi Podwodnej” był kwestią czasu.
Bramka padła już cztery minuty później, jednak ku konsternacji kibiców zgromadzonych na El Madrigal do siatki trafił Aranburu – pierwsza groźna akcja gości przyniosła im prowadzenie, kiedy po zagraniu piłki głową przez Llorente pomocnik Realu perfekcyjnie uderzył piłkę głową i posłał ją w samo okienko bramki strzeżonej przez Lopeza, który nie miał szans na interwencję. Goście nie cieszyli się długo z prowadzenia – w 41. minucie swoją klasę potwierdził najlepszy na boisku Rossi, który po podaniu od Cazorli pomimo asysty obrońcy, strzałem z kilkunastu metrów pokonał Bravo. Do przerwy zatem było 1:1, jednak nikt nie miał wątpliwości, że Villarreal więcej błędów już tego wieczora nie popełni, a na pewno jeszcze przynajmniej raz pokona bramkarza gości. W szatni trener Garrido musiał mocno nakrzyczeć na swoich podopiecznych, gdyż na drugą połowę wyszli niezwykle zmotywowani, czego efektem był gol już w 47. minucie, a w rolach głównych znowu wystąpili ci sami zawodnicy, co przy pierwszej bramce. Cazorla odebrał piłkę w środku pola i natychmiast podał do Rossiego, który ubiegł bramkarza i techniczną podcinką posłał piłkę nad nim do siatki i zdobył swojego jedenastego gola w sezonie, wyprzedzając tym samym swojego partnera z ataku, Nilmara.











