Valencia zremisowała u siebie z Realem Valladolid 2:2. Dwa razy goście wychodzili na prowadzenie – za sprawą Javiego Guerry i „Alcatraza”. Gospodarze potrafili jednak wyrównać, a gole zdobyli Pabon i Feghouli. Mecz był ciekawy, akcje były konstruowane raz z jednej, raz z drugiej strony.
W drugim niedzielnym spotkaniu w La Liga Valencia podejmowała Real Valladolid. Faworytem z pewnością byli gospodarze. Chociaż ich forma jak dotąd nie zachwycała, a lepsze występy przeplatali słabszymi, to mimo wszystko mieli więcej indywidualności niż ich najbliżsi rywale. Ponadto trener „Nietoperzy” Djukić wcześniej trenował właśnie Valladolid, więc wiedział, na co stać ten zespół. Ekipa z Kastylii i Leonu w tym sezonie nie prezentuje się zbyt dobrze. Miejsce w strefie spadkowej jest tego najlepszym przykładem. Dodatkowo na Estadio Mestalla goście pojawili się bez kilku kontuzjowanych zawodników (chociażby Javiego Navasa), więc jakikolwiek rezultat oprócz zwycięstwa gospodarzy byłby nie lada zaskoczeniem.

Początkową przewagę Valencia mogła wykorzystać już w 5. minucie, gdy sędzia podyktował rzut karny po tym, jak sfaulowano Barragana. Strzelał Banega, który przeniósł piłkę wysoko ponad bramką. Goście mieli sporo szczęścia. Niewykorzystana sytuacja szybko się zemściła. W 9. minucie Javi Guerra doskonale wykorzystał dośrodkowanie „Alcatraza” i uderzeniem głową nie dał żadnych szans Guaicie. Spotkanie nie było wcale jednostronne, a chociaż lepsze sytuacje stworzyli sobie gospodarze, to goście nie byli wcale mało aktywni. Piłkarze z Valladolidu grali z poświęceniem, stosowali pressing na swojej połowie. „Los Ches” byli wyraźnie bezradni.
Valencia była bliska wyrównania w 27. minucie, gdy zza pola karnego strzelił Banega. Piłka odbiła się od gracza gości i zmieniła tor lotu, jednak Marino ją złapał. Dwie minuty później Pabon wyrównał. Kolumbijczyk oddał mocny strzał zza pola karnego i tym razem bramkarz przyjezdnych nie miał szans na obronę. Mecz przebiegał od tego momentu pod dyktando ekipy z Mestalla, chociaż Kastylijczycy nie poddali się i w dalszym ciągu grali odważnie i agresywnie. W statystykach jednak lepsi byli „Los Ches”. Oddali cztery strzały na bramkę przy jednym rywali. Mieli miażdżącą przewagę w posiadaniu piłki (67 do 33%), lecz przyjezdni byli drużyną, która nastawiała się na kontry i praktycznie z niczego mogła strzelić bramkę.
W drugiej odsłonie optyczna przewaga Valencii była jeszcze bardziej widoczna po wejściu Canalesa w miejsce bezbarwnego Banegi. Podobnie jak w pierwszej części meczu, tak i teraz pierwszy cios zadali jednak goście. W 50. minucie z ostrego kąta na długi słupek uderzył „Alcatraz”, który będąc niepilnowany, wbiegł w pole karne. Guiata był bez szans. I znowu „Los Ches” musieli gonić wynik. W 56. minucie Parejo potężnie uderzył z rzutu wolnego, lecz futbolówka odbiła się od poprzeczki. Te akcje odwetowe Valencii wyraźnie przysłoniły nieporadność w jej grze. Piłkarze Djukicia po stracie drugiej bramki byli rozbici i z wielkim trudem konstruowali ataki. Dzięki chaotycznej postawie gospodarzy przyjezdni mogli rozwinąć skrzydła. Bliski strzelenia trzeciej bramki dla swojego zespołu był Javi Guerra.










