AC Ajaccio wróciło do Ligue 1 po kilku latach przerwy, ale początek sezonu w wykonaniu ekipy z Korsyki wskazuje na to, że klub może nie zagościć zbyt długo w najwyższej klasie rozgrywkowej we Francji. Mały budżet, mało doświadczeni zawodnicy i kiepski styl prezentowany na boisku – na razie tylko to wyróżnia drużynę „Czerwono-białych”. Spoglądając na całokształt, utrzymanie – o ile się uda – będzie ogromnym sukcesem.
– Wszystko jest dalekie od ideału, ale krok po kroku mierzymy się z Ligue 1. Myślę, że fakt grania z mocnymi na początku sezonu pozwoli nam na większą swobodę w dalszej jego części. Większość naszych graczy dopiero poznaje się z rozgrywkami, a to może zająć trochę czasu – mówi na początku ligi opiekun drużyny, Olivier Pantaloni.
Po spadku w sezonie 2013/2014 AC Ajaccio potrzebowało siedmiu lat, by wrócić do elity, ale początek obecnych rozgrywek nie jest dla graczy z Korsyki udany i wielu ekspertów upatruje w nich głównego kandydata do spadku oraz czerwoną latarnię ligi. Co prawda „Czerwono-biali” mierzyli się z dużo mocniejszymi od siebie, ale biorąc pod uwagę możliwości i całokształt, można uważać, że to będzie piekielnie trudny czas dla teamu ze Stade Francois Coty.
Trudny przeskok AC Ajaccio z Ligue 2
W ubiegłym roku, na zapleczu Ligue 1, AC Ajaccio mogło się pochwalić żelazną defensywą – rekordowo mało straconych goli, tylko 19. W tym, mimo transferów nowych obrońców (Mickaël Alphonse, Fernand Mayembo, Thomas Mangani), już tak dobrze nie będzie, bo różnica poziomów między elitą a Ligue 2 jest spora. Nie tylko ta sportowa, ale również i organizacyjna. Klub miał problemy związane z infrastrukturą, trzeba było szybko dostosować stadion do obecnych wymogów, a dodać także należy, że AC Ajaccio dysponuje najmiejszym budżetem w stawce – tylko 22 miliony euro.
Przed startem rozgrywek „Czerwono-biali” wydali na transfery zaledwie 300 tysięcy euro i nie jest to kwota, która powala na kolana. Oprócz wcześniej wspomnianych obrońców drużynę wzmocnili Kevin Spadanuda czy przychodzący pograć chwilę przed emeryturą Romain Hamouma – nie są to zatem nazwiska siejące postrach w szeregach przeciwników.
Obaj dołączyli do ACA po to, by wypełnić luki ofensywne, bo w ubiegłych rozgrywkach zespół plasował się dopiero na 11. miejscu, jeżeli weźmiemy pod uwagę strzelone bramki. O ile jeszcze w przypadku Spadanudy można czegoś oczekiwać (18 goli strzelonych w barwach Aarau), o tyle Hamouma słynie ostatnio jedynie z częstotliwości odwiedzin gabinetów fizjoterapeutów, a nie boiskowych wyczynów.











