14. kolejka polskiej Ekstraklasy okazała się wyjątkowo szczęśliwa dla faworytów. Szczęśliwe zwycięstwa odniosły Legia, Wisła i Lech. Porażkę Korony Kielce wykorzystała Jagiellonia, która powiększyła swoją przewagę nad grupą pościgową do pięciu punktów.

W 14. kolejce kibice nie mogli narzekać na brak wydarzeń. W ośmiu spotkaniach padło 26 bramek, co daje przeciętną 3,25 gola na mecz. Co ciekawe, komplet zwycięstw odnieśli gospodarze. Znakomitą passę podtrzymał Mariusz Pawełek, który już trzeci raz z rzędu zachował czyste konto. Zablokowali się z kolei czołowi napastnicy. Od dłuższego czasu do siatki nie mogą trafić Tomasz Frankowski i Andrzej Niedzielan. O ile jednak popularnego „Franka” w strzelaniu bramek godnie wyręczają partnerzy z zespołu, to słabsza postawa „Wtorka” po przerwie spowodowanej kontuzją ma duży wpływ na wyniki zespołu z Kielc.
Korona w odwrocie

Korona Kielce nie zdołała podtrzymać dobrej passy w spotkaniach z Górnikiem Zabrze i uległa czternastokrotnym mistrzom Polski 1:2. Spotkanie miało kliku bohaterów, z których na pierwszy plan wysuwają się powracający po kontuzji Grzegorz Bonin oraz dobrze spisujący się w defensywie Adam Danch. Ta porażka kosztowała kielczan spadek na trzecią pozycję, lecz trzeba przyznać, że Górnik zwyciężył zasłużenie, gdyż dominował na boisku niemal przez całe 90 minut.
Koszmarny sen Witkowskiego

Legia, mimo bardzo słabej postawy, pewnie pokonała Arkę Gdynia 3:0. Mecz miał dwóch negatywnych bohaterów. Pierwszym był sędzia, który podjął niezrozumiałą decyzję o rzucie karnym dla gospodarzy, a drugim był golkiper Arki, Norbert Witkowski, który bramki numer dwa i trzy może zaliczyć na swoje konto. Mecz mógł się potoczyć zupełnie inaczej, gdyby przy stanie 0:0 doskonałą sytuację wykorzystał Marcin Budziński. Ostatecznie to jednak Legia dopisała do swojego konta trzy punkty.














