USA i Walia dzielą się punktami w ostatnim z rozgrywanych drugiego dnia mistrzostw pojedynku. Było to spotkanie dwóch różnych połów, w którym rezultat nie był przesądzony do ostatniej minuty. Jakie wnioski możemy wyciągnąć po tym meczu?
Przed chwilą zakończyło się ostatnie ze spotkań drugiego dnia mundialu w Katarze. Reprezentacja USA po meczu pełnym walki i ataków z obu stron zremisowała z Walią 1:1. Pierwsza połowa rozgrywana była wyraźnie pod dyktando Amerykanów, którzy wyprowadzali jeden atak za drugim. Głównym problemem okazał się jednak brak skuteczności zarówno przy wykańczaniu akcji, jak i przy ostatnim podaniu.
Wiele naprawdę dobrze zapowiadających się akcji zostało przerwanych nie przez walijską obronę, a przez samych skrzydłowych reprezentacji USA. Finalnie jednak drogę do siatki znalazł Timothy Weah – syn legendy AC Milan oraz jedynego afrykańskiego zdobywcy Złotej Piłki, George’a Weaha. Co ciekawe, młody Amerykanin dokonał tego, czego nigdy nie udało się jego ojcu, który nigdy nie zagrał w finałach mistrzostw świata.
Krajobraz meczu diametralnie się jednak odmienił w drugiej połowie, kiedy to stroną przeważającą zostali Walijczycy. Widać było pozytywny wpływ zmiany systemu gry z trójki na czwórkę z tyłu, a więc na taki sam, jakim grał rywal. Duży impuls do ataku dało także wejście na boisko Kieffera Moore’a. Walijczyk ostatecznie nie zdobył bramki, jednak kilkukrotnie groźnie uderzał głową. Amerykanów uratowała jedynie dobra dyspozycja bramkarza – Matta Turnera z Arsenalu. Do wyrównania doszło pod koniec meczu, kiedy to pierwszy poważny błąd w obronie popełnił Walker Zimmerman. Amerykanin pomylił się podczas interwencji, czym spowodował rzut karny, który pewnie wykorzystał Gareth Bale.
USA – kosztowna strata punktów
Amerykanie przystępowali do spotkania z Walią jako faworyt. Raczej mało kto spodziewał się ciężaru w meczu z Wyspiarzami – w grupie B mieli oni raczej pełnić rolę chłopców do bicia. Prawdziwa walka o drugie miejsce rozstrzygnąć się miała pomiędzy USA a Iranem. Ci drudzy zostali dzisiaj absolutnie zmiażdżeni przez Anglików aż 6:2. Wygrana mogła więc już dzisiaj przesunąć Amerykanów na drugie miejsce oraz co może ważniejsze – zapewnić fizyczny komfort przed piątkowym spotkaniem z Anglikami. Podopieczni Roberta Page’a stawili jednak niespodziewanie ciężki opór i ostatecznie wyszarpali jeden punkt.











