Podczas II Wojny Światowej rozegrano jedno z najbardziej przesiąkniętych polityką spotkań w historii. „Mecz Śmierci”, a więc starcie ukraińskiej drużyny Start Kijów z niemieckim zespołem reprezentującym Luftwaffe, obrósł w legendę o takiej sile, że sprawę przez ponad 30 lat badała prokuratura w Hamburgu. Sam mecz i jego bohaterowie, spośród których wielu miało przypłacić wygraną życiem, stali się narzędziami w rękach sowieckiej propagandy. Elementy tej układanki niezwykle trudno ułożyć jest w prawdziwy obraz. Okupanci podczas wojny zabierali ludziom wszystko, co miało dawać im iluzoryczne poczucie wolności. Podobnie było również z piłką nożną – ta w Polsce czy na Ukrainie istniała tylko nieoficjalnie i amatorsko (chociaż w drużynach grali profesjonaliści). Taki „amatorski” zespół założyli w czerwcu 1942 roku pracownicy jednej z kijowskich piekarni. Kiedy w meczach towarzyskich zaczęli zrównywać z ziemią kolejnych przeciwników, III Rzesza znalazła idealną sposobność, aby w cywilizowany sposób udowodnić Ukraińcom nadrzędność rasy aryjskiej.
Do boju posłano drużynę Luftwaffe, niepokonaną w ojczyźnie. Ta przegrała zarówno w pierwszym spotkaniu, jak i w zorganizowanym na własne życzenie rewanżu. Tutaj zaczynamy poruszać się po niezwykle grząskim gruncie, gdzie nic nie jest pewne, a wersji jest dokładnie tyle, ilu opowiadających tę historię. W luźno opartym na niej filmie zagrali nawet Kazimierz Deyna, Pele i Sylvester Stallone. W kinie skończyło się happy endem. W rzeczywistości kilku piłkarzy nie pożyło długo, żaden szczęśliwie.
„Mecz Śmierci” z pamiątkowym zdjęciem?
Dyrektorem piekarni został Józef Kordik. Jednym z pracowników był Mykoła Trusewicz, były golkiper kijowskiego Dynama, które w przedwojennych latach było liczącą się ekipą w lidze ZSRR. Do składu drużyny piekarni szybko dokooptowano kilku innych byłych zawodników Dynama, a także innych drużyn z okręgu. 21 czerwca 1942 roku rozegrali pierwszy mecz towarzyski. Wygrali 6:2 z kadrą węgierskiego garnizonu. Gromili również kolejnych rywali, czym zwrócili uwagę nazistów.
Ci do boju posłali Flakelf, drużynę złożoną z artylerzystów, pilotów i mechaników sił powietrznych III Rzeszy. 6 sierpnia ekipa uważana dotąd za niepokonaną poniosła klęskę. Aryjscy żołnierze przegrali 1:5 z byle pracownikami piekarni? Rewanż miał być rozegrany już trzy dni później. 9 sierpnia odbył się rzeczony „Mecz Śmierci”. Po pierwszej połowie Ukraińcy prowadzili już 3:1. W przerwie miał odwiedzić ich oficer SS, gratulując i jednocześnie sugerując, że przegrana Startu byłaby wynikiem lepszym dla obu stron.
Nazwa „Mecz Śmierci” wzięła się od przekonania, że wszyscy zawodnicy Startu Kijów zostali rozstrzelani zaraz po spotkaniu. W rzeczywistości, jak wspominał jeden z graczy, Makar Honczarenko, wszyscy rozeszli się do domów.
Obie drużyny wbiły jeszcze po dwa gole, a starcie zakończyło się przegraną Flakelfu 3:5. Tutaj zaczyna się legenda. Jej ekstremalna, wyssana z palca wersja mówiła o tym, że wszyscy zawodnicy Startu zostali rozstrzelani tuż po zakończeniu spotkania. W rzeczywistości gracze rozeszli się do domów chwilę po ostatnim gwizdku, pozując do pamiątkowego zdjęcia razem z reprezentantami Rzeszy.












