Gdy po trudnym okresie na początku rozgrywek i tylko jednym zwycięstwie w pierwszych siedmiu kolejkach Union Berlin odbił się od dna i zajmował 10. lokatę w tabeli, wydawało się, że zespół jest bliski utrzymania. Od tego czasu drużyna ze stolicy Niemiec wpadła w głęboki kryzys, a widmo spadku zbliża się do niej w szybkim tempie.
6 marca – tuż przed przerwaniem rozgrywek w Bundeslidze – Union Berlin plasował się na 10. miejscu w tabeli z dorobkiem 30 punktów na koncie. W Niemczech przyjęło się, że 40 „oczek” – z racji liczby 18 drużyn – z reguły zapewnia spokojne miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej na przyszły sezon. Utrzymanie wydawało się niemalże pewne, tym bardziej że rywale z końca stawki niespecjalnie przekonywali swoją grą. Pewniakiem do spadku od początku sezonu wydaje się Paderborn, który po piątej kolejce spotkań spadł na ostatnią lokatę w tabeli i prawdopodobnie nie poprawi swojej sytuacji do końca rozgrywek.
Fatalnie spisuje się również Werder Brema, który przegrywa mecz za meczem i traci mnóstwo goli. Do tego dochodzą problemy takich drużyn jak FSV Mainz i Fortuna Düsseldorf. O ile przewaga nad drużyną z Bremy jest dość spora, o tyle nad innym rywalami już niekoniecznie. Oczywistym faktem było to, że „Die Eisernen” – jak nazywany jest zespół z dzielnicy Köpenick – dalej muszą regularnie punktować. W ostatnim czasie dzieje się jednak inaczej, a drużyny z końca tabeli znacząco przybliżyły się do „Czerwono-białych”.
Kryzys Unionu Berlin
Sześć bramek strzelonych, 17 straconych i tylko trzy zdobyte punkty – to dorobek drużyny Ursa Fischera w ostatnich siedmiu spotkaniach. Jakimś usprawiedliwieniem może być fakt, że rywale drużyny Rafała Gikiewicza byli naprawdę mocni – m.in. Bayern Monachium, Borussia Mönchengladbach czy rozpędzona w ostatnim czasie inna drużyna z Berlina – Hertha BSC. Nie zmienia to jednak faktu, że zespół występujący na stadionie Przy Starej Leśniczówce gra w ostatnim czasie po prostu za słabo, aby regularnie wygrywać. W kadrze brakuje przede wszystkim kreatywności w ofensywie. Wszystkie auty z okolic pola karnego przeciwnika są rzucane bezpośrednio w kierunku bramki rywali, w pobliże Szweda Sebastiana Anderssona, co często świadczy o bezradności Unionu i dość ofiarnej grze. Dużo większą kreatywnością wykazuje się nawet drużyna Paderborn, która – mimo braku klasowych piłkarzy – częściej stara się rozegrać futbolówkę, a nie tylko wstrzelać ją w pole karne rywala.
Największy problem „Żelaźni” mają już na samym początku rozgrywania swoich akcji. Żaden z trójki podstawowych środkowych obrońców – Friedrich, Schlotterbeck, Subotić – nie jest w stanie regularnie wyprowadzać piłki na wysokim poziomie. W ostatnim spotkaniu miejsce Nevena Suboticia zajął Florian Hübner, jednak także on nie potrafił poprawić tego elementu gry. Proste błędy zdarzają się nawet w sytuacjach, kiedy rywale niespecjalnie zainteresowani są wysokim pressingiem.
Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji byłaby po prostu gra z kontry, ale również ona nie wygląda w drużynie Ursa Fischera najlepiej. Co prawda udało się w ten sposób zdobyć bramkę w ostatnim spotkaniu z Schalke 04, jednak ta drużyna nie jest żadnym wyznacznikiem i remis z nią nie może być uznany w ostatnim czasie jako sukces. Brakuje przede wszystkim szybkości przy tym wariancie gry. Problem pojawia się również, kiedy „Czerwono-biali” się otworzą i zaatakują wyższym pressingiem. Taki obrót spraw jest jak woda na młyn dla przeciwników, którzy – dzięki zagraniu jednej dłuższej piłki na szybszych napastników – momentalnie stwarzają sobie groźne sytuacje. Linia obrony Unionu – jak i zresztą cała drużyna – jest na Bundesligę w wielu fazach meczu po prostu za wolna.









