Zaczęło się jak u Hitchcocka, od trzęsienia ziemi. Na początek 10. kolejki obejrzeliśmy starcie Manchesteru United z Tottenhamem. Mecz może nie miał imponującego tempa i wielu sytuacji podbramkowych, ale i tak było na co popatrzeć. W pozostałych spotkaniach nie brakowało emocji i zwrotów akcji.
Niezdobyte Old Trafford
Wielu bało się, że mecz United ze „Spurs” będzie przypominał niedawną potyczkę „Czerwonych Diabłów” z Liverpoolem. Podejrzewano mocno defensywne nastawienie gospodarzy i długo odbijających się od tego muru gości. Tymczasem Tottenham przyjechał do Manchesteru bez swojej głównej armaty, Harry’ego Kane’a, a Mourinho postanowił tym razem nieco zaryzykować i zagrać ustawieniem 3-5-2 z Lukaku i Rashordem w ataku. Przez większość meczu utrzymywał się wynik bezbramkowy, jedni i drudzy ewidentnie czekali na błąd przeciwnika, jednocześnie wystrzegając się swoich. W drugiej połowie lepiej wyglądali podopieczni Mourinho, zaczęli częściej i śmielej atakować bramkę rywali. Znowu trochę szczęścia zabrakło Lukaku, który w jednej sytuacji po świetnym podaniu wzdłuż linii bramkowej od Mkhitaryana nie trafił w piłkę, a kilka minut później po jego strzale głową futbolówka odbiła się od słupka. Na szczęście zawsze jest Martial, superrezerwowy portugalskiego szkoleniowca, który niecałe dziesięć minut po wejściu na boisku, w 81. minucie, strzelił bramkę. Akcję od bramki rozpoczął De Gea długim wykopem, piłkę głową w pole karne zgrał Lukaku, Martial wyprzedził stoperów Tottenhamu i pokonał swojego rodaka Llorisa.
Tym samym United obronił drugą lokatę w tabeli i polepszy swoje statystyki, jeżeli chodzi o strzelanie goli w ostatnich dziesięciu minutach spotkań.
Niepokonane City
W niebieskiej części Manchesteru wciąż bez zmian. Podopieczni Guardioli kroczą przez sezon od zwycięstwa do zwycięstwa i powoli rodzi się pytanie: kto będzie w stanie ich pokonać? Tym razem „The Citizens” odprawili West Brom. Mimo iż nowa drużyna Krychowiaka strzeliła dwie bramki i w końcówce mogła nieco napędzić stracha liderowi, to statystyki pomeczowe są druzgoczące dla podopiecznych Tony’ego Pulisa. Przez trzy czwarte spotkania przy piłce byli gracze City, wymienili między sobą rekordowe 844 podania i oddali trzy razy więcej strzałów. Wszystko wskazuje na to, że Guardiola już na dobre zadomowił się w Anglii i jego piłkarze zaczynają grać to, co Hiszpan lubi najbardziej – dużo podań, długie utrzymywanie się przy piłce i gra kombinacyjna.











