Valencia zremisowała z Barceloną 2:2 w określanym mianem hitu spotkaniu 5. kolejki Primera Division. Spotkanie stało na bardzo wysokim poziomie, a przez większą część spotkania to gospodarze narzucali rywalom swój styl gry, jednak trafione zmiany pozwoliły Katalończykom doprowadzić do wyrównania. Dzięki wywalczonemu punktowi, Valencia przynajmniej do jutra pozostanie liderem Primera Division.
Spotkanie pomiędzy „Nietoperzami” a Barceloną słusznie miało miano hitu kolejki. Valencia przystępowała do spotkania z mistrzem Hiszpanii jako aktualny lider rozgrywek, który wygrał wszystkie swoje dotychczasowe spotkania – wszystkie różnicą jednego gola. Katalończycy natomiast otrzymali niepowtarzalną szansę nie tylko na przeskoczenie w ligowej tabeli dzisiejszego rywala, ale także powiększenia przewagi nad Realem Madryt, który tylko bezbramkowo zremisował swoje spotkanie. Tuż przed rozpoczęciem spotkania doszło także do ceremonii wręczenia odznaczenia dla Rafy Beniteza, który dwukrotnie sięgnął z Valencią po tytuł mistrzowski, zdobył także Puchar UEFA i Superpuchar Europy. Spotkanie to było również kolejną szansą powrotu na Estadio Mestalla dla Davida Villi, który jednak mecz rozpoczął na ławce rezerwowych, a jego miejsce w wyjściowej jedenastce zajął… Dani Alves. W związku z brakiem sponsora, Valencia zdecydowała się podczas tego spotkania na umieszczenie na swoich koszulkach hasła promującego… swoją stronę internetową i jej profil na Twitterze.
Spotkanie rozpoczęło się od wzajemnego badania sił, jednak kiedy obie strony rozpoczęły ostrzał, natychmiast przyniósł on bramkowy efekt. Rozpoczął w 12. minucie Pablo Hernandez, który wypuścił na lewym skrzydle Mathieu, a ten natychmiast dośrodkował w pole karne, gdzie wbiegało dwóch jego partnerów z drużyny. Podanie nie dotarło jednak do żadnego z nich – przeciął je Eric Abidal i uczynił to tak nieszczęśliwie, że posłał piłkę do własnej siatki, a wypełniony po brzegi stadion eksplodował radością. Nie trwała ona jednak długo, gdyż już dwie minuty później Barcelona wyrównała za sprawą duetu Messi-Pedro. Ten pierwszy dostał podanie przed polem karnym, przebiegł parę metrów wzdłuż linii wyznaczającej szesnasty metr, po czym posłał zabójcze prostopadłe podanie do wybiegającego kolegi, a ten ze stoickim spokojem posłał futbolówkę tuż obok próbującego interweniować Guaity. Pierwszy kwadrans spotkania przyniósł zatem kibicom dwie bramki.
Antybohaterem spotkania już po kilkunastu minutach mógł zostać Rami, który najpierw otrzymał żółtą kartkę za faul na Fabregasie, a 120 sekund później powinien był wylecieć z boiska. Lionel Messi zdecydował się na przedarcie lewą stroną w pole karne, gdzie bezpardonowo wszedł w niego Rami, jednak sędzia nie użył gwizdka – była to bardzo kontrowersyjna decyzja, gdyż prawdopodobnie gościom należał się rzut karny, a Valencia powinna była kończyć spotkanie w dziesiątkę. Gospodarze jednak postanowili wykorzystać korzystną decyzję sędziego i w 22. sami wyszli na prowadzenie po kolejnej świetnej akcji przeprowadzonej lewą stroną boiska, za którą tego dnia odpowiedzialny był Carles Puyol. Po raz kolejny w pole karne dograł Mathieu, piłka minęła jednak Soldado, ale za nim czekał już zamykający akcję Pablo Hernandez, który natychmiast posłał futbolówkę obok bezradnego Valdesa, a Valencia po raz drugi tego wieczora wyszła na prowadzenie.
Przez kolejne minuty mecz był bardzo wyrównany, ze wskazaniem na gospodarzy, których polot w przeprowadzaniu kolejnych akcji mógł się podobać. Większość sytuacji była przeprowadzana lewą flanką, na której nie do końca radził sobie Puyol, który dostawał także pomoc od Keity i Alvesa. Po kolejnej akcji lewą stroną w pole karne próbował przedrzeć się Soldado, ale jego uderzenie ręką zatrzymał przed bramką Puyol – za identyczne zagranie w niedzielę w spotkaniu pomiędzy Athletikiem i Realem Betis został podyktowany rzut karny, jednak sędzia dzisiejszego spotkania nie zdecydował się po raz kolejny na odgwizdanie „jedenastki”, tym razem na korzyść Valencii. Sytuacja ta wytworzyła nerwową atmosferę i sprzeczkę pomiędzy piłkarzami, za którą żółtą kartką ukarany został Roberto Soldado. Może to wydawać się nudne i niewiarygodne, ale w 41. minucie po raz kolejny po kapitalnej akcji Mathieu lewą flanką zrobiło się bardzo groźnie pod bramką Valdesa, a chyba tylko Soldado wie, jak nie trafił z dwóch metrów do pustej bramki. Piłkę zdołał jeszcze musnąć Victor Valdes, ale nie zmienia to faktu, że napastnik powinien nawet razem w futbolówką wpaść do bramki, byle tylko zdobyć gola.
Do przerwy wynik się nie zmienił i obie drużyny zeszły do szatni przy prowadzeniu Valencii 2:1. Josep Guardiola miał w przerwie poważny temat do przemyśleń, a przede wszystkim musiał przemodelować prawą stronę swojej drużyny, gdyż podopieczni Unaia Emery’ego, a w szczególności jeden z najlepszych na boisku Jeremy Mathieu, wchodzili w defensywę Katalończyków niczym rozgrzany nóż w masło, a kapitan Barcelony dawał się ogrywać w taki sposób, jaki nie przystoi jednemu z najlepszych defensorów ligi. W przerwie doszło jednak tylko do jednej zmiany, w dodatku w zespole gospodarzy – w miejsce odczuwającego zapewne skutki bolesnego upadku przy wyjściu do górnej piłki Albeldy, na boisku pojawił się Tino Costa.
Pierwsi w drugiej połowie zaatakowali podopieczni Unaia Emery’ego. Piłkę w środku pola przejął Costa, natychmiast odegrał ją do wybiegającego Canalesa, a ten zagrał do Soldado. Napastnik nie miał jednak miejsca na oddanie strzału, zatem wycofał do Banegi, ale ten posłał piłkę w trybuny. Kolejne minuty były doskonałym przykładem tego, jak bez kompleksów i z powodzeniem grać przeciwko Barcelonie. Katalończycy często przerywali grę faulem, a niektóre zagrania gospodarzy sprawiały, że ręce same składały się do oklasków. Tak było na przykład w 52. minucie, kiedy po kolejnym świetnym zagraniu Pablo Hernandeza, piłka niemal dotarła do stojącego na piątym metrze Soldado. Chwilę później doszło do niemal identycznej sytuacji, a wszystko to było zasługą bardzo wysokiego pressingu w wykonaniu gospodarzy – poza nielicznymi sytuacjami, całkowicie wyłączeni z gry zostali Messi i Pedro, którzy bezradnie krążyli między obrońcami i bramkarzem. Jeśli któryś z kibiców „Blaugrany” porównał sobie styl swojej ulubionej drużyny ze spotkania z Osasuną i ze spotkania z Valencią, mógł przeżyć szok. Barcelona przez pierwszy kwadrans drugiej połowy była po prostu bezradna.
Pep Guardiola w końcu zareagował na wydarzenia na boisku i w 58. minucie zdecydował się na wprowadzenie Davida Villi i Adriano w miejsce Pedro i Keity. „El Guaje” oddał swój pierwszy celny strzał pięć minut później, bez problemów złapany przez Guaitę, a sekundy później Guardiola wykorzystał ostatnią zmianę i w miejsce jednego z najsłabszych na boisku Puyola wprowadził Thiago. Kolejną minutę później niezwykle groźnym zagraniem „popisał się” Dani Alves, który wyjściem wyprostowaną nogą niemal nie ściął głowy Soldado – paradoksalnie, gdyby nie podniósł nogi wystarczająco wysoko, trafiłby centralnie w tył głowy napastnika. Brazylijczyk nie ujrzał za swoje wejście nawet żółtej kartki. W 67. minucie Barcelona była bliska wyrównania, ale strzał Mascherano z dystansu obił tylko górną krawędź poprzeczki. Widząc szansę na przekonywujące zwycięstwo, Unai Emery wzmocnił jeszcze bardziej siłę ataku, w miejsce Sergio Canalesa desygnując do gry Jonasa. Siła ataku Valencii wzrosła jeszcze bardziej w 74. minucie, kiedy to w miejsce żegnanego owacją na stojąco Mathieu na boisku pojawił się Pablo Piatti.
Barcelona miała kapitalną sytuację do wyrównania w 76. minucie , ale naciskany przez Ramiego Messi nie był w stanie pokonać Guaity. Katalończykom udało się jednak wyrównać minutę później. Prostopadłym podaniem popisał się Messi, a swojego czwartego gola w czterech ligowych meczach zdobył Cesc Fabregas, który posłał piłkę obok bezradnego Guaity. Z każdą upływającą minutą widać było, że zmiany Guardioli przynoszą skutek – lewą flankę skutecznie zabezpieczał tym razem już cofnięty Alves, a ofensywny tercet Soldado-Piatti-Jonas nie potrafił sobie wywalczyć dobrej sytuacji strzeleckiej. Końcowe minuty stały pod znakiem wyrównanej gry, z lekkim wskazaniem na gości. W 89. minucie powinien paść gol dla Barcelony. W sytuacji sam na sam po kolejnym podaniu Messiego znalazł się Villa, jednak w kapitalny sposób jego strzał obronił Guaita, stając się dzięki tej interwencji jednym z bohaterów tego spotkania. W doliczonym czasie gry z boiska wyleciał Jordi Alba, który otrzymał czerwoną kartkę prawdopodobnie za przepychankę z arbitrem. Ostatnie akcje meczu to niesamowita walka o wygraną, z której żadna ze stron nie wyszła zwycięsko, a w ostatniej akcji meczu o rzut karny walczył Leo Messi, jednak sędzia po raz kolejny w tym spotkaniu nie miał odwagi użyć gwizdka.
Ostatecznie, to niezwykłe spotkanie zakończyło się remisem 2:2, który, co zaskakujące, jest nieco krzywdzące dla ekipy gospodarzy, którzy przez większą część spotkania zdominowali Katalończyków. Podopieczni Unaia Emery’ego nie zdołali wykorzystać wielu doskonałych szans, zwłaszcza w pierwszej połowie, natomiast w końcówce spotkania efekt przyniosły zmiany w taktyce Pepa Guardioli. Nie najlepiej wypadł powrót na Estadio Mestalla dla Davida Villi, który miał jedną stuprocentową sytuację. Remis pozwoli przynajmniej do jutra pozostać Valencii na pozycji lidera, gdyż dopiero jutro swoje spotkanie rozegra Real Betis Balompie.
Valencia zremisowała z Barceloną 2:2 w określanym mianem hitu spotkaniu 5. kolejki Primera Division. Spotkanie stało na bardzo wysokim poziomie, a przez większą część spotkania to gospodarze narzucali rywalom swój styl gry, jednak trafione zmiany pozwoliły Katalończykom doprowadzić do wyrównania. Dzięki wywalczonemu punktowi, Valencia przynajmniej do jutra pozostanie liderem Primera Division.
Spotkanie pomiędzy „Nietoperzami” a Barceloną słusznie miało miano hitu kolejki. Valencia przystępowała do spotkania z mistrzem Hiszpanii jako aktualny lider rozgrywek, który wygrał wszystkie swoje dotychczasowe spotkania – wszystkie różnicą jednego gola. Katalończycy natomiast otrzymali niepowtarzalną szansę nie tylko na przeskoczenie w ligowej tabeli dzisiejszego rywala, ale także powiększenia przewagi nad Realem Madryt, który tylko bezbramkowo zremisował swoje spotkanie. Tuż przed rozpoczęciem spotkania doszło także do ceremonii wręczenia odznaczenia dla Rafy Beniteza, który dwukrotnie sięgnął z Valencią po tytuł mistrzowski, zdobył także Puchar UEFA i Superpuchar Europy. Spotkanie to było również kolejną szansą powrotu na Estadio Mestalla dla Davida Villi, który jednak mecz rozpoczął na ławce rezerwowych, a jego miejsce w wyjściowej jedenastce zajął… Dani Alves. W związku z brakiem sponsora, Valencia zdecydowała się podczas tego spotkania na umieszczenie na swoich koszulkach hasła promującego… swoją stronę internetową i jej profil na Twitterze.
Spotkanie rozpoczęło się od wzajemnego badania sił, jednak kiedy obie strony rozpoczęły ostrzał, natychmiast przyniósł on bramkowy efekt. Rozpoczął w 12. minucie Pablo Hernandez, który wypuścił na lewym skrzydle Mathieu, a ten natychmiast dośrodkował w pole karne, gdzie wbiegało dwóch jego partnerów z drużyny. Podanie nie dotarło jednak do żadnego z nich – przeciął je Eric Abidal i uczynił to tak nieszczęśliwie, że posłał piłkę do własnej siatki, a wypełniony po brzegi stadion eksplodował radością. Nie trwała ona jednak długo, gdyż już dwie minuty później Barcelona wyrównała za sprawą duetu Messi-Pedro. Ten pierwszy dostał podanie przed polem karnym, przebiegł parę metrów wzdłuż linii wyznaczającej szesnasty metr, po czym posłał zabójcze prostopadłe podanie do wybiegającego kolegi, a ten ze stoickim spokojem posłał futbolówkę tuż obok próbującego interweniować Guaity. Pierwszy kwadrans spotkania przyniósł zatem kibicom dwie bramki.
Antybohaterem spotkania już po kilkunastu minutach mógł zostać Rami, który najpierw otrzymał żółtą kartkę za faul na Fabregasie, a 120 sekund później powinien był wylecieć z boiska. Lionel Messi zdecydował się na przedarcie lewą stroną w pole karne, gdzie bezpardonowo wszedł w niego Rami, jednak sędzia nie użył gwizdka – była to bardzo kontrowersyjna decyzja, gdyż prawdopodobnie gościom należał się rzut karny, a Valencia powinna była kończyć spotkanie w dziesiątkę. Gospodarze jednak postanowili wykorzystać korzystną decyzję sędziego i w 22. sami wyszli na prowadzenie po kolejnej świetnej akcji przeprowadzonej lewą stroną boiska, za którą tego dnia odpowiedzialny był Carles Puyol. Po raz kolejny w pole karne dograł Mathieu, piłka minęła jednak Soldado, ale za nim czekał już zamykający akcję Pablo Hernandez, który natychmiast posłał futbolówkę obok bezradnego Valdesa, a Valencia po raz drugi tego wieczora wyszła na prowadzenie.
Przez kolejne minuty mecz był bardzo wyrównany, ze wskazaniem na gospodarzy, których polot w przeprowadzaniu kolejnych akcji mógł się podobać. Większość sytuacji była przeprowadzana lewą flanką, na której nie do końca radził sobie Puyol, który dostawał także pomoc od Keity i Alvesa. Po kolejnej akcji lewą stroną w pole karne próbował przedrzeć się Soldado, ale jego uderzenie ręką zatrzymał przed bramką Puyol – za identyczne zagranie w niedzielę w spotkaniu pomiędzy Athletikiem i Realem Betis został podyktowany rzut karny, jednak sędzia dzisiejszego spotkania nie zdecydował się po raz kolejny na odgwizdanie „jedenastki”, tym razem na korzyść Valencii. Sytuacja ta wytworzyła nerwową atmosferę i sprzeczkę pomiędzy piłkarzami, za którą żółtą kartką ukarany został Roberto Soldado. Może to wydawać się nudne i niewiarygodne, ale w 41. minucie po raz kolejny po kapitalnej akcji Mathieu lewą flanką zrobiło się bardzo groźnie pod bramką Valdesa, a chyba tylko Soldado wie, jak nie trafił z dwóch metrów do pustej bramki. Piłkę zdołał jeszcze musnąć Victor Valdes, ale nie zmienia to faktu, że napastnik powinien nawet razem w futbolówką wpaść do bramki, byle tylko zdobyć gola.
Do przerwy wynik się nie zmienił i obie drużyny zeszły do szatni przy prowadzeniu Valencii 2:1. Josep Guardiola miał w przerwie poważny temat do przemyśleń, a przede wszystkim musiał przemodelować prawą stronę swojej drużyny, gdyż podopieczni Unaia Emery’ego, a w szczególności jeden z najlepszych na boisku Jeremy Mathieu, wchodzili w defensywę Katalończyków niczym rozgrzany nóż w masło, a kapitan Barcelony dawał się ogrywać w taki sposób, jaki nie przystoi jednemu z najlepszych defensorów ligi. W przerwie doszło jednak tylko do jednej zmiany, w dodatku w zespole gospodarzy – w miejsce odczuwającego zapewne skutki bolesnego upadku przy wyjściu do górnej piłki Albeldy, na boisku pojawił się Tino Costa.
Pierwsi w drugiej połowie zaatakowali podopieczni Unaia Emery’ego. Piłkę w środku pola przejął Costa, natychmiast odegrał ją do wybiegającego Canalesa, a ten zagrał do Soldado. Napastnik nie miał jednak miejsca na oddanie strzału, zatem wycofał do Banegi, ale ten posłał piłkę w trybuny. Kolejne minuty były doskonałym przykładem tego, jak bez kompleksów i z powodzeniem grać przeciwko Barcelonie. Katalończycy często przerywali grę faulem, a niektóre zagrania gospodarzy sprawiały, że ręce same składały się do oklasków. Tak było na przykład w 52. minucie, kiedy po kolejnym świetnym zagraniu Pablo Hernandeza, piłka niemal dotarła do stojącego na piątym metrze Soldado. Chwilę później doszło do niemal identycznej sytuacji, a wszystko to było zasługą bardzo wysokiego pressingu w wykonaniu gospodarzy – poza nielicznymi sytuacjami, całkowicie wyłączeni z gry zostali Messi i Pedro, którzy bezradnie krążyli między obrońcami i bramkarzem. Jeśli któryś z kibiców „Blaugrany” porównał sobie styl swojej ulubionej drużyny ze spotkania z Osasuną i ze spotkania z Valencią, mógł przeżyć szok. Barcelona przez pierwszy kwadrans drugiej połowy była po prostu bezradna.
Pep Guardiola w końcu zareagował na wydarzenia na boisku i w 58. minucie zdecydował się na wprowadzenie Davida Villi i Adriano w miejsce Pedro i Keity. „El Guaje” oddał swój pierwszy celny strzał pięć minut później, bez problemów złapany przez Guaitę, a sekundy później Guardiola wykorzystał ostatnią zmianę i w miejsce jednego z najsłabszych na boisku Puyola wprowadził Thiago. Kolejną minutę później niezwykle groźnym zagraniem „popisał się” Dani Alves, który wyjściem wyprostowaną nogą niemal nie ściął głowy Soldado – paradoksalnie, gdyby nie podniósł nogi wystarczająco wysoko, trafiłby centralnie w tył głowy napastnika. Brazylijczyk nie ujrzał za swoje wejście nawet żółtej kartki. W 67. minucie Barcelona była bliska wyrównania, ale strzał Mascherano z dystansu obił tylko górną krawędź poprzeczki. Widząc szansę na przekonywujące zwycięstwo, Unai Emery wzmocnił jeszcze bardziej siłę ataku, w miejsce Sergio Canalesa desygnując do gry Jonasa. Siła ataku Valencii wzrosła jeszcze bardziej w 74. minucie, kiedy to w miejsce żegnanego owacją na stojąco Mathieu na boisku pojawił się Pablo Piatti.
Barcelona miała kapitalną sytuację do wyrównania w 76. minucie , ale naciskany przez Ramiego Messi nie był w stanie pokonać Guaity. Katalończykom udało się jednak wyrównać minutę później. Prostopadłym podaniem popisał się Messi, a swojego czwartego gola w czterech ligowych meczach zdobył Cesc Fabregas, który posłał piłkę obok bezradnego Guaity. Z każdą upływającą minutą widać było, że zmiany Guardioli przynoszą skutek – lewą flankę skutecznie zabezpieczał tym razem już cofnięty Alves, a ofensywny tercet Soldado-Piatti-Jonas nie potrafił sobie wywalczyć dobrej sytuacji strzeleckiej. Końcowe minuty stały pod znakiem wyrównanej gry, z lekkim wskazaniem na gości. W 89. minucie powinien paść gol dla Barcelony. W sytuacji sam na sam po kolejnym podaniu Messiego znalazł się Villa, jednak w kapitalny sposób jego strzał obronił Guaita, stając się dzięki tej interwencji jednym z bohaterów tego spotkania. W doliczonym czasie gry z boiska wyleciał Jordi Alba, który otrzymał czerwoną kartkę prawdopodobnie za przepychankę z arbitrem. Ostatnie akcje meczu to niesamowita walka o wygraną, z której żadna ze stron nie wyszła zwycięsko, a w ostatniej akcji meczu o rzut karny walczył Leo Messi, jednak sędzia po raz kolejny w tym spotkaniu nie miał odwagi użyć gwizdka.
Ostatecznie, to niezwykłe spotkanie zakończyło się remisem 2:2, który, co zaskakujące, jest nieco krzywdzące dla ekipy gospodarzy, którzy przez większą część spotkania zdominowali Katalończyków. Podopieczni Unaia Emery’ego nie zdołali wykorzystać wielu doskonałych szans, zwłaszcza w pierwszej połowie, natomiast w końcówce spotkania efekt przyniosły zmiany w taktyce Pepa Guardioli. Nie najlepiej wypadł powrót na Estadio Mestalla dla Davida Villi, który miał jedną stuprocentową sytuację. Remis pozwoli przynajmniej do jutra pozostać Valencii na pozycji lidera, gdyż dopiero jutro swoje spotkanie rozegra Real Betis Balompie.
Komentarze18
~C
~los ches
Bravo panowie dziekujemy za remis i ladny mecz bravo
nietoperze
~
~Witold
Żałosne były te polowania na rzut karny barcelony
przez całe 90 minut, po prostu żałosne, jak można
kibicować tak irytującym piłkarzom
~
~adam357
dobrze wiedzieć, że soldado jest włochem,
naprawdę, brawa dla autora. tekst chyba napisany
przez sympatyka barcelony, bo dużo rzeczy napisane
pod pryzmatem tego klubu, wszystko dalece
nieobiektywnie ujęte, w dodatku mizerna wiedza na
temat vcf. kolejna osoba w redakcji, która nie wie
zbyt wiele o swoim stanowisku, co więcej, nie wie
chyba nawet zbyt wiele o primera division. pozdrawiam
~
~xxx
widząc gre walencjii mysle ze w tym sezonie pierwsza
trójka bedzie wygladala tak 1.barcelona 2 valencia 3
real
~
~KakSoon
Bardzo cieszy mnie ten wynik i jestem kolejnym
kibicem vcf który nienawidzi barcwelony, no ale
cóż, takie wyniki mogą tylko cieszyć!
~
~haha
Barca do piachu, spadniecie z ligi !
~
~Znawca
Soldado ma podwójne obywatelstwo Hiszpańskie i
Włoskie
~
~...
same dzieci komentują to po 1 po drugie to real
traci pkt ze słabeuszami o czym dowodzi mecz z
racingiem i po 3 barca w tabeli jest przed realem po
4 nie odgwizdano 2 karnych na messim i dobrze o tym
wiecie;)
~
~Jaro
Remis Barcelony jest dziełem Guardioli, który na
tak wymagającego przeciwnika, wystawia skład o
ustawieniu 3-4-3, którym Barca tak naprawdę nigdy
nie grała.Valencia we wczorajszym meczu była
zespołem lepszym, skwapliwie wykorzystując błędy
w ustawieniu Barcy (Abidal wczoraj fatalnie
dysponowany), co chwila wjeżdżali lewą stroną
boiska i prawie każda taka ich akcja mogła się
skończyć bramką (gdyby Soldado w I połowie
strzelił do pustej bramki powinno być po meczu).
Zawsze szanowałem Guardiolę za to jakim jest
człowiekiem i trenerem ale ostatnio zaczyna
lekceważyć swoich rywali i ustawia zespół w
jakiś niezrozumiały sposób (wczoraj tylko Puyol z
obrońców nie dał plamy a mimo to Pep go
zdjął???) a mogło to się skończyć tragicznie.
Mestalla zawsze jest terenem bardzo trudnym dla Barcy
(przegrali tam CdR z Realem, zawsze ciężkie mecze z
Valencią) ale mimo tej słabiutkiej gry, wczorajszy
mecz był do wygrania. Sędzia też wczoraj był
kompletnie zagubiony (nie odgwizdał ewidentnych
karnych, czerwona kartka z kapelusza itd.) ale Barca
nie zasłużyła na wygraną. Podsumowując, remis
mnie jak najbardziej cieszy bo przegrana była
blisko. Za tak kiepską grę i remis nie winię
żadnego z piłkarzy( oprócz Abidala) tylko Pepa bo
trzeba było wyjść ustawieniem 4-3-3 a nie bawić
się w eksperymentowanie (piłkarze w I połowie byli
zagubieni, nie wiedzieli co robić).
Do półgłówków z Valencii- kończ waść wstydu
oszczędź…
~
~haha
Barca do piachu :)
~
~Jaro
musiał dwa razy to samo wpisać… gratuluję
zerowego ilorazu inteligencji, a sorry ty masz
iloczyn ;]
~
~.........
Brawo VALENCIA !!!!
~
~Kibibc
ŻAL MI WAS NP. BARCA DO PIACHU . PRAWDZIWY KIBIC
POWINIEN SZANOWAĆ DRUŻNĘ PRZECIWNĄ.JAK KTOŚ JEST
VALENCIĄ A KTOŚ BARCĄ TO USZANUJCIE TO
~
~tukk
barcelona i steryd do piachu!
~
~realmadryt
zadyszka realu i barcy i w lidze robi się ciekawiej
~
~Piter99
Szkoda straconych pkt ale tak jak napisał Jaro,
jestem zadowolony bo do przegranej było blisko.I ci
co gadają Barca do piachu itp. to niech się
wypowiadają na koniec sezonu, kiedy Barca będzie
mistrzem!!! real też dał plamę i nikt nie powie
że LLiga to liga 2 drużyn!
~
~R4V
Barca do piachu!
~
~Kaliber44
Ale ten gościu ze Sri lanki jest dobry podobno Anżi
Lechtaczkała go chciała