Powiedzieć, ze polscy trenerzy nie są cenieni za granicą, to jakby nic nie powiedzieć. Tak naprawdę gdybyśmy chcieli odnaleźć ostatnie sukcesy naszych szkoleniowców w europejskich ligach, to musielibyśmy się cofnąć… do lat osiemdziesiątych i sukcesów święconych w Grecji przez Jacka Gmocha i Andrzeja Strejlaua.
To, jak fatalnie wygląda sytuacja na tym polu na obecną chwilę, nie powinno już nikogo dziwić. Oczywiście, w XXI wieku mieliśmy jeszcze sukcesy odnoszone za Oceanem przez Piotra Nowaka, czy też pozytywne wyniki Henryka Kasperczaka z afrykańskimi reprezentacjami. Niemniej te dwa przypadki moglibyśmy w praktyce potraktować jako wyjątki od reguły. Bolesnej reguły, wystarczy tylko wspomnieć, że honoru polskiej myśli szkoleniowej broni trenujący III-ligową Fortunę Koln Tomasz Kaczmarek. Przyjrzyjmy się zatem bliżej postaci obiecującego, 34-letniego trenera.
Od przygotowania fizycznego do taktycznego
Karierę w tej profesji rozpoczął bardzo wcześnie, bo już w wieku 23 lat. Jako piłkarz grał tylko w niższych, regionalnych ligach niemieckich i szybko zakończył przygodę z amatorskim graniem. Pierwszą styczność z piłką od strony szkoleniowej miał w IV-ligowym SC Bonner, gdzie w lipcu 2009 roku został zatrudniony jako trener od przygotowania fizycznego.
Musiał radzić sobie nieźle i najwidoczniej szybo chłonąć wiedzę, bo ledwie półtora roku później awansował na szkoleniowca drużyny U-19. W lipcu 2011 roku, pół roku później został mianowany samodzielnym szkoleniowcem klubu grającego na czwartym szczeblu rozgrywkowym. Nie byłoby w tym nic wielkiego, gdyby nie fakt, że miał wówczas niespełna 27 lat!
Seniorski zespół prowadził do grudnia 2011 roku, tak więc jego przygoda nie potrwała zbyt długo. Być może było to za wcześnie dla nieopierzonego szkoleniowca. Z pewnością jednak nawet tak krótkie prowadzenie drużyny w tym wieku, na tym poziomie zaprocentowało zdobyciem bezcennego doświadczenia.
Pod skrzydłami Bradleya
Kaczmarek nie pozostawał długo na bezrobociu. Ledwie miesiąc po odejściu z niemieckiego klubu dostał niespodziewaną propozycję od słynnego Boba Bradleya, wieloletniego selekcjonera reprezentacji USA. Bradley prowadził wówczas seniorską kadrę Egiptu i zaoferował Polakowi posadę asystenta.
Nie mógł to być przypadek. Tacy ludzie, jak Bradley z pewnością rzetelnie dobierają swoich współpracowników i najwyraźniej Kaczmarek został Amerykaninowi zarekomendowany. Wyniki, jakie osiągali głodni sukcesów „Faraonowie” za jego kadencji nie były jednak zadowalające. Początek był niezły, w meczach sparingowych mogli poszczycić się nawet serią dziesięciu spotkań bez porażek.

Cóż jednak z tego, skoro gdy przyszło do poważnych spotkań, to z czasem pojawiały się coraz większe problemy. Czarę goryczy mogła przelać już haniebna porażka w eliminacjach do Pucharu Narodów Afryki z Afryką Środkową, jednak egipscy działacze cierpliwie postanowili dać szansę ówczesnemu sztabowi szkoleniowemu. Niestety, dotkliwa przegrana w dwumeczu z Ghaną (9:3) o kwalifikację do Mistrzostw Świata w Rosji nie mogła pozostać im obojętna. Bradley został zwolniony w listopadzie 2013 roku, a wraz z nim odejść postanowił jego polski asystent.











