Kiedy w trakcie mistrzostw Europy w 2012 roku Komitet Wykonawczy UEFA podjął decyzję o rozegraniu Superpucharu Europy w 2015 roku w Tbilisi, kibice pukali się w głowę. Mówiono – okej, Kaukaz, ale czemu nie nowocześniejsze i bogatsze Baku? Wielu decyzję tę uznawało za irracjonalną i mogło mieć ku temu powody. Jednakże prawdą jest, że UEFA w ostatnim czasie takie miejsca promowała i zapewne promować będzie dalej.
Od lat Superpuchar Europy kojarzono ze stadionem Stade Louis II w Monaco. To właśnie tam przez blisko piętnaście lat rozgrywano to spotkanie i miasto stało się synonimem tego prestiżowego meczu. W 2012 UEFA zmieniła jednak formułę superpucharu, zakładając, że co roku będzie odbywać się w innym miejscu. Wspólnym mianownikiem tych lokalizacji była mała pojemność stadionu. W Monaco mecz mogło obejrzeć niewiele ponad 18 tys. ludzi, w Pradze 21 tys., a w Cardiff prawie 33 tys.
Rekordowe zainteresowanie
Pod tym względem tegoroczna edycja superpucharu w Tbilisi będzie wyjątkowa. Sevilla i Barcelona zmierzą się na stadionie narodowym, który mieści blisko 55 tys. ludzi. Początkowo mecz miał zostać rozegrany na prawie dwa razy mniejszym stadionie im. Mikheila Meskhiego, ale decyzję zmieniono. W ten oto sposób tak ważna impreza po raz pierwszy rozegrana zostanie na Kaukazie.

Dlaczego Tbilisi? UEFA już od kilku lat promuje ideę rozgrywania superpucharu w miejscach, gdzie piłka nożna na najwyższym poziomie jest raczej towarem deficytowym. Dodatkowo Gruzini zobligowali się zmodernizować stadion narodowy, aby przystosować go do warunków rozgrywania spotkania o takim prestiżu. Na stadionie pojawiły się nowe krzesełka i kołowrotki, a pomieszczenia klubowe przeszły konkretniejszy lifting. Łącznie na cały remont wydano, w przeliczeniu na polską walutę, ponad 33 miliony złotych. Co więcej, będzie to największy stadion, jaki do tej pory miał okazję gościć spotkanie Superpucharu Europy.
Mecz może przynieść też rekordowe zyski dla UEFA. To ona dostaje zyski z biletów (które będą rekordowe), reklam na banerach, no i oczywiście z transmisji telewizyjnych. A w samej Gruzji mamy w ostatnim czasie do czynienia z prawdziwym szałem wokół tego spotkania. W połowie lipca, kiedy gruzińska federacja rozpoczęła otwartą sprzedaż biletów, w wyniku zamieszek w kolejce po bilety rannych zostało kilka osób. Tak duże zainteresowanie spotkaniem wynikało jednak nie tylko z prestiżu spotkania, ale również z powodu ataku hakera, który uniemożliwił internetową sprzedaż biletów. Ostatecznie do sprzedaży trafiło 22 tys. wejściówek, które rozeszły się jak ciepłe bułeczki.
Promocja dla kraju i miasta
Superpuchar Europy to nie tylko doskonałe widowisko, ale także, a może przede wszystkim – możliwość zaistnienia miasta gospodarza w szerszej świadomości kibiców w całej Europie. Nikogo nie trzeba przekonywać, że spotkanie cieszy się zainteresowaniem na całym Starym Kontynencie i nie tylko. To pierwsze poważne starcie w sezonie o konkretną stawkę. Już dzisiaj Barcelona może stracić szansę na powtórzenie wyczynu z 2009 roku i zdobycia sześciu tytułów w sezonie. Z kolei Sevilla ma w końcu okazję wygrać to trofeum i zamieścić je w klubowej gablocie w miejscu, gdzie od dawna szykowano na nie miejsce. Takie starcie musi elektryzować.











