Gdzie jest sufit Rakowa Częstochowa?


Częstochowianie z meczu na meczu prezentują się coraz lepiej

19 października 2020 Gdzie jest sufit Rakowa Częstochowa?
Rafal Rusek / PressFocus

Jeszcze rok temu Raków Częstochowa był skromnym beniaminkiem, na dodatek bez własnego stadionu, a jego celem była przede wszystkim walka o utrzymanie. Choć dalej częstochowianie wszystkie mecze rogrywają na wyjeździe, to z czasem nieśmiało zaczęli zerkać w stronę górnej ósemki. Teraz zadziwili chyba wszystkich – liderują w ekstraklasie! Co więcej, ich gra naprawdę potwierdza zajmowaną lokatę. Ciągle idą do przodu, dlatego nasuwa się pytanie: na co jeszcze stać drużynę z Częstochowy?


Udostępnij na Udostępnij na

Pozycja lidera, którą obecnie zajmuje Raków, to efekty ciężkiej wieloletniej pracy. Trenera Papszuna, całej drużyny, sztabu i ludzi, których nie widać, a mimo to bez nich nie byłoby to możliwe. Obecnie przy Limanowskiego 83 wszystko wydaje się działać jak w dobrze naoliwionej maszynie.

Możliwości są

W tamtym roku można było zarzucić Rakowowi działalność na rynku transferowym. Zdecydowana większość wyborów nietrafionych, w najlepszym wypadku poprawne występy. Częstochowianie wyciągnęli wnioski i na swój drugi sezon w ekstraklasie uzbroili się już lepiej. Marcin Cebula czy Vladislavs Gutkovskis – już po pierwszych meczach nowego sezonu było widać, że z tych zawodników będzie pożytek. Z takimi graczami i tak szerokim wachlarzem możliwości można walczyć o najwyższe cele i historyczny sukces. To jest plan na stulecie klubu, jak do tej pory skrupulatnie realizowany. Ale sezon jest długi, tak dobrą dyspozycję trzeba utrzymać aż do ostatniej kolejki. W Rakowie jak najbardziej możliwości ku temu są.

Polska Atalanta?

Będąc bezstronnym kibicem, zawsze chyba podświadomie kibicuje się drużynie teoretycznie słabszej, skazanej na pożarcie przez te wspierane przez bogaczy, szejków. Tak było w przypadku włoskiej Atalanty, która przebojem notowała znakomite występy w Serie A i – co było większym zaskoczeniem – w Lidze Mistrzów! Ma ona wiele czynników wspólnych z Rakowem. Oprócz wspomnianej kwestii niestawiania w roli faworyta także gra trójką stoperów, też wydawała się małym klubem, który zrealizował (i ciągle realizuje) swoje wysokie aspiracje.

W wywiadzie dla portalu Newonce.sport właściciel Rakowa Michał Świerczewski odnosił się do tej włoskiej drużyny, niejako traktując ją jak wzór dla dalszych poczynań „Medalików”.

– Atalanta Bergamo udowadnia, że sufitu nie ma. (…) To klub, który pokazuje, że w przeciętnym mieście, bez stadionu, przy odpowiednim pomyśle można zrobić klub, który jest w stanie rywalizować z najlepszymi. Mało jest klubów, które grają podobnie jak my, ale Atalanta się do nich zalicza. Namawiałem trenera, by wybrać się do Bergamo i trochę ich podpatrzeć. Zastanowić się, czy pewnych rzeczy od nich nie wykorzystać. Często o nich rozmawiamy.

Do Lecha czy Legii oczywiście Rakowowi jeszcze daleko pod każdym względem, ale ten pościg jest rozpoczęty. Kto wie, czy za kilka lat w gronie najlepszych drużyn co rok bijących się o mistrza czy puchary nie będziemy wymieniać właśnie drużyny spod Jasnej Góry? Patrząc, jak ten klub się rozwija, to wcale nie jest nieosiągalne.

– To porównanie jest oczywiście na wyrost. Chcemy być Atalantą w polskich warunkach. Bardziej stawiamy się w marzeniach na miejscu numer trzy. Zostać klubem, który jest w stanie rywalizować z Legią i z Lechem, które mają większe możliwości od nas. Chcemy być kopciuszkiem, który wyrośnie na trzecią, czwartą siłę polskiej piłki nożnej. Skoro zrobił to Piast Gliwice, to czemu ma tego nie zrobić Raków Częstochowa? – mówił Świerczewski w Newonce.sport.

Ciągły postęp

Jeszcze całkiem nie tak dawno nie było pewne, czy pod Jasną Górą będzie w ogóle istniał klub o nazwie „Raków”. Gdyby nie interwencja kilku osób, to dziś nie byłoby RKS-u w ekstraklasie. Nie byłoby go w ogóle. Klub otarł się o upadek, jednak popularne stwierdzenie, że od dna można się odbić, okazało się trafne w tym przypadku. Krok po kroku, szczebel po szczeblu, mecz po meczu drużyna rosła w siłę. Widmo niedawnego bankructwa oddalało się z każdym wygranym spotkaniem i awansem, czy to na wyższą lokatę, czy nawet ligę wyżej.

Wszystko budowane od podstaw. Drużyna, struktury klubowe, dobór odpowiednich personaliów. Kluczowa była osoba nowego właściciela klubu – Michała Świerczewskiego – który jest jednym z architektów tego bądź co bądź ogromnego sukcesu dla małego klubu z Częstochowy. Raków osiągnął już i tak bardzo dużo, a ciągle wydaje się nienasycony, z chęcią na więcej, więcej i więcej. Na każdym polu: czysto piłkarskim, mentalnym, logistycznym, taktycznym. Zawsze może być jeszcze lepiej. Ekipa trenera Papszuna to doskonały przykład tego, co można osiągnąć, jeśli narzucimy sobie ściśle określony plan, będziemy się go trzymać i dołożymy do tego ciężką pracę. To cechuje zwycięzców. Mentalność, która nie pozwala na zadowolenie i usatysfakcjonowanie wynikami. Wręcz przeciwnie – chęć ciągłego rozwoju sprawia, że możemy robić postęp.

Komentarze
Medalik (gość) - 1 rok temu

Bardzo dobra analiza tego co się dzieje w Rakowie. Myślę, że tylko władze miasta, które nienawidzą Rakowa, mogą być przeszkodą w dalszym jego rozwoju

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze