Znamy już komplet półfinalistek FIFA Womens World Cup we Francji. Do 1/2 finału awansowały Angielki, Amerykanki, Holenderki i Szwedki. Te ostatnie sprawiły małą sensację, odprawiając z kwitkiem faworyzowane Niemki. Mimo początkowych trudności w pierwszej fazie spotkania Skandynawki zdołały odwrócić losy meczu na własną korzyść.
Szwecja w półfinale zmierzy się z mistrzyniami Europy, Holenderkami. Po spektakularnym zwycięstwie nad Niemkami – to udało się skandynawskiej drużynie pierwszy raz od 24 lat w dużym evencie – bądź co bądź jednym z faworytów turnieju, możemy być pewni, że kobiece mistrzostwa dostarczą jeszcze wielu niezapomnianych wrażeń. Odpadła Brazylia, odpadły gospodynie turnieju, a teraz odpada wzór żeńskiego futbolu – zawsze groźna reprezentacja Niemiec.
Szwedki zyskały sympatię, pokazując prawdziwe piękno futbolu. Nie zawsze wygrywa ten stawiany w roli tego lepszego, a do zwycięstwa potrzeba ciężkiej pracy i odrobiny szczęścia. Wtedy wszystko może się zdarzyć i nawet teoretycznie słabszy potrafi wyjść bez szwanku. Reprezentacja „Trzech Koron” nie należy jednak do słabeuszy i stara się rywalizować z najlepszymi na wszystkich frontach.
Skandynawski potencjał
Szwedki na francuskim turnieju trafiły do grupy z USA, Tajlandią i Chile. Od początku wiadome było, że z wyjściem z niej problemów mieć nie będą, ale poniosły jedną porażkę. Uległy piekielnie mocnym Amerykankom, ale później zwyciężyły Kanadę. Nie było w tym dzieła przypadku, bo w Skandynawii kobieca odmiana kopania piłki nie dość, że jest stosunkowo popularna, to dodatkowo stoi na bardzo wysokim poziomie. Silna liga, dobre zawodniczki i międzynarodowe sukcesy. Reprezentacja Szwecji zdobyła mistrzostwo Europy w 1984 roku (w rozgrywce uczestniczyły tylko cztery drużyny), a w 2003 srebrny medal mistrzostw świata.
Piłka w Szwecji stara się utrzymywać bardzo dobry poziom, choć finansowo daleko jej do poziomu na przykład najlepszych europejskich klubów. Przykładowo budżet francuskiego PSG wynosi około 50 milionów euro, a jednego z lepszych szwedzkich zespołów, FC Rosengard, już tylko 20. Różnica spora, ale da się ją naturalnie zniwelować. W Szwecji postawiono na szkolenie, które przynosi oczekiwane efekty, a potencjał drzemiący w kadrze jest spory. Stina Blacksteinus, Kosovare Asllani, Hedvig Lindhal czy Sofia Jacobsson to zawodniczki cenione na europejskim rynku, dające swoim drużynom dużą dawkę jakości. Wyżej wymienione idealnie wpisują się w model szkolenia z kraju „Trzech Koron”. W reprezentacji wszystkie indywidualności tworzą zgrany kolektyw, o czym przekonać się mogły ostatnio Niemki, a wydaje się również, że podopieczne trenera Gerhardssona nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa.











