Finał Ligi Mistrzów z sezonu 2017/2018 jest już historią. Na długo w pamięci kibiców, zwłaszcza z czerwonej części Liverpoolu, pozostanie dyspozycja Lorisa Kariusa. Niemiecki bramkarz niemal w pojedynkę przegrał to spotkanie, popełniając dwa katastrofalne błędy. Jednakże od tego czasu minęły już ponad cztery lata. Obie drużyny przeszły niesamowitą metamorfozę i zmieniły się pod wieloma względami. Oczy całego piłkarskiego świata w sobotę o godzinie 21:00 będą skierowane na Stade de France. Liverpool kontra Real Madryt – podejście numer trzy.
Liverpool i Real Madryt w finale najważniejszych klubowych rozgrywek mierzyły się ze sobą dwukrotnie. Po raz pierwszy, w sezonie 1980/1981, lepszy okazał się Liverpool. Zwycięstwo 1:0 po bramce, której strzelcem był Alan Kennedy, dało „The Reds” trzeci puchar. Z kolei w sezonie 2017/2018 górą byli „Królewscy”, pokonując Liverpool aż 3:1.
Zawsze będziesz szedł sam – finał Ligi Mistrzów 2017/2018
Klubowe hasło drużyny z miasta Beatlesów brzmi „You’ll never walk alone” – „nigdy nie będziesz szedł sam”. Nigdy nie udało mi się porozmawiać z Lorisem Kariusem, antybohaterem finału z 2018 roku, ale odnoszę wrażenie, że niemiecki bramkarz nie został potraktowany tak, jak wskazywałoby na to wspomniane hasło. Został sam na polu bitwy, pokonany, popełnił dwa błędy w finale Ligi Mistrzów. Wiedział dobrze, że to jego wina, nie dostał jednak słów wsparcia wtedy, kiedy tego najbardziej potrzebował.
Po gwizdku kończącym spotkanie Loris Karius upadł na murawę i zalał się łzami. Czuł się winny i, powiedzmy sobie szczerze, miał ku temu powody. Żaden z kolegów nie ruszył, by wesprzeć Niemca, jako pierwszy zrobił to strzelec dwóch bramek dla Realu Madryt, Gareth Bale. Nawet Jürgen Klopp, szkoleniowiec Liverpoolu, w pierwszych wywiadach nie wziął swojego rodaka w obronę. Loris Karius został więc sam, wystawiony na pożywkę dla rozwścieczonych kibiców „The Reds” i ludzi, którzy wyśmiewali jego błędy.
Liverpool do finału z sezonu 2017/2018 podchodził z ogromnymi nadziejami. „The Reds” wreszcie mieli okazję przełamać chude lata. W erze Premier League nie udało im się zdobyć ani jednego mistrzostwa kraju. Od triumfu w Lidze Mistrzów z Jerzym Dudkiem w bramce minęło już 13 lat. Zaś zdobytym kilka sezonów później pucharem ligi nikt nie mógł być usatysfakcjonowany.
Real Madryt natomiast zmierzał po historyczny, trzeci z rzędu puchar Ligi Mistrzów. W poprzednich dwóch kampaniach to „Królewskim” przypadał zaszczyt zasiadania na tronie Europy. Pokonywali już Atletico Madryt, Juventus, dlaczego miałoby być inaczej z Liverpoolem?










