To może być koniec Andre Villasa-Boasa w Tottenhamie. Jego zespół przegrał 0:5 z Liverpoolem. Tym samym ekipa z Londynu spadła na siódme miejsce w ligowej tabeli.
Szybkie tempo z początkowych minut nie do końca przekładało się na stuprocentowe sytuacje. W pierwszym kwadransie piłkarze w ostatniej chwili albo kiksowali, albo uderzali z dystansu ponad bramką. W 15. minucie mocniej do ataku ruszyli goście. Najpierw Suarez był faulowany w polu karnym, ale sędzia wbrew ogólnemu zdziwieniu nie użył gwizdka. Rywalami kręcił Sterling, lecz jego wrzutkom brakowało nieco dokładności, choć i tak siały popłoch w szeregach obronnych Tottenhamu. To jednak niezawodny ostatnimi czasy Suarez dał Liverpoolowi prowadzenie. Po podaniu Hendersona Urugwajczyk z dużą łatwością pokonał francuskiego bramkarza gospodarzy. Chwilę później po kolejnym dobrym zagraniu Sterlinga ponownie zmierzyli się Suarez z Llorisem, jednak tym razem górą był bramkarz.
Urugwajczyk oprócz strzelania nieźle też podawał. Jak w 28. minucie, kiedy wystawił piłkę Hendersonowi. Ten potężnie uderzył zza „szesnastki”, ale trafił w poprzeczkę. Na pewno łyżką dziegciu w beczce miodu będzie kolejna okazja Suareza, który nie wykorzystał błędu Llorisa i dał bramkarzowi szansę naprawić swój błąd. Francuski bramkarz niemal zdołał się zrehabilitować podwójną interwencją, broniąc strzały Hendersona i Suareza, ale przy kolejnej dobitce tego pierwszego nie mógł nic zrobić.
Piłkarze byli tego dnia w niezłej formie, czego nie można powiedzieć o arbitrze spotkania. Przed przerwą nie uznał bramki Soldado, twierdząc, że hiszpański napastnik faulował w powietrznym pojedynku bramkarza, co było bardzo kontrowersyjną decyzją. Już w drugiej połowie nie odgwizdał faula Skrtela w polu karnym. Paulinho, za zapewnienie Suarezowi odcisków korków na klatce, wyrzucił z boiska już całkowicie słusznie, ale i tak jego ocena na pewno nie będzie wysoka.
Jeśli zaś chodzi o samą grę, to i w drugiej połowie zdecydowanie lepsze wrażenie sprawiali goście. Tottenham był całkowicie zagubiony, a po czerwonej kartce kompletnie nie potrafił się odnaleźć. Tuż po przerwie w słupek po rzucie rożnym trafił Sakho, a gdy gospodarze grali już w dziesiątkę, ponownie Llorisa sprawdził Suarez. W 75. minucie bramkarz Tottenhamu nie miał już żadnych szans. Kapitalną akcję rozegrali goście: Henderson wycofał piłkę piętą między nogami Walkera do Suareza, ten przerzucił ją na drugą stronę pola karnego, a tam Flanagan bardzo mocnym strzałem, który odbił się od poprzeczki, strzelił trzeciego gola dla swojego zespołu.
W tym momencie piłkarze z Londynu kompletnie stracili ochotę na cokolwiek, a zmotywowany Liverpool, ze Suarezem na czele, poczuł krew. W 84. minucie było już 0:4. Po prostopadłym podaniu rezerwowego Alberto idealnie piłkę nad Llorisem przerzucił urugwajski napastnik, dla którego to był 17. gol w tym sezonie. Kilka minut później gwiazdor Liverpool podawał, a bramkarza pokonał Sterling. Tym samym pogrążył on drużynę Andre Villasa-Boasa. Przyszłość portugalskiego szkoleniowca stoi pod sporym znakiem zapytania. 100 milionów euro wydane podczas letniego okienka transferowego nie ma przełożenia na wyniki i działacze Tottenhamu mogą już stracić cierpliwość.










