W 25. kolejce T-Mobile Ekstraklasy Legia Warszawa wygrała z Ruchem Chorzów 2:0. W zupełnie innych humorach byli szkoleniowcy obu ekip.
Pod nieobecność Macieja Skorży (kara po spotkaniu z Wisłą Kraków) drużyną Legii sterował duet Rafał Janas – Jacek Magiera. Zarówno jeden, jak i drugi trener zgodnie stwierdzili, że trzy punkty zdobyte w meczu z Ruchem mają wielkie znaczenie.

– Bardzo zależało nam na zwycięstwie. Ten pojedynek miał dosyć poważną stawkę. Przed cały tydzień staraliśmy się zdejmować presję z zawodników. Wiadomo było, że to taki mecz o sześć punktów. Cieszymy się, że strzeliliśmy o dwie bramki więcej niż przeciwnik. Pierwsza połowa nam trochę uciekła, ta stawka być może paraliżowała jeden i drugi zespół. Nie graliśmy do końca tak, jak chcieliśmy. Druga połowa była zdecydowanie lepsza w naszym wykonaniu. Dominowaliśmy, utrzymywaliśmy się przy piłce i wyprowadziliśmy kilka akcji, po których zdobyliśmy dwie bramki. To nas bardzo cieszy – powiedział Rafał Janas.
– Najważniejsze było dla nas odniesienie zwycięstwa. Ten cel udało się zrealizować. Przed meczem było nastawienie, że zagramy o pełną pulę, ale tak jest zawsze, niezależnie od tego, czy gramy z Ruchem Chorzów czy z inną drużyną. Cieszymy się ze zwycięstwa, ale nasz zespół musiał bardzo ciężko na ten sukces zapracować. Mamy półtora dnia na to, by świętować z rodziną i cieszyć się zwycięstwem. Od poniedziałku zapominamy o to, co było dzisiaj, i szykujemy się do kolejnych spotkań – stwierdził Jacek Magiera.
Waldemar Fornalik żałował niewykorzystanych szans swojego zespołu. Trener „Niebieskich” docenił kunszt Danijela Ljuboi. –
Od początku spotkania było widać, że zespół, który zdobędzie pierwszą bramkę, będzie na uprzywilejowanej pozycji. Obydwie drużyny podeszły do siebie z respektem. Indywidualność Ljuboi spowodowała, że Legia wyszła na prowadzenie. Szkoda, że straciliśmy tę bramkę, bo mieliśmy przewagę w defensywie. Obrońcy Ruchu jak wszyscy ludzie nie są nieomylni. Każdy jednak ma swój limit błędów do wyczerpania, więc mam nadzieję, że nasza defensywa już to zrobiła. Później staraliśmy się atakować, ale gospodarze byli mądrze ustawieni i utrzymywali się przy piłce. My także wypracowaliśmy kilka sytuacji strzeleckich, ale niestety nie udało nam się zdobyć bramki. Wynik przyjmujemy z pokorą, bo przegraliśmy z drużyną, która jest najpoważniejszym kandydatem do tytułu mistrzowskiego.











