Kartki, gole, deszcz, niesamowite zwroty akcji. W tym meczu było wszystko. Spotkanie godne Premier League, pojedynek godny derbów północnego Londynu. Widowisko najwyższej klasy. Konfrontacja Tottenhamu z Arsenalem nie zawiodła!
Campbell, Monreal, Giroud out, Elneny, Gibbs i Welbeck in. Arsene Wenger nie patyczkował się ze swoimi podopiecznymi po środowym blamażu w meczu przeciwko Swansea. W bramce „Kanonierów” miejsce zajął David Ospina, który zastępuje kontuzjowanego Petra Cecha. Jeśli chodzi o jedenastkę Tottenhamu, Pochettino nie zaskoczył. Wystawił żelazny, sprawdzony układ piłkarzy.
O 13:45 czasu polskiego Micheal Oliver gwizdnął i rozpoczęły się kolejne derby północnego Londynu. A zaczęły się z wysokiego „C”. Od początku spotkania zarysowała się przewaga „Kogutów”. Doskonale sprawował się tercet Dier –Alli – Eriksen, który zdecydowanie zdominował środek pola, niejako wykupił monopol na posiadanie piłki. Pochettino musi być fanem powiedzonka „im dłużej my mamy piłkę, tym krócej ma ją przeciwnik”, bo to, w jaki sposób piłkarze z White Hart Lane dystrybuowali futbolówką, jest doprawdy godne podziwu.
Posiadanie posiadaniem, warto to docenić, ale kłamstwem byłoby stwierdzenie, że „Koguty” ograniczyły się tylko do bezsensownego klepania wszerz i do tyłu. Były strzały, rajdy, dryblingi, dobrze się to oglądało. A Arsenal, co w erze Arsene’a Wengera zdarzało się niezwykle rzadko, cofnął się do obrony, oddał piłkę gospodarzom.
Pół godziny – absolutna dominacja Tottenhamu. Doskonały pressing, ambicja, zaangażowanie. „Koguty” wyszły na boisko z jednym, prostym założeniem – wygrać. Wicelider zasługiwał na bramkę. Wiceliderowi się ta bramka należała. Ba! Wicelider powinien tę bramkę zdobyć, to był święty obowiązek Erika Lameli, ale wtedy do głosu doszedł Ospina, który łamanym angielskim zakrzyknął: veto!
https://www.youtube.com/watch?v=GsN4d_AaCdc
Coś wspaniałego, świetne wyczucie, instynkt, najwyższa klasa. To wydarzenie odwróciło losy spotkania, Arsenal wybudził się z głębokiego snu. Częściej utrzymywał się przy piłce, wreszcie wszedł na wyższy poziom. I na efekty nie trzeba było długo czekać, ale to, co stało się przed bramką Hugo Llorisa, zasługuje na oddzielny epizod.
https://vine.co/v/iXehBu563jx
Jedno słowo – majstersztyk. Tottenham schodząc na przerwę, mógł się cieszyć, że nie dostał dwóch „gongów” przed gwizdkiem, bo doskonałą sytuację zdążył jeszcze zmarnować Welbeck.











