Zespół z Enschede w niedzielne popołudnie potwierdził mistrzowskie aspiracje. Wygrał z utytułowanym rywalem z Rotterdamu 3:0 i wrócił na fotel lidera. „Tukkers” mają punkt przewagi nad drugim w tabeli PSV Eindhoven.
W ostatniej kolejce zespół gości grał z Ajaksem i uratował remis w ostatniej minucie spotkania. Podopiecznym Ronalda Koemana szczęście przyniósł również młody napastnik Jean-Paul Boetius, który zadebiutował w tamtym meczu i od razu strzelił gola. Dziś utalentowany snajper nie był już tak skuteczny.
Twente dosyć szybko osiągnęło dwubramkowe prowadzenie. Już w 9. minucie nie popisał się Bruno Martins Indi. Obrońca Feyenoordu nie był w stanie powstrzymać Tadicia. Napastnik Twente umożliwił zdobycie pierwszego gola Nacerowi Chadliemu. Nie minęło wiele czasu, a prowadzenie podwyższył były snajper ekipy z Rotterdamu, Castaignos. Holender otrzymał długie podanie z głębi pola od Roberto Rosalesa i nie zmarnował wypracowanej w ten sposób okazji.
Podopieczni Ronalda Koemana mieli szanse na strzelenie kontaktowego gola, ale pudłowali lub byli zatrzymywani przez bułgarskiego golkipera Nikołaja Mihajłowa. Szczególnie żałować mogą Jordy Clasie i świeżo upieczony reprezentant Holandii, Ruben Schaken. To oni mieli w swoich rękach (a raczej nogach) losy tego spotkania.
W drugiej połowie przyjezdni próbowali nacierać, ale wciąż nic z tego nie wynikało. W 78. minucie spotkania gwóźdź do trumny Feyenoordu wbił Dusan Tadić. Serb wykorzystał błąd bramkarza Kostasa Lamprou przy rzucie wolnym.
Gospodarze wygrali jak najbardziej zasłużenie. Nie dali szans swoim rywalom i po jednodniowej przerwie wrócili na fotel lidera Eredivisie. Wciąż jednak czują na plecach oddech goniącego ich PSV Eindhoven oraz rewelacji rozgrywek – Vitesse Arnhem.










