W ostatnim sobotnim meczu 8. kolejki Primera Division, Valencia przegrała na Mestalli z Mallorką 1:2 i powiększyła stratę do prowadzącego Realu Madryt do czterech punktów.
Mecz z Realem Mallorca miał dać odpowiedź, w jakiej formie są tak naprawdę piłkarze z Walencji. Po przegranej z Barceloną i utracie pozycji lidera, ewentualna wygrana z zespołem z Balearów miała pokazać, że zespół Unaia Emery’ego nadal będzie liczył się w walce o mistrzostwo Hiszpanii. Real Mallorca zabrał już punkty Barcelonie, remisując 1:1 na Camp Nou, oraz Realowi Madryt, w spotkaniu które skończyło się bezbramkowym remisem. Dlatego też podopieczni Michaela Laudrupa mogli liczyć na zdobycz punktową na Mestalli, pomimo iż w tym sezonie punkt z niego udało się wywieźć tylko Atletico Madryt.
Mecz zaczął się zdecydowanie lepiej dla graczy z Balearów. W 7. minucie w pole karne wpadł Webo, z tyłu nadbiegł Costa i… no właśnie, spowodował upadek napastnika Mallorki czy nie? Żadna z telewizyjnych powtórek jednoznacznie nie dała odpowiedzi, czy był między tymi dwoma piłkarzami kontakt, ale należałoby raczej przyznać rację sędziemu. Tak czy inaczej, po tej kontrowersyjnej decyzji do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Castro i pokonał Moyę. Warto jednak wspomnieć o dość szczęśliwym strzale, gdyż pomocnik Mallorki uderzył prosto w nogi rzucającego się bramkarza, strzał był jednak na tyle mocny, że przeleciał między nogami golkipera.
W 29. minucie Valencia przegrywała już 0:2 – na potężny strzał zza pola karnego zdecydował się Webo, jego uderzenie zdołał jeszcze obronić Moya, ale przy dobitce Castro z kilku metrów był już jednak bezradny. Fatalnie w tej sytuacji zachowała się defensywa Valencii, która nie powstrzymała zdobywającego drugiego gola pomocnika gości.
„Nietoperze” nie zamierzali jednak się poddawać. Dobrą pracę wykonywali Pablo i Vicente i to po faulu na tym drugim głupotą popisał się Ratinho, który faulem na linii pola karnego powalił gracza Valencii. Brazylijczyk tylko łasce sędziego może dziękować, że nie dostał drugiej żółtej kartki i w konsekwencji czerwonej, jednak arbiter zamiast rzutu wolnego z linii pola karnego, podyktował rzut karny dla drużyny gospodarzy. Soldado zmylił Aouate i bramkarz Mallorki mógł tylko odprowadzić piłkę wzrokiem.
W pierwszej połowie mecz był wyrównany, z lekką przewagą dla gości. Obie drużyny tworzyły ciekawe widowisko, które obfitowało także w gole. Na drugą połowę trener Emery wystawił Bruno oraz drugiego napastnika, Aduriza, licząc na wygraną. Przez długie minuty drugiej połowy trudno było wskazać stronę przeważającą – obie ekipy starały się przedostać pod pole karne rywala, ale niewiele z tego powstawało sytuacji bramkowych. Zwłaszcza w grę Valencii wkradło się dużo niedokładności i fauli, zupełnie jakby nie mogła sobie poradzić z własną bezradnością pod bramką Mallorki.
Patrząc na liczbę dziesięciu kartek, otrzymanych przez piłkarzy obydwu drużyn, można by odnieść wrażenie, że był to brutalny mecz. Jednak sędzia Alvarez Izquierdo, pomimo przyznawania kontrowersyjnych rzutów karnych, przyznawał także wątpliwe kartki, niekoniecznie za niebezpieczne zagrania.










