Pamiętacie tamtą pakę? Ronaldinho, Ronaldo, Adriano, Kaka, Roberto Carlos – to tylko niektóre nazwiska reprezentacji, która na Wetlmeisterschaft w 2006 roku pojechała jako wielki faworyt. Kibice złote medale dawali Brazylijczykom już przed turniejem, wierząc, że takiego gwiazdozbioru nikt nie będzie w stanie zatrzymać. Ile par oczu było mokrych od łez, kiedy Henry po dośrodkowaniu Zidane’a pokonał bezradnego Didę i wyrzucił Canarinhos z turnieju?
Na rozegranych w 2014 roku w Brazylii mistrzostwach świata wielu kibiców stawiało gospodarzy w roli jednego z głównych faworytów. Miały pomagać ściany, miała wygrywać wyrównana kadra z Neymarem jako rodzynkiem. Wszyscy wiemy, jak się skończyło – haniebne 1:7 z Niemcami w kanonach historii zapisało się po wsze czasy. Skupmy się jednak na samym składzie – Canarinhos byli stawiani w jednym szeregu z Niemcami czy Hiszpanami, strefa medalowa miała być błahym minimum. Jeżeli taki zespół był faworytem (przynajmniej jednym z kilku), to jak moglibyśmy określić kadrę Carlosa Alberto Parreiry z roku 2006?
Galaktyka na murawie

Bukmacherzy nie pozostawiali najmniejszych wątpliwości – Ronaldo i spółka mieli roznieść wszystkich rywali i drugi raz z rzędu zgarnąć najcenniejsze piłkarskie trofeum na świecie. Co za nimi przemawiało? Czynników było całe mnóstwo. W 2005 roku wygrywając w finale 4:1 z Argentyną, zdobyli Puchar Konfederacji. Na ławce trenerskiej siedział Carlos Alberto Parreira, który smak zwycięstwa w mistrzostwach świata znał doskonale z czempionatu w 1994 roku, podczas którego również z Brazylią sięgał po złote medale. Najważniejszy jednak był zespół.
Zespół. Czy możemy określić tamtą kadrę tym mianem? O tym za chwilę. Fakty są takie: tylko „Galacticos” ze stolicy Hiszpanii mogli się z nimi równać. Liczba gwiazd na metr kwadratowy szatni osiągała poziom, którego badacze – w tym przypadku kibice – nie byli w stanie zmierzyć. Ronaldinho, który zgarnął podwójną koronę z Barceloną i był bezsprzecznie najlepszym graczem na świecie. Wieczny Ronaldo, który miał na tym turnieju pobić rekord bramek strzelonych przez jednego gracza na światowych czempionatach (co zresztą uczynił, a jego rekord utrzymał się aż do 2014 roku i szesnastej bramki Miroslava Klose). Niebywały talent, czyli Kaka, który właśnie zaczynał świecić pełnią blasku.














