Jak to miało miejsce dwa tygodnie temu, również w ten poniedziałek mieliśmy okazję oglądać spotkanie Valencii. Tym razem przeciwnikiem był Racing Santander. Żaden z asów gospodarzy nie potrafił strzelić gola.
Gospodarze wybiegli na boisko z mocno rezerwową defensywą. Zabrakło między innymi Carlosa Marcheny oraz Miguela. Swoją szansę dostał za to młody Joel, dla którego było to pierwsze zetknięcie z piłką na poziomie pierwszoligowym. Formacja ofensywna Valencii została osłabiona brakiem Evera Banegi, jednak wszyscy najważniejsi piłkarze odpowiedzialni za zdobywanie bramek zameldowali się boisku, mimo że występ Davida Villi był niepewny do ostatniej chwili. Kibice „Los Ches” mogli drżeć o obsadę bramki, pod nieobecność Cesara między słupkami stanął niepewny Moya.
Po przeciwnej stronie najważniejszym osłabieniem był brak Pedro Munitisa, na którego powrót liczyli wszyscy Kantabryjczycy.
Pierwsza część spotkania była bardzo wyrównana. Pierwsze minuty to ataki gości, potem do głosu doszła Valencia, by pod koniec znów oddać inicjatywę Racingowi. W drużynie gospodarzy jak zwykle największe zagrożenie generował Villa, trafiając między innymi w słupek. Nieźle grał Mata i Pablo. Nie zawiódł młody Joel, ładnie przemieszczając się wzdłuż boiska i wspomagając linię ataku. Okazje przyjezdnych to przede wszystkim dobra gra Sergio Canalesa i Meme Tchite. Nowy nabytek Realu Madryt powinien był strzelić gola w jednej z ostatnich akcji tej części spotkania, jednak piłkę w świetny sposób obronił Moya. Piłkarz z numerem 27 grał odważnie, nie bał się wchodzić w pole karne. Gdyby dysponował większą tężyzną fizyczną, mógłby strzelić nawet hattricka, jednak dwukrotnie przegrywał walkę bark w bark z defensorami „Los Ches”.
Druga połowa miała podobny przebieg, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że lepiej prezentował się Racing, zwłaszcza Canales i Tchite. O dziwo, dobrze dysponowany był dziś Moya, który zwykł zawodzić w ważnych momentach. Dziś nie zawiódł i powstrzymał zapędy Kantabryjczyków. Druga żółta kartka dla Davida Navarro mogła odmienić losy meczu, ale gospodarze umiejętnie się bronili. Niestety, kibice zgromadzeni na Estadio Mestalla nie zobaczyli goli. Bezbramkowy remis z pewnością cieszy przyjezdnych, dla których każde wynik inny niż przegrana to kolejny krok w stronę utrzymania się w lidze. Valencia traci już 15 punktów do drugiej w tabeli Barcelony. Przepaść. Przewidywania, że La Liga będzie ligą dwóch prędkości sprawdziły się w pełni. „Królewscy” i „Duma Katalonii” nie dają najmniejszych szans reszcie stawki.










