Wbrew temu, co mówią źli ludzie, futbol hiszpański nie jest nudny. Osiemnaście drużyn toczy ze sobą spektakularną, pełną niespodziewanych zwrotów akcji walkę o ligowy byt. Nudno jest tylko na szczycie. Barcelona jest lepsza od Realu, Real jest lepszy od całej reszty. Puchar Króla to potwierdził.
Rozwijając tytułową myśl zaczerpniętą z pewnego utworu autorstwa imć Grabarza, przyjrzyjmy się rzeczom, które na szczycie hierarchii Primera Division nie zmieniają się od dawna, a jednak ciągle zachwycają albo załamują. Najpierw „Barca”.
„!” jako ogólna ocena poziomu prezentowanego przez Barcelonę. Jeszcze niedawno nieprzychylni Barcelonie publicyści z Madrytu wyśmiewali krótką i mało efektowną ławkę rezerwowych Katalończyków. Teraz ci panowie, gdyby mieli trochę honoru, powinni poodgryzać sobie języki i/lub połamać palce. We wczorajszym meczu sześciu graczy pierwszego składu (pięciu mistrzów świata!) obserwowało, jak ich mniej znani i doceniani koledzy bez większych problemów ogrywają Almerię na jej stadionie, gdzie, przypomnijmy, kreowany na jedynego konkurenta Barcelony, Real, jedynie zremisował. Żaden z piłkarzy nie zawiódł, żaden nie zagrał złego spotkania, no może poza biednym Bojanem, który do bramki rywala w tym sezonie trafić za bardzo nie potrafi. Rezerwowy prawy obrońca strzelił gola, rozgrywający drugiej drużyny strzelił gola, tak samo postąpił świeżo sprowadzony i oczywiście rezerwowy pomocnik. Odnoszę nieodparte wrażenie, że nawet ławka rezerwowych Barcelony wystarczyłaby do wygrania ligi.
Środek obrony. Pep strasznie kombinuje, sprawdza różne warianty i duety. Wszystko chyba wiąże się z coraz częstszymi problemami zdrowotnymi Carlesa Puyola. Po tygodniach eksperymentów wiemy już, że gdy nie ma „Tarzana”, zastępuje go przesunięty z boku Abidal. Gdy nie ma Abidala, wchodzi za niego Busquets (czy ten chłopak kiedyś przestanie się rozwijać i zadziwiać obserwatorów?), gdy brakuje Sergio, gra Gabi Milito. Potem chłopcy z rezerw. Dowolna para, nawet Fontas i Muniesa, jest w stanie podołać zadaniu w meczach z ligowymi średniakami. Na czołówkę potrzebny jest Abidal. Na Real Puyol. Ciekawie obserwuje się grę Gerarda Pique u boku poszczególnych partnerów. Obserwacje nasuwają jeden wniosek – ten Katalończyk nawet nie próbuje być liderem defensywy. Na razie nie musi, ale dla dobra drużyny byłoby lepiej, gdyby chciał.
Umiejętności Thiago. Kilka tygodni temu, jak głoszą plotki, pod naciskiem samego zainteresowanego, ogłoszono, że Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem zostanie w czerwcu ostatecznie włączony do pierwszej drużyny Barcelony. W meczu z Almerią dostał szansę od pierwszych minut i ją w pełni wykorzystał. W pierwszej połowie był może troszkę przygaszony/wystraszony/nieobecny, za to w drugiej, poza ładnym golem głową, pokazał kilka ciekawych zagrań udowadniających to, co wszyscy wiedzą, że Thiago to taka wersja demo Iniesty. Demo, które w przyszłości ma szansę stać się pełnoprawnym liderem środka pola Katalończyków. A pamiętajmy, że brat bohatera tego paragrafu, Rafael, zwany pieszczotliwie „Rafinho”, już strzela gole w rezerwach „Barcy”. Może za kilka lat będzie to robił po podaniach starszego brata? Tatuś z pewnością pękałby z dumy.










