W meczu kończącym 7. kolejkę spotkań La Liga Villarreal tylko zremisował na wyjeździe z Herculesem Alicante. Tym samym nie wykorzystał szansy na zostanie samodzielnym liderem tabeli. Poza czterema golami widzowie zgromadzeni na Rico Perez zobaczyli, jak sędzia Muniz Fernandez wyrzuca z boiska aż trzech piłkarzy.
Przed meczem było jasne, że obie ekipy będą bardzo zmotywowane. Hercules w wypadku zwycięstwa zająłby miejsce w górnej części tabeli, to jak na beniaminka wynik co najmniej przyzwoity. Goście mierzyli wyżej, w sam szczyt. Wygrana dawała Villarrealowi tytuł lidera La Liga.

Mecz od początku był bardzo wyrównany, lekka przewaga Villarrealu objawiała się głównie w środku pola, gdzie rządził Marcos Senna wspierany przez Bruno, Borję i Cazorlę. Skrzydła należały jednak do gospodarzy. Szalone rajdy Drenthe uniemożliwiały Villarrealowi spokojne konstruowanie akcji. Po około 25 minutach gry sprawy w swoje nogi postanowił wziąć Nilmar. Brazylijczyk przedarł się przez obronę miejscowych i potężnie huknął w stronę Juana Calatayuda. Piłka trafiła jednak tylko w poprzeczkę. Wzrastająca przewaga Villarrealu została brutalnie przerwana golem Nelsona Valdeza. Paragwajski kat Barcelony wykorzystał dobre podanie Drethego i pokonał Diego Lopeza. Trzy minuty później znów był remis. Stan gry wyrównał lewy defensor przyjezdnych, Joan Capdevila, który znalazł się we właściwym miejscu pola karnego i umieścił futbolówkę w siatce. Upłynęły kolejne trzy minuty, a Rossi trafił w słupek. W 40. minucie po raz kolejny na skrzydle, tym razem prawym, zatańczył Royston Drethe. Holender posłał świetną piłkę do Davida Trezegueta, który na raty, za pierwszym razem nie trafił w futbolówkę, wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.
To, co wydarzyło się kilka minut później nie jest do końca jasne. Borja Valero sfaulował gracza gospodarzy. Piłkarze Herculesa od razu ruszyli do sędziego, by walczyć o możliwie wysoki wymiar kary dla Hiszpana. Wywiązała się kłótnia, w wyniku której żółtą kartkę zobaczył Trezeguet. Mało tego, Francuz chwilę później dostał również czerwony kartonik. Sędzia Muniz Fernandez dał się ponieść emocjom. W wyniku zamieszania kartkę, na szczęście dla gospodarzy, żółtą otrzymał Nelson Valdez.
W nieprzyjemnej atmosferze kończyła się pierwsza ciekawa, ale i brutalna część spotkania. Na chwilę przed końcem połowy, boisko musiał opuścić Marcos Senna. Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem schodząc z murawy, trzymał się za udo. Można przypuszczać, że nabawił się jakiegoś urazu mięśniowego. Zastąpił go Ciani.
Jak można się było spodziewać, druga połowa przebiegała od początku pod dyktando Villarrealu, który umiejętnie wykorzystywał przewagę jednego zawodnika. Szybko okazję bramkową wypracował sobie Nilmar. Próbowali także Cazorla i Cani. Mijały minuty, a gospodarze nie byli w stanie opuścić własnego pola karnego. Bronili się całym zespołem. Jedynym piłkarzem, który zdawał się myśleć też o ataku był Drenthe, jednak sam nie był w stanie pociągnąć gry zespołu i zajmował się głównie wspieraniem Paco Penii na lewej obronie. Hercules wytrzymał do 60. minuty. Wtedy serię dryblingów Cazorli na gola zamienił Borja Valero. W 71. minucie spotkania na prowadzenie powinien po raz trzeci wyjść Hercules, ale świetny, przebojowy rajd Drenthego nie został zamieniony na gola. Od gracza wypożyczonego z Realu lepszy okazał się wychowanek Realu, Diego Lopez. Z czasem ataki gospodarzy były częstsze i mimo że gra toczyła się głównie na połowie Herculesu, miejscowi mieli kolejne okazje bramkowe. Wielką pracę na całym boisku wykonywał Drenthe. A potem po raz kolejny zaczął się show sędziego. Wystarczyły trzy minuty, żeby Hercules grał w przewadze. Najpierw żółtą kartkę za wejście wyprostowaną nogą w dolną kończynę Drenthego dostał Borja. Kłócił się, więc oczywiście dostał czerwoną. Potem za wymachiwanie kończynami górnymi i sprawienie, że zetknęły się z twarzą wspomnianego Holendra wyleciał Musaccio. Inicjatywę przejął Hercules. Wreszcie mógł spokojnie wyprowadzać akcje. Niestety dla gospodarzy, więcej goli nie padło.











