Jeszcze rok temu Raków Częstochowa był skromnym beniaminkiem, na dodatek bez własnego stadionu, a jego celem była przede wszystkim walka o utrzymanie. Choć dalej częstochowianie wszystkie mecze rogrywają na wyjeździe, to z czasem nieśmiało zaczęli zerkać w stronę górnej ósemki. Teraz zadziwili chyba wszystkich – liderują w ekstraklasie! Co więcej, ich gra naprawdę potwierdza zajmowaną lokatę. Ciągle idą do przodu, dlatego nasuwa się pytanie: na co jeszcze stać drużynę z Częstochowy?
Pozycja lidera, którą obecnie zajmuje Raków, to efekty ciężkiej wieloletniej pracy. Trenera Papszuna, całej drużyny, sztabu i ludzi, których nie widać, a mimo to bez nich nie byłoby to możliwe. Obecnie przy Limanowskiego 83 wszystko wydaje się działać jak w dobrze naoliwionej maszynie.
Możliwości są
W tamtym roku można było zarzucić Rakowowi działalność na rynku transferowym. Zdecydowana większość wyborów nietrafionych, w najlepszym wypadku poprawne występy. Częstochowianie wyciągnęli wnioski i na swój drugi sezon w ekstraklasie uzbroili się już lepiej. Marcin Cebula czy Vladislavs Gutkovskis – już po pierwszych meczach nowego sezonu było widać, że z tych zawodników będzie pożytek. Z takimi graczami i tak szerokim wachlarzem możliwości można walczyć o najwyższe cele i historyczny sukces. To jest plan na stulecie klubu, jak do tej pory skrupulatnie realizowany. Ale sezon jest długi, tak dobrą dyspozycję trzeba utrzymać aż do ostatniej kolejki. W Rakowie jak najbardziej możliwości ku temu są.
Polska Atalanta?
Będąc bezstronnym kibicem, zawsze chyba podświadomie kibicuje się drużynie teoretycznie słabszej, skazanej na pożarcie przez te wspierane przez bogaczy, szejków. Tak było w przypadku włoskiej Atalanty, która przebojem notowała znakomite występy w Serie A i – co było większym zaskoczeniem – w Lidze Mistrzów! Ma ona wiele czynników wspólnych z Rakowem. Oprócz wspomnianej kwestii niestawiania w roli faworyta także gra trójką stoperów, też wydawała się małym klubem, który zrealizował (i ciągle realizuje) swoje wysokie aspiracje.
W wywiadzie dla portalu Newonce.sport właściciel Rakowa Michał Świerczewski odnosił się do tej włoskiej drużyny, niejako traktując ją jak wzór dla dalszych poczynań „Medalików”.
– Atalanta Bergamo udowadnia, że sufitu nie ma. (…) To klub, który pokazuje, że w przeciętnym mieście, bez stadionu, przy odpowiednim pomyśle można zrobić klub, który jest w stanie rywalizować z najlepszymi. Mało jest klubów, które grają podobnie jak my, ale Atalanta się do nich zalicza. Namawiałem trenera, by wybrać się do Bergamo i trochę ich podpatrzeć. Zastanowić się, czy pewnych rzeczy od nich nie wykorzystać. Często o nich rozmawiamy.











