Ta niedziela nie była zwykła dla wszystkich. Swój dzień miał Tomas Pekhart, który w meczu z Zagłębiem strzelił cztery bramki i umocnił się na prowadzeniu w wyścigu o koronę króla strzelców ekstraklasy.
Kiedy w lutym 2020 roku Pekhart przychodził do Legii, słychać było głosy krytyki. A to że nie grał, a to że nie strzelał czy że będą z nim kłopoty. Wielu chichotało, nie doceniało tego ruchu transferowego i podchodziło do niego – delikatnie mówiąc – sceptycznie. Czy zarządcy stołecznego klubu ściągając Czecha do siebie, liczyli na to, że ten wciągnie ekstraklasę nosem? Możliwe, chociaż wiadomo, że była to niewiadoma. Dali mu szansę, nie bali się postawić właśnie na niego, a dziś jak już widać, był to strzał w dziesiątkę. Opłaciło się ściągnąć do Warszawy Tomasa z Susic (miejscowość, w której zawodnik się wychował).
Wychowanek TJ Susice zmierza właśnie po koronę króla strzelców polskich rozgrywek, mając na koncie 21 bramek (wszystkie rozgrywki), a liga przecież jeszcze trwa. Jest to jego najlepszy sezon od dziesięciu lat i wyraźnie widać, że stolica wyjątkowo mu służy. Współpraca z Czesławem Michniewiczem również, bo w tak grającej Legii ma idealne miejsce dla siebie i do perfekcji wykorzystuje swoje największe atuty: wzrost, siłę i to, że zawsze potrafi ustawić się w odpowiednim miejscu. 31-latek okazał się asem w talii zespołu z Łazienkowskiej i rozwiązaniem wielu jego problemów.
– Tomas Pekhart to snajper co się zowie. Jego instynkt strzelecki, na tle innych napastników ligi, wygląda naprawdę imponująco. Wbrew pozorom nie jest to wcale jednowymiarowy piłkarz, bo i w defensywie pracuje bardzo dobrze. Teraz złapał taką pewność siebie, że większą niespodzianką są mecze bez trafienia niż takie, w których trafia seriami – mówi redaktor i wydawca portalu Onet.pl, Patryk Motyka.
Najlepszy sezon od dawna
Pekhart już w wieku juniora uchodził za bardzo utalentowanego zawodnika i dość wcześnie sięgnął po niego londyński Tottenham. Na Wyspach nie było wcale tak pięknie, jak miało być (warunki fizyczne idealnie skrojone pod tamtejszy styl), ale po powrocie do ojczyzny, do Slavi Praga, a następnie przejściu do Jabłońca okrzepł pilkarsko i zwrócił na siebie uwagę wielkiej Sparty, która okazała się być dla niego trampoliną do Europy. Bo na kontynencie trochę pograł i liznął dużego futbolu, a to procentuje też teraz, gdy Legia korzysta na sporym doświadczeniu reprezentanta Czech.










