Tunezja żyzną glebą polskiej myśli szkoleniowej


Nie tylko Henryk Kasperczak zapisał się w historii piłki w Afryce północnej. Tunezja była nadzwyczaj często wybierana przez polskich trenerów

15 kwietnia 2024 Tunezja żyzną glebą polskiej myśli szkoleniowej
lequipe.fr

Nasza narodowa myśl szkoleniowa niestety nie jest w tym momencie zbyt poważana w czołowych, a nawet średnich zagranicznych drużynach. Jednostki usilnie próbują ten obraz odmienić – przykład Macieja Skorży czy Kazimierza Jagiełły. Aczkolwiek mała liczba sukcesów na międzynarodowym podwórku, a czasem i banalna nieznajomość języka sprawiają, że Polacy nie są pierwszym wyborem, jeżeli chodzi o powierzenie losów klubu. Jednak nie było tak zawsze i wszędzie. Tunezja około 30-40 lat temu była wręcz zdominowana przez naszych szkoleniowców, o czym można się przekonać, czytając poniższy artykuł.


Udostępnij na Udostępnij na

Polska – Afryka, Afryka – Polska

Jest rok 1978. Po czterech latach prowadzenia kadr młodzieżowych Ryszard Kulesza obejmuje stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski. Przejął on schedę po legendarnym Jacku Gmochu, włączając w nią asystenta – Bernarda Blauta – który pozostał przy pracy z kadrą narodową. Przez następne dwa lata panowie razem pracowali, jednak bez specjalnych sukcesów. Ich wspólną przygodę w kadrze Polski zakończyło zwolnienie Kuleszy w związku z „Aferą na Okęciu”. Bernard Blaut wytrzymał na swoim stanowisku tylko parę miesięcy dłużej. Trudno jednoznacznie określić, czy była to świadoma wspólna decyzja czy jedynie czysty przypadek, jednak chwilę po tym wydarzeniu obaj panowie wyruszyli przecierać polskie szlaki w Tunezji.

W państwie Afryki północnej dostali angaż jeszcze w 1981 roku, jednak tym razem pracowali już osobno. Ryszard Kulesza przejął reprezentację Tunezji po Ahmedzie Dhibie – bohaterze miejscowego Club Olympique des Transports, za którego kadencji klub świętował swoje najlepsze czasy. A przynajmniej tak twierdzą tunezyjskie media, jednak z tym skonfrontujemy się za chwilę. Co w tym czasie zrobił Bernard Blaut? No nie zgadniecie. Przejął Club Olympique des Transports znajdujący się wówczas poza najwyższą klasą rozgrywkową w kraju.

Prace pierwszych Polaków zatrudnionych w branży piłkarskiej w Tunezji były umiarkowanie udane. Ryszard Kulesza w Pucharze Narodów Afryki 1982 nie wyszedł z grupy, zdobywszy tylko jeden punkt i jako jedyny przegrawszyw niej mecze – wszystkie pozostałe zakończyły się remisami. Jednak na usprawiedliwienie można wskazać, że znajdowali się w niej późniejszy mistrz (Ghana) i wicemistrz (Libia). Analogicznie do fazy grupowej zremisowały one ze sobą też w finale. Natomiast punktem zapalnym tunezyjskiej federacji był brak awansu na PNA 1984. W ostatnim dwumeczu Tunezja uległa Egiptowi. Niedługo po tym Kulesza przestał pełnić funkcję selekcjonera.

Blaut natomiast prowadził swój klub do 1982 roku i była to historia po prostu niemrawa. Został on zastąpiony – a jakże inaczej – przez Ahmeda Dhibę.

Jak jeden mąż

Na kolejne polskie epizody Tunezja musiała poczekać do 1986 roku. I ponownie były one od razu dwa. Uwierzycie, jeżeli Wam powiem, że wówczas ponownie byli to Ryszard Kulesza i Bernard Blaut zatrudnieni w zbliżonym okresie czasu? Niezależnie od odpowiedzi – takie są fakty.

Były selekcjoner reprezentacji Tunezji przejął jeden z największych klubów w kraju – CS Sfaxien. Drużyna borykała się ze spadkiem formy względem lat 1978-1983, podczas których trzykrotnie zdobywała mistrzostwo ligi. Przed przyjściem Kuleszy zespół zaczął zajmować lokaty w środku tabeli. Polak nie zrewolucjonizował stylu gry i wyników. CS Sfaxien zajęło w sezonie 1986/1987 10. miejsce w tabeli z dorobkiem 55 punktów po 26 meczach. Mimo niezadowalającej lokaty liczba oczek wydaje się względnie imponująca, nieprawdaż? Wynika to z niekonwencjonalnego systemu punktowania, jaki wówczas stosowano w Tunezji. Za zwycięstwo przypisywano cztery oczka, za remis dwa, natomiast za porażkę jedno. Przez to w tamtym sezonie z ligi spadło Sfax Railways Sports, które punktowało ze średnią 1,96 pkt/mecz. Ze sporym przymrużeniem oka, ale aktualnie w PKO BP Ekstraklasie dawałoby to pozycję lidera.

Nawiązując do wcześniejszego paragrafu, nie jestem w stanie się zgodzić, że to, co najlepsze dla Club Olympique des Transport, miało miejsce za Ahmeda Dhiba. Zabrzmi to subiektywnie, ale to właśnie Bernard Blaut zapisał się najpiękniejszym zgłoskami w historii klubu. Polak przejął zespół w 1986 roku świeżo po awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej. Pierwszy sezon zakończył na obiecującej, 7. lokacie.

rsssf.com

Następny był majstersztykiem. Club Olympique des Transport zanotował w nim najlepszy wynik w historii, który do tej pory nie został pobity. Polak doprowadził klub do wicemistrzostwa, a tytuł przegrał jedynie słabszym bilansem meczów bezpośrednich od najbardziej utytułowanej drużyny w historii kraju – Espérance Sportive de Tunis. Do tego Blaut zdobył w tym samym roku Puchar Tunezji, czyli jedyne trofeum w historii klubu, które pozwoliło na jedyny w historii występ w afrykańskich pucharach.

Punkt kulminacyjny

Polski trener odnoszący spory sukces poza granicami naszego kraju to coś, do czego trudno być przyzwyczajonym. Tym bardziej abstrakcyjnie brzmi fakt, że było ich dwóch w tym samym czasie! Tym razem nie jest to już nawiązanie do Ryszarda Kuleszy, lecz do Antoniego Piechniczka. To za jego sprawą Polacy zdobyli w sezonie 1987/1988 dublet, gdyż to on dowodził Espérance, które jako jedyne okazało się lepsze od CO Transport.

Tunezja tak bardzo wtedy zaufała polskiej myśli szkoleniowej, że Piechniczek otrzymał szansę prowadzenia kadry narodowej! Polak został wrzucony na bardzo głęboką wodę, bo przejął reprezentację kilka dni przed igrzyskami olimpijskimi 1988. Efekt nie był powalający, ale nie był też tragiczny. Tunezja zremisowała ze Szwecją i Chinami, ale przegrała z RFN i zakończyła zmagania na fazie grupowej. Piechniczek prowadził kadrę jeszcze około miesiąca, a później został zastąpiony przez bardziej długofalowo rozpatrywanego trenera – Mokhtara Tliliego.

Jak to często w życiu bywa – a w szczególności w afrykańskiej piłce – plany rozbiegły się z rzeczywistością i niedługo Tunezyjczyka zastąpił… ponownie Antoni Piechniczek. Zadaniem Polaka było uratowanie jakichkolwiek szans na awans na mundial 1990. Polak rzutem na taśmę wywalczył przejście do ostatniej rundy kwalifikacji, pokonując Zambię i remisując z Marokiem. Niestety w ostatnim, finałowym dwumeczu bezpośrednio decydującym o awansie Kamerun okazał się zaporą nie do pokonania. Po tym Polak opuścił stanowisko.

Niemniej Tunezja miała świetne zdanie o naszych szkoleniowcach. W kraju rozpoczął się boom na zatrudnianie polskich trenerów. W 1990 roku w Espérance Tunis Antoniego Piechniczka zastąpił Władysław Żmuda, który z klubem zdobył mistrzostwo i Puchar Tunezji. Po jednokadencyjnej przerwie w 1992 roku lokalnego hegemona przejął Zdzisław Podedworny, o którym mówiono, że zbudował podwaliny pod wygraną przez Espérance w 1994 roku afrykańską Ligę Mistrzów.

Tunezja urodzajną glebą polskich trenerów

Jednym z ostatnich meczów Zdzisława Podedwornego jako szkoleniowca Espérance było spotkanie półfinału Pucharu Tunezji 1993 z Olympique Béja. Polak dosyć niespodziewanie odpadł z niżej notowanym rywalem, który był prowadzony przez… innego Polaka. Andrzej Płatek był w latach 1988-1992 asystentem w Espérance, a jeszcze w 1992 został pierwszym trenerem wspomnianego Olympique Béja. Już rok później zdobył pierwsze trofeum w historii klubu, którym był już wspomniany Puchar. To sprawiło, że w kraju rozpoczęła się pełnoskalowa polakomania.

Po swoim sukcesie Andrzej Płatek na rok przeszedł do Étoile Sportive du Sahel, aktualnie trzeciego najbardziej utytułowanego tunezyjskiego klubu. Drugi w kolejności jest Club Africain, który w tym samym czasie co Płatek przejął Bernard Blaut. Polscy szkoleniowcy zakończyli sezon 1993/1994 dokładnie na tych miejscach, na których kluby są w historycznej klasyfikacji – trzecim i drugim.

W 1994 roku reprezentację Tunezji przejęła polska legenda Czarnego Lądu – Henryk Kasperczak. Polak chwilę wcześniej zdobył brązowy medal Pucharu Narodów Afryki z Wybrzeżem Kości Słoniowej, więc szybko stał się łakomym kąskiem na rynku. Tunezja wygrała wyścig, a Kasperczak odwdzięczył się dojściem do finału PNA 1996. Tam jednak lepsza okazała się Republika Południowej Afryki. „Orły Kartaginy” pod wodzą Polaka dostały się też na mundial 1998 we Francji. Tam jednak po dwóch przegranych (z Anglią i Kolumbią) Kasperczak został odsunięty i nie dokończył turnieju.

Legendarny w Afryce trener wrócił jeszcze do kadry Tunezji w 2015 roku. W ciągu kolejnych dwóch lat pracy zaszedł do ćwierćfinału Pucharu Narodów Afryki.

Inną osobą, która zaliczyła powrót na stare śmieci, był Antoni Piechniczek, który w 2000 roku na trzy miesiące ponownie został trenerem Espérance Tunis. Polak poprowadził klub w paru meczach afrykańskiej Ligi Mistrzów, w której tunezyjski hegemon doszedł aż do finału.

Lubię wracać tam, gdzie byłem

Tytuł kultowej piosenki Zbigniewa Wodeckiego absolutnie idealnie wpisuje się w realia tego artykułu. Jednak nie ze względu na wspomnianych Kasperczyka i Piechniczka. Ich powroty nie mogą konkurować z wyczynem Bernarda Blauta, który CO Transport prowadził… sześć razy. Oprócz opisywanych już pierwszych dwóch kampanii pracował tam w latach 1998-1999, 2000, 2001 i 2004.

Na stanowisku szkoleniowca była w tych latach spora rotacja, w którą regularnie wplątywał się jeszcze inny Polak – Stefan Białas. Pierwszy raz objął klub w latach 1995-1996. Później robił to jeszcze dwukrotnie – w 1997-1998 oraz 1999-2000. W międzyczasie raz zmienił lokalne barwy klubowe, wstępując w szeregi Stade Tunisien w latach 1996-1997.

W opozycji do takich zachowań stał Ryszard Kulesza, który ani razu nie wrócił do tego samego miejsca pracy. Oprócz wspomnianej reprezentacji Tunezji i CS Sfaxien jeszcze w latach 1987-1988 był szkoleniowcem CS Bizertin.

W tunezyjskich źródłach można też znaleźć człowieka owianego nutką tajemnicy. W latach 1996-1997 CO Transport (tak, ten sam klub) prowadził jegomość o polsko brzmiącym nazwisku „Kostek”. Nie wiadomo jednak, jakiej był narodowości ani jak miał na imię. Wiadomo jednak, że w latach 1997-1998 zespół AS Marsa był prowadzony przez Polaka, którego nazwisko widnieje jako „Kousteck”. Tym razem również bez podanego imienia, jednak z potwierdzoną narodowością.

Komentarze
Ksaveriusz (gość) - 1 miesiąc temu

Bardzo ciekawe, kiedyś to było, jak Tunezja Polakami stała :D

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze