Manchester United potrzebował dwóch sezonów, by wrócić na szczyt tabeli Premier League. Jak na klub, który w ostatnich 15 latach ośmiokrotnie sięgał po mistrzostwo Anglii, to wieczność. Człowiekiem, który przywrócił „Czerwone Diabły” na pierwsze miejsce, jest holenderski trener Louis van Gaal, który przed rokiem, gdy obejmował zespół z Old Trafford, mówił, że w ciągu dwóch odzyska dla United mistrzostwo kraju.
By choć na chwilę wdrapać się na szczyt angielskiej Premier League, van Gaal niemal całkowicie odmienił kadrę, którą zastał w spadku po Davidzie Moyesie. Rozmach, z którym Holender działał na rynku transferowym, często wzbudzał szacunek, gdy na Old Trafford ściągnięto Bastiana Schweinsteigera, a czasami szok, gdy ogromną sumę wydano na kota w worku, czyli Anthony’ego Martiala czy wiecznego rezerwowego w AS Monaco i Sampdorii Sergio Romero.

Obecny sezon pomimo przeciętnego, ale skutecznego startu pokazuje, że Holender wypowiadając słowa o mistrzostwie Anglii w ciągu dwóch sezonów na początku swej pracy w Manchesterze, nie blefował. Szkoleniowcowi „Czerwonych Diabłów” nie można odmówić doświadczenia. Wręcz przeciwnie, van Gaal to „stary lis”, który tak jak niegdyś sir Alex Ferguson swym doświadczeniem może mocno przyczynić się do końcowego sukcesu swej drużyny.
Analizując karierę trenerską Holendra, śmiało można powiedzieć, że obecny sezon może okazać się dla niego tym mistrzowskim. Gdy przed laty objął FC Barcelona i Bayern Monachium, kibice tych drużyn nie musieli czekać długo na triumf w krajowych rozgrywkach. Van Gaal to szkoleniowiec o mentalności zwycięzcy, z ogromnym ego, dużą pewnością siebie i przekonany o swej doskonałości. Gdy dysponuje się dosyć młodą kadrą, być może pewność siebie i nastawienie na sukces okażą się kluczowe, ale pomimo dobrego startu w rozgrywkach Holender już na początku musiał zmierzyć się z kilkoma problemami.
Lider mimo licznych problemów
Jednym z nich była niewyjaśniona do ostatnich chwil okienka transferowego sytuacja Davida de Gei. Szkoleniowiec „Czerwonych Diabłów” nie zawahał się posadzić na trybunach hiszpańskiego golkipera, który do tej pory był jednym z najważniejszych zawodników klubu z Old Trafford. De Gea w końcu został w Manchesterze, a gdy jego sytuacja się wyjaśniła van Gaal przywrócił go do pierwszego składu. Efekt zauważyć można było od razu, ponieważ Hiszpan dał obrońcom większą pewność siebie. To przy nim świetną formę osiągnął Chris Smalling, bez którego trudno wyobrazić sobie defensywę United. Z De Geą w składzie „Czerwone Diabły” grają pewniej i skuteczniej w ofensywie, co pokazuje, jak duży wpływ na drużynę ma dobry golkiper między słupkami.
Skoro jesteśmy przy formacji defensywnej, to nie sposób nie wspomnieć o problemach związanych z postawą













