Klub z Andaluzji doczekał się w końcu kary za skandaliczne zachowanie swoich kibiców podczas niedzielnego spotkania z Villarrealem (3:2). Wymiar kary zakrawa jednak o żart, gdyż za kilkukrotne wrzucanie dodatkowych piłek przez swoich kibiców i uniemożliwianie w ten sposób rozpoczęcia gry klub musi zapłacić… 602 euro kary.
Nie jest to pierwszy taki „wyczyn” kibiców z Sanchez Pizjuan, znani są oni z tego, że przez większą część spotkania nie zwracają piłek wybitych przez piłkarzy, czekając na końcówkę spotkania. Wrzucają oni wtedy futbolówki na boisko w ostatnich minutach, oczywiście tylko wtedy, jeśli wynik jest korzystny dla ich ulubieńców, a rywal zabiera się za rozgrywanie akcji. Podobnie było m.in. w marcowym spotkaniu z Barceloną (1:1) czy lutowym starciu z Herculesem (1:0), tam również piłki seryjnie wlatywały na boisko, jednak wtedy andaluzyjski klub uniknął „kary”. Tym razem miarka się jednak przebrała i federacja postanowiła ukarać klub. Całe zdarzenie, które powtórzyło się trzykrotnie (raz na boisku były nawet jednocześnie nawet trzy futbolówki), skrzętnie w protokole meczowym opisał sędzia Undiano Mallenco, zatem Komisja Wykonawcza musiała zająć się sprawą z urzędu.
Jednak słowo „kara” nie jest tu do końca na miejscu, gdyż, zgodnie z artykułem 110. regulaminu („Zmiana porządku gry o charakterze drobnym”), w przypadku kiedy dochodzi do podobnych sytuacji, które nie przerywają na dłuższy czas ciągłości gry, na klub nakładana jest kara 602 euro. Nie ma w regulaminie nigdzie wyjaśnienia terminu „dłuższy czas”, jak również wyjaśnienia, jak została obliczona kara dokładnie 602 euro, jednak jest pewne, że Sevilla z radością przyjmie tę symboliczną karę. Zwycięstwo w tym arcyważnym spotkaniu z Villarrealem pozwoliło Andaluzyjczykom nie stracić kontaktu z czołówką ligi oraz może być warte miliony euro, jeśli dzięki tym trzem punktom uda się zapewnić start w europejskich pucharach w przyszłym sezonie.










