
Trener-strażak z Radzionkowa: ratował Rozwój, Wigry i Koronę, a zaczynał w okręgówce, ucząc strefy według Sacchiego.
Mirosław Smyła urodził się 25 lipca 1969 roku w Bytomiu, a o sobie mówi, że pochodzi z Radzionkowa. Piłki uczył się w Polonii Bytom, od 1981 roku w grupach młodzieżowych, w pierwszej drużynie zadebiutował w 1988 roku. Przez osiem lat grał w Bytomiu na drugim poziomie rozgrywek, potem w Concordii Knurów (był tam kapitanem), w Myszkowie i znów w Knurowie. Jako dziewiętnastolatek zdobył zwycięskiego gola w derbach z Szombierkami. W przerwie, w upale, przy ośmiu tysiącach widzów, powiedział kapitanowi Januszowi Małkowi, że nie da rady, i usłyszał: „Młody, dawaj na dół. Gramy!”. Karierę skończył w wieku 29-30 lat, bo nawalał mu kręgosłup.
Seniorską trenerką nie palił się od początku: wybrał pracę wychowawcy i nauczyciela, otwierał klasy sportowe i jeszcze jako zawodnik zaczął prowadzić młodzież Polonii. Jego trenerem w Concordii był Jan Furlepa, którego w 2017 roku zastąpił w Odrze Opole.
Pierwszy samodzielny zespół seniorów, Orzeł Psary-Babienica, prowadził siedem lat. Klub był „za silny na A-klasę, a za słaby na okręgówkę”, a skończył jako trzecioligowiec. Warunki były skromne: drabinki koordynacyjne uszyto z tasiemek, które kupił z teściową w sklepie, gryf do sztangi załatwił ojciec jednego z zawodników, tokarz, a na nieoświetlonym boisku obracano lampę uliczną. Na mecze okręgówki przyjeżdżały obserwować drużyny z wyższych lig, a Orzeł wygrywał po 10:0 i 11:0. W tym czasie Smyła był też asystentem w Polonii Bytom przy Marcinie Broszu, Michale Probierzu i Dariuszu Fornalaku. Probierz po latach powiedział, że bardzo go ceni. Z Fornalakiem pracował w ekstraklasie; pierwszy mecz w tej roli rozegrał w Kielcach i skończył się wysokim wynikiem. Wyjazd do Poznania zapamiętał jako zderzenie z innym światem: Lech miał na meczu kilkunastu pracowników, jego Polonia dwóch-trzech.
Jesienią 2008 roku przejął GKS Tychy po Damianie Galei, który nie wygrał ośmiu kolejnych meczów, i utrzymał zespół w II lidze zachodniej. Drugi sezon zakończył na ósmym miejscu, a w Pucharze Polski drużyna dotarła do 1/16 finału i odpadła z późniejszym zdobywcą, Jagiellonią. W lipcu 2010 roku rozstał się z klubem, po raz pierwszy w życiu został bez pracy i mówił, że właśnie wtedy dowiedział się, co znaczy polska piłka.
Półtora miesiąca później objął trzecioligowy Rozwój Katowice. W pierwszym sezonie zajął z nim ósme miejsce, w drugim wygrał grupę i awansował do II ligi. W Pucharze Polski Rozwój był do 70. minuty równorzędny z Legią Warszawa, ostatecznie przegrał 1:4. Smyła wprowadzał tam do seniorów Arkadiusza Milika; ostrożności w tej sprawie nauczył się od trenera Mogilana, który o Miliku mawiał, że wpuszczony za wcześnie do meczu zostałby zniszczony. W maju 2013 roku odszedł z Katowic.
Od października 2013 roku prowadził Zagłębie Sosnowiec w II lidze. Zwolniono go 9 marca 2015 roku, po pierwszym wiosennym meczu, przegranym 0:1 w Brzesku. Przygotowania wydłużył świadomie, żeby drużyna miała siły, gdy rywale złapią dołek po ośmiu-dziewięciu kolejkach, i o sobie mówi, że padł ofiarą własnej idei.
We wrześniu 2015 roku wrócił do Rozwoju, wtedy ostatniego w I lidze, po Marku Motyce. Od wielu osób słyszał pytanie „czy ty wiesz, co ty robisz?”, odpowiadał, że niewiele może stracić. Drużyna uwierzyła i w pewnym momencie była nad kreską, ale seria ośmiu meczów z siedmioma porażkami, przy wąskiej kadrze, przesądziła o spadku. Smyła został i odbudowywał zespół w II lidze na 15-17-latkach, jednak po rundzie jesiennej 2016 roku, z najmniejszą liczbą punktów w lidze, rozstał się z klubem. Główny błąd widział w przygotowaniach: za długo trwał dołek motoryczny. Po odejściu współtworzył Szkołę Mistrzostwa Sportowego w Radzionkowie.
W czerwcu 2017 roku przejął Odrę Opole po Janie Furlepie, który wywalczył z nią dwa awanse z rzędu. Telefon z Opola odebrał w drodze na wakacje do Włoch i przyszedł z grzeczności na rozmowę. Zaczął od porażki 0:5 w Pucharze Polski ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki, a jesień skończył z beniaminkiem na drugim miejscu na zapleczu ekstraklasy. 4 maja 2018 roku, po porażce 0:1 w Bytowie, oddał się do dyspozycji zarządu, który go zwolnił.
9 kwietnia 2019 roku Wigry Suwałki zatrudniły go w trybie pilnym, gdy groził im spadek z I ligi. Telefon od Marka Jóźwiaka dostał w niedzielę po południu, po dwóch godzinach wyjeżdżał do Suwałk, około 600 kilometrów od domu. Wigry utrzymały się po tym, jak z ligi spadły GKS Katowice i Bytovia. Do następnego sezonu nie został, z powodów osobistych.
16 września 2019 roku objął Koronę Kielce po Gino Lettierim, zwolnionym po siódmej kolejce. To była jego pierwsza samodzielna praca w ekstraklasie. Prezes Krzysztof Zając mówił przy prezentacji, że klub przekonał go styl szkolenia i spójna wizja funkcjonowania klubu. Smyła zagospodarował salę konferencyjną na salę analiz dla piłkarzy. Zwolniono go 6 marca 2020 roku, a następcą został Maciej Bartoszek. Władze klubu powiedziały mu przy pożegnaniu, że z dwoma-trzema punktami więcej nie byłoby tematu zwolnienia.
W kwietniu 2022 roku objął Podbeskidzie Bielsko-Biała w I lidze i odszedł 31 sierpnia tego roku. Od tamtej pory nie prowadził zespołu w lidze centralnej. Jest jednym z założycieli Szkoły Mistrzostwa Sportowego Radzionków, a w październiku 2024 roku prowadził z Mariuszem Komarem jej licealistów, którzy wygrali półfinał wojewódzki Licealiady.
W okręgówce uczył piłkarzy krycia strefowego wzorowanego na Arrigo Sacchim. W Odrze Opole korzystał z danych InStat; mówił, że jesienią 2017 roku jego zespół miał najwięcej w lidze akcji bramkowych zbudowanych z wielu podań i mało goli z kontry, więc zarzut, że Odra tylko się broni, uważał za chybiony. W Koronie mówił, że gra w piłkę nie zwalnia z obowiązku bronienia, ale „ciężko stracić bramkę, kiedy się ma piłkę”.
W Koronie jego zespół grał czwórką obrońców, najczęściej w ustawieniu 4-4-2, a poza tym 4-2-3-1, 4-1-4-1, 4-5-1 i raz 4-3-3. Zmiany ustawienia nie robiły mu problemu, bo uważał, że zawodowcy w trzy dni przyswajają nowe zadania. Pacindę potrafił wystawić na lewej obronie.
Dużą wagę przywiązuje do indywidualnego planowania motoryki: w Odrze Martin Baran wracał do gry według osobnego planu, a nieudaną jesień 2016 roku w Rozwoju tłumaczył brakiem takiej indywidualizacji. Młodych zawodników wprowadza stopniowo, bo nie chce zrobić zawodnikowi krzywdy przedwczesnym debiutem: uważa, że 16-latek powinien na przemian trenować z seniorami i wracać do swoich rówieśników, i chciałby, żeby wszystkie roczniki działały pod jednym klubem.
Publicznie broni drużyny i nie szuka winnych, sprawy szatni zostają „w domu”. Lubi żarty i kulinarne porównania. Kibice zarzucali mu nadmierny optymizm, odpowiadał, że trener musi wierzyć pierwszy i że kto chce kłamać, musi mieć dobrą pamięć, a on ma słabą.
„Ja zawsze powtarzam w szatni, że to nie ty windujesz zespół, tylko zespół winduje ciebie.” (Weszło, marzec 2018)
„Mam powiedzonko, że najpiękniejsze w tym zawodzie jest pięć minut po wygranym meczu.” (Weszło, marzec 2020)
14
meczów
1,36
punktu na mecz
6
zwycięstw · 1 remis, 7 porażek
| Okres | Klub | Pkt/mecz | |||
|---|---|---|---|---|---|
| 20221 liga | 1 liga | 14 | 6-1-7 | 1,36 | |
| 2019Ekstraklasa | Ekstraklasa | 14 | 5-2-7 | 1,21 | |
| 20191 liga | 1 liga | 8 | 3-2-3 | 1,38 | |
| 2017–2018 | |||||
| 2015–2016 | |||||
| 2013–2015 | |||||
| 2010–2013 |





