„Żółta Łódź Podwodna” tylko zremisowała z ostatnią w tabeli Malagą 1:1 w meczu 24. kolejki Primera Division. Podopieczni Juana Garrido, jeśli chcą myśleć o walce w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie, muszą szybko zażegnać kryzys, w jakim się znaleźli, z kolei Andaluzyjczycy remis muszą postrzegać jako duży sukces.

Villarreal przystąpił do tego spotkania, znając wczorajszy wynik rywala o 3. miejsce w tabeli, Valencii. Dzięki remisowi „Nietoperzy” gospodarze mieli niepowtarzalną okazję do zrównania się punktami z rywalem. Jednak nie było to łatwe zadanie, gdyż na El Madrigal przeciwnikiem był zespół Malagi, który po wpompowaniu w niego dużej sumy petrodolarów zaczyna osiągać coraz lepsze wyniki. Cały czas okupuje jednak ostatnie miejsce w tabeli i nie opuściłby go nawet w przypadku wygranej. O taki wynik, dość nieoczekiwanie, nie jest trudno z Villarrealem, gdyż dwa ostatnie mecze ligowe przegrał on 0:1, najpierw z Levante, a później z Deportivo, czyli outsiderami ligi. Trzecia kolejna ligowa porażka bardzo ograniczyłaby szanse na pozycję dającą bezpośredni awans do Ligi Mistrzów.
Spotkanie zaczęło się od nieoczekiwanej wyraźniej przewagi gospodarzy, którzy momentami wręcz zamykali podopiecznych Pellegriniego na własnej połowie. Pierwszą bramkową sytuację miał co prawda Demichelis już w 2. minucie, kiedy to jego strzał głową minął bramkę Diego Lopeza, później jednak na boisku rządziła już tylko jedna drużyna. Kolejne sytuacje stwarzali sobie Nilmar, Cani i ponownie Nilmar, a groźne były dośrodkowania z rzutów rożnych i wolnych Borjy Valero, jednak nie wynikła z tego żadna stuprocentowa sytuacja, gdyż bardzo dobrze grała tego dnia obrona Andaluzyjczyków. Malaga zdecydowanie postawiła w tym spotkaniu na kontrataki, i jeden z nich mało co, a skończyłby się skutecznie, jednak w 21. minucie Rondon oddał zdecydowanie za lekki strzał zza pola karnego, żeby pokonać Diego Lopeza. Bardzo blisko zdobycia bramki ten sam zawodnik był w 30. minucie, ale jego strzał minął o metr dalszy słupek – już po tych dwóch groźnych kontrach widać było, że to nie będzie spotkanie w stylu faworyt vs. chłopiec do bicia. Napór podopiecznych Carlosa Garrido przyniósł w końcu skutek w 37. minucie, kiedy to po ładnej akcji Cani odegrał do wybiegającego Rossiego, a ten z linii końcowej zdołał odegrać na drugi metr, gdzie piłkę do siatki zdołał z kłopotami wepchnąć Ruben i na El Madrigal gospodarze prowadzili 1:0.












