Obrońcy tytułu mistrza Anglii uporali się – choć nie bez problemów – z beniaminkiem ze Swansea 1:0. „Czerwone Diabły” wcale jednak nie zdominowały swojego rywala, a w drugiej połowie to nawet gospodarze częściej dochodzili do głosu i wypracowywali więcej sytuacji. „Łabędziom” zabrakło jednak odrobiny szczęścia, dzięki której mogli powalczyć o cenny punkt. Tak się jednak nie stało i zgodnie z oczekiwaniami zwyciężyli faworyci.
Spotkanie rozpoczęło się bardzo ospale. Obie strony bardzo mozolnie wyprowadzały piłkę i od czasu do czasu – bez skutku – próbowały zagrażać bramce rywali. Towarzystwo rozbudził Javier Henandez, który w 11. minucie dał „Czerwonym Diabłom” prowadzenie. Giggs przechwycił nieudane zagranie Angela i wystawił piłkę tuż pod samą bramką pod nogi wbiegającego Hernandeza. Meksykaninowi wypadało tylko dostawić nogę i umieścić ją w siatce. Tak też zrobił, a Michael Vorm nie miał za dużo do powiedzenia.

W kolejnych minutach gospodarze próbowali przejąć inicjatywę i jak najszybciej doprowadzić do wyrównania. Walijczycy atakowali głównie prawym skrzydłem, na którym dwa razy popis dał Nathan Dyer. Obrona Manchesteru była jednak bardzo dobrze dysponowana i nie pozwoliła dopuścić rywali do sytuacji strzeleckich. W 22. minucie idealną sytuację do zdobycia gola miał Scott Sinclair. Swansea przeprowadziło składną akcję, która zakończyła się podaniem Dyera w stronę ustawionego w okolicy piątego metra Sinclaira. Anglik powinien w tym momencie wpakować piłkę do siatki, jednak koszmarnie skiksował. Nikt nie mógł uwierzyć własnym oczom, że nie padł gol.
Akcja nieco się zwolniła, zawodnicy rzadko kiedy dochodzili do głosu, a jeśli już udało im się oddać jakikolwiek strzał na bramkę, robili to zazwyczaj niecelnie. Mimo wszystko gracze Swansea wcale nie wyglądali na przestraszonych czy rozczarowanych. W 36. minucie zawodnicy Manchesteru mogli zdobyć kolejną bramkę po rzucie wolnym wykonywanym przez Giggsa. Walijczykowi zabrakło nieco precyzji, dlatego też minimalnie przestrzelił. Niecałe 60 sekund później bardzo niedokładny strzał z okolicy 30. metra oddał Rooney. Do tej pory nikt nie ma pojęcia, co Anglik chciał przez to osiągnąć.
Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie, chociaż „Czerwone Diabły” miały bardzo dobrą okazję na zdobycie bramki do szatni i poprawienie wyniku. Świetne długie podanie na wolne pole posłał Rooney, do którego dobiegł „Chicharito”. Meksykanina dzielił zbyt ostry kąt do bramki Vorma, więc wolał nie ryzykować bezpośrednim strzałem, dlatego też spróbował zagrać na lewo, gdzie wbiegał Rooney. Hernandez zrobił to jednak za szybko i za bardzo niedokładnie, dlatego bramkostrzelny Anglik nie dopadł do bezpańskiej futbolówki.











