W zeszły piątek kibice gdańskiej Lechii mogli przeżyć małe deja vu. Bowiem wszyscy doskonale pamiętają, jak przed rokiem za brutalny faul na Arvydasie Novikovasie, również w pierwszej kolejce, czerwoną kartkę obejrzał Sławomir Peszko. Na inaugurację obecnego sezonu ekstraklasy z boiska wyleciał inny piłkarz Lechii – Żarko Udovicić. Serb tak jak rok temu jego polski kolega będzie musiał odpocząć od ligowego grania…
Oczywiście kara Sławomira Peszki była znacznie dłuższa, co spowodowane było m.in. tym, że ten chciał się zrewanżować Litwinowi za niepochlebny wpis na portalu społecznościowym. Za umyślne kopnięcie rywala rodem z kick-boxingu komisja ligi nie była dla lechisty łaskawa. Peszko został zdyskwalifikowany na trzy miesiące oraz musiał zapłacić 30 tysięcy kary. – Czy jestem wkurzony na Sławka po tym faulu? Bardzo delikatnie pan to ujął. Użyłbym dużo bardziej dosadnych słów, ale na sali są kobiety – mówił sfrustrowany szkoleniowiec Lechii na pomeczowej konferencji.
To był przypadek
Inauguracyjne spotkanie Lechii z beniaminkiem z Łodzi było bardzo ciekawe. Od samego początku widać było, że ŁKS tanio skóry sprzedać nie zamierza. Gdańszczanie mimo tego, że przez dłuższy okres oddawali pole gry łodzianom, również mieli swoje momenty. I tak po spotkaniu zakończonym bezbramkowym remisem mówiło się, że jest to rezultat sprawiedliwy.
Jednakże na trzy minuty przed końcem podstawowego czasu pierwszej połowy po brutalnym faulu na Janie Grzesiku zespół Lechii Gdańsk osłabił Żarko Udovicić. Dla Serba było to drugie oficjalne spotkanie w nowych barwach. Tydzień wcześniej miał okazję zagrać w Gliwicach w ramach Superpucharu Polski, wygranego przez gdańszczan 3:1. Nowy nabytek Lechii rozegrał pełne 90 minut i tak jak większość jego kolegów z drużyny, był chwalony za postawę na boisku.
To samo można powiedzieć o spotkaniu z ŁKS-em, gdyż do momentu brutalnego faulu na Grzesiku, Udovicić rozgrywał całkiem dobre zawody. – Byłem przekonany, że trafię w piłkę. Wiedziałem, że Grzesik będzie zagrywał na prawą stronę do stopera, jednak byłem trochę spóźniony. Od razu po meczu widziałem na powtórkach, że to ewidentna czerwona kartka. Mój błąd. – tłumaczył na łamach „Przeglądu Sportowego” sam zainteresowany.











