Pierwszy mecz już za nami. To zamknięta historia wspaniałego zwycięstwa portugalskiego zespołu nad Juventusem. Jednak ,co być może najważniejsze w całym spojrzeniu na rewanż, Juventus strzelił gola, który daje olbrzymie nadzieje. Bez tej bramki we Włoszech nastroje byłyby zupełnie inne. Dzięki niej wystarczy skromne 1:0 i awans zostanie w Turynie. Cristiano Ronaldo na pewno się o to postara.
Właśnie ten Cristiano to zawsze argument przemawiający do wyobraźni zarówno rywali, jak i kibiców. Wystarczy napisać, ile bramek zdobył w całej swojej historii występów w Lidze Mistrzów. Wszystko staje się jasne. Wiadomo już, kogo trzeba uważać za faworyta tego rewanżu. On uwielbia takie mecze. Doskonale pamiętamy rewanż z Wolfsburgiem na Bernabeu. Goście przyjeżdżali z dwubramkową zaliczką, ale Cristiano nic sobie z tego nie robił. Strzelił hat-tricka i poprowadził Real do awansu. Nie zdziwimy się raczej, jeśli tak będzie i teraz. Wtedy w składzie Realu był też przyjaciel CR7, Pepe. Dziś staną ponownie naprzeciw siebie. Trzy tygodnie wcześniej ten pojedynek wygrał nieznacznie obrońca. Dziś cały Turyn liczy na Cristiano.
Jak oni ostatnio grają?
Oba zespoły mają taki sam bilans ostatnich pięciu spotkań. Trzy zwycięstwa, remis i porażka. Różnica jest jednak taka, że „Juve” do meczu rewanżowego podejdzie po „serii” dwóch ligowych spotkań z rzędu. Co ważniejsze, po jednym z najlepszych meczów za kadencji Pirlo na ławce trenerskiej. W weekend turyńczycy pokonali Lazio 3:1, oszczędzając przez większość czasu Cristiano Ronaldo. Wypoczęty Portugalczyk to najgroźniejsze z wszystkich jego możliwych oblicz. Tym bardziej jeśli w weekendowym spotkaniu nie strzelił gola. Nie jest to coś, o czym marzyli w Porto. Wydaje się, że powoli koncepcje Adrei Pirlo, które gdzieś ma w głowie, zaczynają wprowadzać do gry także jego piłkarze. „Juve” po prostu ostatnio wykonało postęp, przynajmniej takie można mieć wrażenie.
O ile osłabienia w Juventusie zdecydowanie łatwiej jest jakoś zatuszować dzięki rozbudowanej kadrze, o tyle gdy ze składu Porto wypada dwóch kluczowych piłkarzy takich jak: Pepe i Corona, to robi się już poważny problem. Pepe to nie tylko umiejętności czysto piłkarskie. To zdecydowanie coś więcej. Jednym słowem lider, człowiek, który potrafi w zespole wzniecić ducha walki w trudnych momentach. Czasem podostrzyć, złapać żółtą kartkę, ale dzięki temu doprowadzić do zmiany nastawienia drużyny. Corona z kolei ma najwyższy w lidze współczynnik kluczowych podań na mecz. To pokazuje, jak wiele znaczy dla kreacji ofensywnych akcji Porto. Choć decyzja o ich występie będzie podejmowana już bezpośrednio kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem. Miejmy nadzieję, że zagrają. Tak będzie lepiej dla widowiska.










