Uczestnicy Euro: Polska


17 lutego 2012 Uczestnicy Euro: Polska

Od kiedy wprowadzono w mistrzostwach Europy fazę grupową, niejako tradycją stało się wychodzenie z grupy drużyny organizującej turniej. Zostało to trochę przełamane w 2000 roku, kiedy po trzech meczach odpadła Belgia, a przed czterema laty pierwszy raz w historii na tym etapie z rozgrywkami pożegnali się obaj gospodarze – Austria i Szwajcaria. Jakie są możliwości tegorocznych gospodarzy? Przyjrzyjmy się jednemu z nich, reprezentacji Polski.


Udostępnij na Udostępnij na

Leo Beenhakker jako pierwszy wprowadził Polskę do Euro
Leo Beenhakker jako pierwszy wprowadził Polskę do Euro (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)

W przypadku turnieju, który w czerwcu odbędzie się nad Wisłą, „Biało-czerwoni” nie mają zbyt wielkiego doświadczenia. W najważniejszych piłkarskich rozgrywkach na Starym Kontynencie Polacy uczestniczyli raz. Miało to miejsce przed czterema laty, kiedy kadra prowadzona przez Leo Beenhakkera brała udział w mistrzostwach w Austrii i Szwajcarii. Spadkobiercy Grzegorza Laty i Kazimierza Deyny jednak nie nawiązali do nich, zaprezentowali się słabo i odpadli już po trzech meczach. „Orły” uległy 0:2 Niemcom i 0:1 Chorwatom, zaliczając po drodze remis 1:1 z Austrią. Tym, co kibice na pewno pamiętają z tego czasu, jest: kiepska postawa piłkarzy, kapitalne interwencje Artura Boruca oraz kontrowersyjnego sędziego Howarda Webba i prowadzony przez niego mecz z Austrią, w którym uznał gola ze spalonego i podyktował „jedenastkę” z kapelusza.

Obecny prezes PZPN-u, Grzegorz Lato, został królem strzelców mistrzostw świata w 1974 roku
Obecny prezes PZPN-u, Grzegorz Lato, został królem strzelców mistrzostw świata w 1974 roku (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)

O wiele lepiej „Biało-czerwoni” radzili sobie w najważniejszych piłkarskich rozgrywkach na świecie. Debiutowali w nich jeszcze przed II wojną światową, bo w 1938 w turnieju organizowanym we Francji. Polacy jednak szybko się z nim pożegnali. Zdążyli zagrać w 1/8 finału, w którym przegrali 5:6 z Brazylijczykami. Spotkanie to przeszło do historii ze względu na Ernesta Wilimowskiego, którego zespół przegrał, choć on zdobył cztery bramki. Na kolejny mundial „Białe Orły” musiały czekać prawie 40 lat. Udało im się zakwalifikować do rozgrywek odbywających się w Republice Federalnej Niemiec. Mimo że był to polski debiut w tak wielkiej imprezie w czasie powojennym, piłkarze znad Wisły nie zamierzali być tam chłopcami do bicia. Jechali do Niemiec jako świeżo upieczeni mistrzowie olimpijscy z Monachium i liczyli na nawiązanie do sukcesu wśród piłkarskiej elity. Na dzień dobry o sile reprezentacji prowadzonej przez legendarnego Kazimierza Górskiego przekonała się Argentyna, która uległa Polsce 2:3. Spotkanie z Haiti okazało się formalnością, Polacy zwyciężyli 7:0, by w następnej kolejce odprawić z turnieju Włochów, po zwycięstwie 2:1. W drugiej rundzie grupowej „Biało-czerwoni” również świetnie sobie radzili. Po pokonaniu 1:0 Szwecji i 2:1 Jugosławii Kazimierz Górski i spółka stanęli przed największym wyzwaniem życia – awansem do finału mistrzostw świata. Droga do niego wiodła jednak przez pokonanie gospodarzy. W pamiętnym „meczu na wodzie” Polacy nie potrafili ze względu na warunki pokazać pełni swoich możliwości. Wiele okazji do interwencji miał Jan Tomaszewski, broniąc między innymi rzut karny Ulego Hoenessa. Jednak gol Gerda Muellera dał awans Niemcom, a Polakom prawo rywalizacji o brązowy medal, który wywalczyli po pokonaniu Brazylii. Powtórzenia sukcesu spodziewaliśmy się cztery lata później w Argentynie. Do zwycięstwa poprowadzić miał Jacek Gmoch. „Biało-czerwoni” bez większych problemów wygrali grupę po bezbramkowym remisie z Niemcami oraz zwycięstwach z Tunezją i Meksykiem, odpowiednio 1:0 i 3:1. W drugiej fazie grupowej „Białe Orły” trafiły do faktycznej grupy śmierci z Brazylią, Argentyną i Peru. Zwycięstwo tylko z ostatnią ekipą z tego zestawienia spowodowało odpadnięcie z rozgrywek. Za to po kolejnych czterech latach Polska znów mogła być dumna ze swoich piłkarzy.

Jeden z liderów drużyny, Jakub Błaszczykowski
Jeden z liderów drużyny, Jakub Błaszczykowski (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)

Choć grupę mieli raczej ciężką, udało im się z niej wyjść i to z pierwszego miejsca. Jednak zaledwie jedno zwycięstwo 5:1 nad Peru przy remisach po zero z Włochami i Kamerunem mogło nie napawać optymizmem. W drugiej fazie grupowej przeciwnikami podopiecznych Antoniego Piechniczka okazali się Belgowie oraz Sowieci. Po zwycięstwie 3:0 nad ekipą z Beneluksu, okraszonym hat-trickiem Zbigniewa Bońka, zawodnicy znad Wisły przystąpili do spotkania, którego nie mieli prawa wygrać. Lecz nie musieli go też przegrywać. Remis 0:0 z „wielkim bratem” otworzył Polsce drogę do półfinału, w którym lepsi okazali się Włosi. Słowianom na otarcie łez pozostała walka o brązowy medal, który zdobyli po zwycięstwie 3:2 nad Francją. Wtedy forma Polski w najważniejszym turnieju piłkarskim świata zaczęła sukcesywnie spadać. W Meksyku stać nas było tylko na awans do 1/8 finału, a do Włoch, Stanów Zjednoczonych i Francji w ogóle nie pojechaliśmy. Można było mówić o małym odrodzeniu w Korei Południowej i w Japonii, lecz zarówno w tych, jak i w mistrzostwach w Niemczech Polacy żegnali się po trzech meczach. Choć „Biało-czerwoni” nie uczestniczyli w mundialach tak często, dwa trzecie miejsca robią wrażenie i do dziś pozostają największym sukcesem współgospodarzy Euro 2012.

Robert Lewandowski, numer jeden w obecnej kadrze
Robert Lewandowski, numer jeden w obecnej kadrze (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)

Droga do zaczynających się 8 czerwca mistrzostw dla Polski była trudna. Nasza reprezentacja musiała przejść szereg trudnych testów i sit eliminacyjnych. Ostatecznie 17 kwietnia 2007 roku komitet wykonawczy UEFA zdecydował się, o czym poinformował na konferencji prasowej szef europejskiej piłki, Michel Platini, powierzyć organizację XIV Finałów Mistrzostw Europy Polsce i Ukrainie. W związku z tym, jako gospodarze, „Biało-czerwoni” zwolnieni byli z udziału w eliminacjach.

Polskę na Euro 2012 poprowadzi Franciszek Smuda
Polskę na Euro 2012 poprowadzi Franciszek Smuda (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)

Obecna reprezentacja Polski stanowi raczej ekipę w średnim piłkarskim wieku. Mało jest tam bardzo młodych zawodników, aczkolwiek i próżno tam szukać graczy powyżej 30. roku życia. Najważniejsze nazwiska, jakie należy wymienić spośród aktualnej kadry, to przede wszystkim: Wojciech Szczęsny, Łukasz Piszczek, Jakub Błaszczykowski i Ludovic Obraniak. Jednak zdecydowanie najjaśniejszą gwiazdą błyszczącą wśród „Białych Orłów” jest Robert Lewandowski, który urodził się 21 sierpnia 1988 roku w Warszawie. W stolicy naszego kraju stawiał swoje pierwsze futbolowe kroki, zaczynając w Delcie. Potem przez rok występował w rezerwach Legii, by przenieść się do Znicza Pruszków. Tam jego kariera wyraźnie przyspieszyła. W sezonie 2006/2007 z 15 trafieniami został królem strzelców II ligi, a Znicz z nim w składzie awansował na zaplecze ekstraklasy. Rok później sześć goli więcej dało mu zwycięstwo w klasyfikacji najskuteczniejszych I ligi. Kwestią czasu było, kiedy trafi do lepszej drużyny. Miała się o niego upomnieć Legia, a tym, który zdecydował się wyłożyć na niego trochę pieniędzy, okazał się poznański Lech. Tam jego kariera nabrała prawdziwego rozpędu, świetnie spisywał się w lidze, równie dobrze w pucharach, upomniała się o niego reprezentacja. Sezon 2009/2010 okazał się dla niego przełomowy. Z Lechem zdobył upragnione w Poznaniu mistrzostwo Polski, sam po raz trzeci w karierze został królem strzelców, tym razem w ekstraklasie, przez co szybko znalazł zachodniego nabywcę. Sięgnęła po niego Borussia Dortmund. Z miesiąca na miesiąc „Lewy” staje się coraz ważniejszym ogniwem zespołu Juergena Kloppa. Już po roku pobytu w Dortmundzie został mistrzem Niemiec, a obecnie nie jest bez szans na obronę tytułu oraz miana najlepszego snajpera Bundesligi. W reprezentacji dotychczas wystąpił 40 razy i zdobył 13 bramek.

Zaszczytu poprowadzenia reprezentacji Polski na mistrzostwach Europy organizowanych nad Wisłą dostąpił Franciszek Smuda. Swoją przygodę z trenerką rozpoczął od grających w niższych ligach drobnych klubów niemieckich, po czym przez trzy lata pracował w Turcji. Pierwszym klubem w ojczyźnie, jaki poprowadził, okazał się w roku 1993 Stal Mielec, gdzie spędził dwa lata. Jego dobra praca z zawodnikami oraz styl prezentowany przez Stal spowodowały, że długo na nową ofertę nie czekał. Ta przyszła od jednego z ówczesnych potentatów ligowych, łódzkiego Widzewa. Tam stanął na wysokości zadania i już po roku pracy w Łodzi sprowadził tam mistrzostwo kraju. Na dokładkę rok później sukces powtórzył. Gdy w wyniku słabszych wyników podziękowano mu, przeniósł się do Krakowa i stanął na czele Wisły. Efekt? „Majster” wrócił pod Wawel. Kolejne lata dla Smudy nie obfitowały w sukcesy. Zwolniła go „Biała Gwiazda”, nic nie osiągnął z Legią, powrót do Wisły również nie okazał się triumfalny. Po kilku chudych latach w 2006 przejął Zagłębie Lubin. Drużyna ta w osobie „Franza” dopatrywała się cudotwórcy, gdyż zajmowała ostatnie miejsce w tabeli i pewnie zmierzała na zaplecze ekstraklasy. Smuda pokazał, że nawet klub prezentujący ówcześnie tak słaby poziom jak Zagłębie, można doprowadzić do sukcesu. Przejął zespół będący na dnie, a doprowadził go do trzeciego miejsca w lidze i europejskich pucharów. Szybko stało się jasne, że na Śląsku długo miejsca nie zagrzeje. Przejął go nowo utworzony Lech Poznań będący kompilacją starej drużyny oraz Amiki Wronki. Nie zdobył, co prawda, upragnionego przez poznaniaków mistrzostwa, lecz jego pobyt w stolicy Wielkopolski zostanie zapamiętany jako okres świetnej gry w europejskich pucharach. 29 października 2009 roku, po nieudanych dla Polski eliminacjach do mundialu w RPA, mianowany został selekcjonerem „Białych Orłów”, przed którym postawiono jedno z najtrudniejszych zadań w historii tej drużyny – przygotowanie zespołu do udziału w mistrzostwach przed własną publicznością i wyjście z grupy.

We wszystkich piłkarskich turniejach niejako tradycją jest, że jego gospodarz wychodzi z grupy. Ta tradycja w ostatnich czasach zostaje łamana. Nie udało się Belgii w 2000 roku, nie udało się Austrii i Szwajcarii, a i ostatni mundial okazał się pierwszym, w którym gospodarz odpadł po trzech meczach. Jak to będzie w przypadku „Biało-czerwonych”? Obecna ich forma nie napawa optymizmem. Zespół ten ma szansę na ćwierćfinał, lecz potrzebuje do tego ogromu odpowiedniej pracy i jeszcze więcej szczęścia. Nikogo raczej nie powinno dziwić, jeżeli Polacy znów rozegrają mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor.

Komentarze
~el polako (gość) - 14 lat temu

powiem krótko z frankiem i jego wizją daleko nie
zajdziemy nie rozumiem po co powołuje boenischa
skoro ten wogóle nie gra po co stawia graczy
rezerwowych jeśli jest fachowcem niech powołuje
tych co chcą grać coś wniosą do reprezentacji a
nie wysyła powołania wedle swojego widzi mi się

~ziomek (gość) - 14 lat temu

ja myślę że powinien on powoływać takich graczy
ja żyro lub wolski

~Perez (gość) - 14 lat temu

Niech powoła Tomaszewskiego Late Bońka i innych
żyjących z tego składu wtedy może coś zdziałamy

~Babcia Władzia (gość) - 14 lat temu

A oni jeszcze potrafią piłkę kopnąć?

~Adi (gość) - 14 lat temu

niech powoła Piecha i Jankowskiego

~topaad (gość) - 14 lat temu

Tomaszewski kopnąć nie musi lato niech sępi boniek
niech ruskich zagaduje i bedzie git

~BabciaSamoZuo (gość) - 14 lat temu

/Nasi RedBulla się napiją i wygrają!

~Jarosław (gość) - 14 lat temu

A ja wierzę, że będzie dobrze, z grupy wyjdziemy i
na tym się nasza gra skończy.
Niemcy i Holendrzy chyba poza naszym zasięgiem.

~Ninad (gość) - 12 lat temu

Nikt nie chce kraść Podolskiego.Wywiad w "Tempie"
ukazał się w 2003 r. Wtedy Podolski chciał
rzeczywiście grać w poeksilj reprezentacji, tylko,
że nasi działacze przespali moment i nikt mu tego
nie zaproponował.I mimo, iż mieszka w Niemczech od
2 roku życia i tak twierdzi, że serce mu bije po
polsku. Jego dziewczyna, z kt rą ma syna, r wnież
jest Polką. A ojciec, Waldemar Podolski, był
polskim piłkarzem.Ogrzałaś stary "kotlet", nie
podając dokładnych dat. A korzenie Podolski ma
polskie. To tylko jego rodzice pojechali w 1987 r. za
chlebem do Niemiec.

Najnowsze