FJW: Tottenham i Chelsea. „The Dirty Derby”


 Źródła nienawiści pomiędzy klubami

4 stycznia 2019 FJW: Tottenham i Chelsea. „The Dirty Derby”

W angielskim futbolu jesteśmy świadkami rywalizacji, które elektryzują fanów i opinię publiczną na długo przed bezpośrednim starciem obu zespołów. Źródłem animozji między kibicami może stać się jedno wydarzenie, które na zawsze zmienia bieg historii, rzutuje na relacje i nadaje rywalizacji szczególne znaczenie. Na konflikt Chelsea i Tottenhamu złożyło się kilka momentów, które sprawiły, że do dziś sympatycy obu klubów spoglądają na siebie nieprzychylnym okiem. Zerknijmy na przyczyny tej niekrytej i wciąż manifestowanej niechęci.


Udostępnij na Udostępnij na

Badanie przeprowadzone w 2012 roku pokazało, że fani Chelsea uważają Tottenham za swojego głównego rywala, powyżej Arsenalu i Manchesteru United. W tej samej ankiecie widniało, że fani „Spurs” wciąż uważają drużynę „The Blues” za swojego drugiego rywala, poniżej sąsiada z północnego Londynu – Arsenalu. Podczas gdy nigdy nie uważali siebie nawzajem za głównych rywali, to od zawsze istniała silna rywalizacja między fanami, która została zapoczątkowana w finale FA Cup w 1967 roku. Mecze pomiędzy nimi często przyciągają dużą frekwencję i czasami kończą się brutalnymi starciami pomiędzy kibicami.

Jimmy Greaves. Geneza konfliktu

Popularny „Greavsie” został pozyskany przez Chelsea jako junior w 1956 roku, a rok później ustanowił rekord klubu, zdobywając 114 goli w drużynie młodzieżowej. Było nieuniknione, że przebije się do pierwszej drużyny. Ze 132 golami w 169 meczach dla Chelsea Jimmy Greaves prawdopodobnie nigdy nie zostanie pokonany jako najbardziej płodny strzelec, jaki klub kiedykolwiek widział. Jego ostatni mecz w barwach Chelsea był jednocześnie ostatnim sezonu 1960/1961. Został kapitanem na dzień i nieuchronnie skradł show, strzelając wszystkie bramki w wygranym 4:3 spotkaniu z Nottingham Forest.

Fantastyczna dyspozycja napastnika w tym okresie nie przyniosła jednak Chelsea żadnych trofeów, a zarząd postanowił zarobić na swoim piłkarzu. Zorganizowali transfer do Mediolanu wbrew życzeniom gracza, który był zawiedziony na myśl o opuszczeniu Londynu. Próbował anulować ruch, zanim został w pełni potwierdzony, ale menedżer „Rossonerich”, Giuseppe Viani, odmówił unieważnienia umowy. Po nieszczęśliwym roku we Włoszech Greaves zapragnął wrócić do Chelsea, ale zarząd nie chciał wdać się w licytacyjną wojnę o gracza. Zarówno „Spurs”, jak i Chelsea złożyły opiewające na 96 500 funtów oferty, które zostały zaakceptowane. Jednak zamiast powrócić na Stamford Bridge, Jimmy po długich negocjacjach Billa Nicholsona i przebiciu oferty Chelsea w grudniu 1961 roku podpisał kontrakt z Tottenhamem na kwotę 99 999 funtów. Niezwykła opłata miała na celu zwolnienie Greavesa z presji bycia pierwszym graczem angielskiego futbolu, za którego zapłacono 100 000 funtów. W drużynie kogutów kontynuował pobijanie rekordów, stając się legendą obu londyńskich zespołów.

Finał FA Cup. Oliwa do ognia

20 maja 1967 roku na stadionie Wembley odbyło się spotkanie pomiędzy Tottenham Hotspur i Chelsea. Był to pierwszy finał FA Cup, który został rozegrany pomiędzy dwiema drużynami z Londynu i dlatego często nazywany jest „Finałem Pucharu Cockneya*”. Stadion był wypełniony po brzegi. Starcie obserwowało 100 000 fanów piłki nożnej. Tottenham wygrał mecz 2:1, zdobywając Puchar Anglii po raz trzeci w ciągu siedmiu lat. Jimmy Robertson i Frank Saul strzelili gole dla Tottenhamu, nim Bobby Tambling zdobył gola na pocieszenie dla „The Blues”. Choć wtedy Puchar Anglii cieszył się jeszcze większym prestiżem niż współcześnie, to w tym meczu nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że po stronie Tottenhamu zagrało dwóch znakomitych wychowanków Chelsea: wspomniany wcześniej Jimmy Greaves oraz Terry Vanables.

Widok chłopców wywodzących się z własnej szkółki wznoszących puchar za zwycięstwo w finale dla lokalnego konkurenta rozsierdził fanów Chelsea, przelewając czarę goryczy, jednocześnie łamiąc ich serca. Do dziś nie mogą się z tym pogodzić, czując urazę na myśl o tamtych wydarzeniach.

Podsycanie rywalizacji

Rywalizacja była dalej zaostrzana w sezonie 1974/1975, w którym Tottenham i Chelsea toczyły twardą walkę o utrzymanie się w Pierwszej Dywizji. Przed bezpośrednim pojedynkiem „Spurs” znajdowali się w strefie spadkowej. „Niebiescy” wyprzedzali ich jednym punktem. Na trzy spotkania przed końcem zespoły stoczyły pojedynek na śmierć i życie. Tottenham ostatecznie wygrał tę batalię 2:0. W dwóch ostatnich kolejkach Chelsea już się nie podniosła i nie wygrywając żadnego z dwóch spotkań, remisując dwukrotnie w stosunku 1:1 z Sheffield United oraz Evertonem, spadła z ligi. W przeciwieństwie do „Spurs”, którzy kończyli zmagania w lepszych nastrojach i na fali optymizmu dorzucili cenne trzy punkty, w ostatnim ligowym spotkaniu zwyciężając z Leeds 4:2. Ostatecznie to Tottenham utrzymał się w lidze kosztem lokalnego rywala, wyprzedzając „The Blues” w końcowej tabeli o jeden zbawienny punkt. Był to kolejny cios dla fanów z niebieskiej części Londynu.

Lata 80., 90.

Polegały głównie na spoglądaniu z zazdrością przez fanów „The Blues” w stronę północnego Londynu. W tym okresie „Spurs” dorzucili do klubowej gabloty dwa puchary Anglii oraz Puchar UEFA. W tym aspekcie w Chelsea sucho jak na piaskach pustyni. Drużyna ta zaliczyła dwa spadki. Godny do odnotowania jest fakt, że szybko potrafiła powracać do piłkarskiej elity. Uczyniła to w 1984 i 1989 roku. Chociaż to marne pocieszenie. Nie na takie laury liczono na Stamford Bridge. Wciąż w szatni zespołu przebłyskiwał sen o potędze i, jak wiemy, najlepsze czasy miały dopiero nastąpić. Końcówka lat 90., początek XXI wieku i czasy współczesne to znak, że Chelsea obrała kurs, o którym zawsze marzyli fani klubu z Hammersmith and Fulham. Od lat 90. dominowała w spotkaniach z Tottenhamem, pozostając niepokonana przez „Spurs” od ponad dekady, osiągając kulminację w wygranym 6:1 meczu na White Hart Lane.

Zemsta jest słodka

Ta ludowa mądrość idealnie obrazuje sytuację, jaką mieliśmy okazję oglądać w maju 2012 roku. Tottenham Hotspur zakończył ligową batalię w sezonie 2011/2012 na czwartej lokacie, która gwarantowała udział w eliminacjach do piłkarskiej Ligi Mistrzów. Jednakże by to się stało, Chelsea musiała przegrać finał Champions League z Bayernem Monachium. Z pewnością wszyscy fani „Spurs” trzymali kciuki za niemiecki zespół. Ku ich rozpaczy spełnił się czarny scenariusz i najcenniejsze europejskie trofeum tego wieczora wznieśli piłkarze Chelsea, zwyciężając po rzutach karnych. W myśl przepisów zdobywcy Ligi Mistrzów przysługuje możliwość obrony trofeum i mimo faktu, że „The Blues” zakończyli rozgrywki Premier League na szóstym miejscu, za Tottenhamem, to zastąpili „Spurs” w Champions League, wypychając ich do Ligi Europy. Tym razem Chelsea zrewanżowała się im, wymierzając bolesny policzek rywalowi zza między, który nie mógł spełnić swoich ambicji w kolejnym sezonie. Bramy piłkarskiego raju zostały zamknięte.

Dilly Ding, Dilly Dong!

Po tym jak Leicester nie wygrał swojego spotkania w Premier League z Manchesterem United, ustępujący mistrzowie mogli pomóc im w poniedziałkowy wieczór, kończąc definitywnie marzenia Tottenhamu o tytule mistrza Anglii.

„Każdy chce, żeby Leicester to zrobił. Kochaliśmy Claudio Ranieri. Nie wygrał nic w Chelsea i poległ w półfinale Ligi Mistrzów, ale jest cudownym gościem i dostanie ciepłe przyjęcie. Robert Huth też był bardzo lubiany. Byłoby wspaniale zakończyć sezon Tottenhamu. To będzie mecz sezonu na Stamford Bridge. Nienawidzimy Tottenhamu. Wszyscy w Chelsea nienawidzą Tottenhamu” – Dave Johnstone z fanzine Chelsea.

2 maja 2016 roku Chelsea i Tottenham spotkali się na Stamford Bridge. Pierwsze dwa gole zdobyli Harry Kane i Son Heung-Min. W drugiej połowie Gary Cahill i Eden Hazard strzelili dwie bramki dla „Niebieskich”. Wyrównujące trafienie Belga wprowadziło fanów „The Blues” w ekstazę. Mecz zakończył się wynikiem 2:2, co automatycznie dało Leicester City swój pierwszy mistrzowski tytuł. Prawdopodobnie Tottenham był najbliżej zwycięstwa w rozgrywkach od ostatniego triumfu w 1961 roku.

Ten mecz rozpętał wojnę. Zawodnicy brutalnie atakowali się nawzajem na boisku i poza nim. W wyniku zaciętej walki padł rekord kartek w jednym spotkaniu – dziewięć żółtych dla Tottenhamu, a kolejne trzy dla Chelsea. W rezultacie oba kluby musiały uiścić trzy opłaty FA za brak kontroli nad swoimi graczami.

Harry Kane po meczu stwierdził, iż patrząc na fanów Chelsea, ich radość oraz celebrację rezultatu, można odnieść wrażenie, że cieszą się tak, jakby sami zdobyli mistrzostwo Anglii. Na tym przykładzie widać, ile te derby znaczą dla lokalnej społeczności. Nad sukces własnej drużyny przedkładają porażkę przeciwnika. Nie liczy się tylko zwycięstwo, ale cudowniejszym doznaniem jest patrzeć na klęskę odwiecznego rywala.

Czasy najnowsze

4 stycznia 2017 roku Tottenham pokonał Chelsea 2:0 na White Hart Lane, kończąc jej rekordową serię 13 meczów bez porażki w Premier League. Dzięki temu zredukował stratę do „The Blues” w ligowej tabeli do pięciu punktów. „Spurs” i Chelsea byli głównymi kandydatami do zwycięstwa w Premier League. Wyglądało to jak wyścig dwóch koni, w którym „Niebiescy” ostatecznie wygrali z 93 punktami na koncie. Tottenham uzyskał 86 oczek. „The Blues” również w tym samym sezonie pokonali „Spurs” w FA Cup 4:2.

20 sierpnia 2017 roku Tottenham i Chelsea wystąpiły w drugiej kolejce Premier League w sezonie 2017/2018, a „Spurs” zagrali swój pierwszy mecz na stadionie Wembley. „The Blues” wygrali 2:1 dzięki dwóm bramkom zdobytym przez Marcosa Alonso. W tym samym sezonie, 1 kwietnia 2018, Tottenham zrewanżował się Chelsea i wygrał 3:1 po golach Dele Alli i Christiana Eriksena. To było pierwsze zwycięstwo „Spurs” na Stamford Bridge od 28 lat.

Nieprzerwanie, od ponad 50 lat fani na Wyspach z zapartym tchem śledzą zaciętą rywalizację pomiędzy Tottenhamem a Chelsea. W ich starciach mamy zazwyczaj wszystko to, czego oczekuje się od piłkarskiego spektaklu: pasję, zaangażowanie, grad goli, żółte i czerwone kartki oraz czasem padający deszcz. Jeśli akurat nie z nieba, to bez wątpienia, w przypadku porażki, jest to deszcz łez wylewanych przez jedną ze zwaśnionych stron. Kolejne „nieczyste derby”, w których nie zabraknie skrajnych emocji oraz gęstej atmosfery unoszącej się w powietrzu nad murawą, odbędą się już niebawem, bo 8 stycznia, na Wembley. Oba kluby rozegrają pierwszy mecz w ramach 1/2 finału Pucharu Ligi Angielskiej. Zwycięstwo trzeba dosłownie wyszarpać i – jak pokazała do tej pory historia – wszystkie chwyty są dozwolone. W tym przypadku zasada fair play jest jedynie złudzeniem. Szykujcie się na grzmoty. „Let’s Get Ready To Rumble”!

 

*Cockney – dialekt języka angielskiego używany przez mieszkańców Londynu wywodzących się z niższych warstw społecznych (klasy robotniczej). Słowo „Cockney” opisuje też akcent pochodzący ze wschodniego Londynu oraz osobę posługującą się tym dialektem.

Komentarze
Chris (gość) - 1 tydzień temu

świetnie napisane. dobrze sie czytało. dziękuje

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze