Piłkarze Valencii pokonali Sevillę 1:0 w pierwszym meczu 1/8 finału Pucharu Króla. Jedyną bramkę zdobył Jonas Goncalves. Spotkanie rozgrywane było w niezłym tempie, a obie strony stworzyły sobie sporo dogodnych okazji do strzelenia goli.
Trener, Unai Emery, posłał na murawę jedenastkę, która dobitnie pokazała, że nie ma on zamiaru lekceważyć rywala. Mimo zapowiedzi na boisku nie pojawili się Topal i Piatti. Ich miejsce zajęli znacznie bardziej solidni Albelda i Mathieu. Szkoleniowiec Sevilli zapewne również chciał zagrać swoją once de gala, jednak nie wyszło mu to zbyt dobrze – wystawił znów tych samych, zawodzących ostatnio, pomocników. Szansy nie dostał wyróżniający się na każdym kroku Campana. Grał za to Trochowski, człowiek, który od wielu miesięcy jest bez formy.

Od pierwszych minut spotkanie było bardzo wyrównane. Obie strony starały się stworzyć zagrożenie pod bramką rywala, ale zupełnie nic z tego nie wychodziło. Minimalną optyczną przewagę mieli gospodarze, który szukali swoich okazji w akcjach przeprowadzanych środkiem pola, licząc na dobrą współpracę Evera Banegi i Jonasa. Sevilla z kolei, jak to Sevilla, oparła się na skrzydłach, dochodząc do wniosku, że skoro na boisku jest Jesus Navas, to trzeba mu cały czas podawać piłkę. Ta nieco bezmyślna taktyka nie przyniosła efektu. „Los Ches” w okolicach 20. minuty zaczęli zamykać Andaluzyjczyków szczelnym atakiem pozycyjnym. W 25. minucie Jordi Alba ładnym strzałem zza pola karnego próbował postraszyć Palopa. 38-letni golkiper wcale się nie przestraszył i pewnie złapał futbolówkę.
Niedługo później dobrą okazję mieli przyjezdni. Po wstrzeleniu piłki w pole karne bramki strzeżonej przez Diego Alvesa powstało wielkie zamieszanie, kilkudziesięciu obrońców leżało na ziemi, kolejni mieli zaraz upaść. Nie wiadomo było, co się dzieje. Negredo czyhał na bezpańską futbolówkę. Na szczęście, z pomocą rozpaczliwie broniącej się Valencii przybył Banega, z dziecinną łatwością rozwiązując sytuację i rozpoczął kontrę. Kontrę, która niestety zakończyła się niedokładnym podaniem w ofensywie. W okolicach 30. minuty zaczęło się robić nudno. Zauważył to Jonas i dał kibicom trochę radości. Brazylijczyk otrzymał podanie w polu karnym, ładnym zwodem zgubił obrońcę i posłał mierzone, techniczne uderzenie na dalszy słupek. Palop był bez szans. 1:0 na Mestalla. Później kilka okazji na podwyższenie prowadzenia miał Jordi Alba. Malutki Katalończyk nie był jednak w stanie na tyle skupić się na meczu, by dostrzec zmierzającą w jego kierunku piłkę. Dwa razy się zagapił, więc za trzecim razem koledzy zamiast jemu podali obrońcy. W ostatniej akcji pierwszej połowy Jeremy Mathieu powinien trafić na 2:0. Niestety, spudłował o kilkanaście centymetrów. Jeszcze zanim zabrzmiał gwizdek sędziego zapraszający piłkarzy do szatni, Roberto Soldado zdążył dostać żółtą kartkę. Kartkę w swoim stylu – za kłótnię z arbitrem.











