Menedżer Manchesteru City odmówił skrytykowania Mario Balotellego po tym, jak ten bez słowa wyjaśnienia udał się wprost do szatni, gdy na murawie zmienił go Sergio Aguero. Urodzony w Ghanie napastnik swoim zachowaniem po raz kolejny dał pożywkę mediom oraz sporej grupie jego krytyków.

Ciężkie życie ma Mancini z Balotellim. Gdy już wydaje się, że ten dorósł i zmężniał, dzieje się coś takiego, po czym wszyscy łapią się za głowę i znów lamentują nad Mario i jego przeróżnymi przygodami. W sobotnie popołudnie po tym, jak został ściągnięty z murawy, Balotelli udał się ze zwieszoną głową wprost do szatni, bez słowa wyjaśnienia. Oliwy do ognia dodał fakt, iż kilka godzin po meczu krnąbrny Włoch wykupił bilet do domu, do Włoch. Mancini tymczasem robi dobrą minę do złej gry:
– Mario pracował ciężko i dostał swoją szansę. Jestem z niego zadowolony, grał dobrze.
Nie wiadomo, czy włoski szkoleniowiec pragnie uniknąć eskalacji konfliktu z Balotellim, czy po prostu ma już dość humorów Ghańczyka reprezentującego włoskie barwy. Mniej tolerancyjny dla postawy „Super Mario” był za to asystent Manciniego, David Platt:
– Nie wiem, czemu poszedł do tunelu. Nie był kontuzjowany. Czy powinien był iść wprost do szatni? Nie.
Nawet mistrz gier psychologicznych, Jose Mourinho, nie potrafił naprowadzić włoskiego goleadora na drogę światła. Zobaczymy, ile jeszcze wytrzyma z nim Roberto Mancini.











