Suarez jak Suarez, de Jong jak Kulenović. „Barca” gromi Sevillę


O wyniku zadecydowała skuteczność

6 października 2019 Suarez jak Suarez, de Jong jak Kulenović. „Barca” gromi Sevillę
the12thman.in

Busquets na ławce? Żaden problem. Dembele w miejsce Griezmanna? Można by rzec – nareszcie. Barcelona uwolniona od piłkarzy bez formy wreszcie pokazała pazur i pewnie pokonała Sevillę aż 4:0. Pięknym trafieniem popisał się Luis Suarez, a Valverde najwyraźniej znalazł już optymalne ustawienie w środku pola. 


Udostępnij na Udostępnij na

Jakie znacie najmniej przyjemne miejsca do odwiedzania? Fotel dentysty, sala egzaminacyjna, a może publiczna toaleta? Cóż, takim miejscem dla Julena Lopeteguiego z pewnością jest stadion Camp Nou. Tutaj zaznał wielkiego upokorzenia w roli szkoleniowca Realu (1:5). Stamtąd wraca na tarczy także w roli menedżera Sevilli (0:4). Jego drużyna grała źle i choć miała kilka okazji do strzelenia gola, ostatecznie była zespołem dużo gorszym. Tym samym Andaluzyjczycy przegrywają kolejny mecz na szczycie w słabym stylu, bowiem niedawno ulegli na własnym stadionie Realowi Madryt.

Niewykorzystane sytuacje…

Utarty slogan w futbolu, ale jakże prawdziwy. Wyobraźmy sobie na chwilę, iż obie ekipy zamieniają się napastnikami przed pierwszym gwizdkiem. Luis Suarez przywdziewa białą koszulkę, a Luuk de Jong bordowo-niebieskie barwy. Wynik z dużą dozą prawdopodobieństwa mógłby być odwrotny.

Jeden bowiem strzela otwierającego gola piękną przewrotką, a drugi marnuje trzy stuprocentowe sytuacje. Prawdą wydaje się twierdzenie niektórych fanów Sevilli, że ich drużyna gra bez napastnika. Może i de Jong nieźle odnajduje się w grze kombinacyjnej, ale pod bramką przeciwnika znacznie odstaje poziomem.

Aż przypomina się sytuacja z naszego krajowego podwórka, gdy Vuković uparcie stawiał na Kulenovicia kosztem bramkostrzelnego Carlitosa. Trener tłumaczył wtedy swoją dziwną decyzję tym, że Kulenović lepiej gra tyłem do bramki. Tymczasem prawdziwy snajper gnił sobie na ławce rezerwowych. Cóż, dzisiaj ponownie okazało się, że napastnik powinien jednak przede wszystkim strzelać. Gra tyłem potrafi być użyteczna, jednak nie można opierać gry na piłkarzu, który w ośmiu kolejkach ligowych nie potrafi zdobyć choćby jednej bramki. Można tylko się domyślać, że prawdziwy snajper w postaci Javiera „Chicharito” Hernandeza dzisiejsze spotkanie zakończyłby z hattrickiem na koncie.

„Barca” uwolniona bez Busquetsa

Ernesto Valverde pokazał przed tym spotkaniem, iż nie ma dla niego piłkarzy nietykalnych. Na ławce posadził zarówno klubową legendę o dotychczas niekwestionowanej pozycji, a także świeżutką gwiazdę w postaci Antoine’a Griezmanna. Ten odważny ruch okazał się jednak właściwy.

Okazuje się bowiem, iż para Frenkie de Jong – Arturo Vidal doskonale uzupełnia się w środku pola. Holender dzięki obecności walecznego Vidala wreszcie został uwolniony od zadań defensywnych i mógł się skupić na kreacji. „Barca” grała szybciej, składniej i rzadziej wystawiała się na groźne kontry.

Vidal daje w środku pola dynamikę, energię i waleczność, czyli dokładnie to, czego Hiszpanowi od zawsze brakowało. Chilijczyk niesamowicie zyskał w ostatnich tygodniach, a jego fenomenalna zmiana w meczu z Interem musiała ostatecznie przekonać Ernesto Valverde. Wydaje się, że były piłkarz Bayernu na dłużej zagości w podstawowej jedenastce Barcelony.

Lahoz psuje wieczór Ousmane’owi Dembele

Cóż to byłby za wieczór z hiszpańską piłką, gdyby nie kuriozalna postawa sędziego. Gdy na tablicy wyników widniał już rezultat 4:0 i wydawało się, że nic ciekawego się w tym meczu nie wydarzy, sprawy w swoje ręcę postanowił wziąć Mateu Lahoz. Arbiter znany ze swojej chorobliwej pasji do pozostawania w centrum uwagi teraz w 60 sekund wyrzucił aż dwóch piłkarzy Barcelony z boiska – Araujo i Ousmane’a Dembele. Jednego za faul, którego nie było, a drugiego za protesty. Wydaje się, że Camp Nou wystarczająco dosadnie skomentowało pracę tego sędziego, tak że ten temat pozostawimy w sferze kulturalnego milczenia.

Szkoda jedynie Francuza, dla którego ten mecz został popsuty. Dembele znakomicie zastąpił słabego w ostatnich tygodniach Antoine’a Griezmanna, a przy jednej z bramek fantastycznie rozmontował obronę Sevilli. W przypadku młodego skrzydłowego zawsze jednak łyżeczka cukru musi wiązać się z odrobiną dziegciu. Głupia czerwona kartka po protestach i ewentualne dalsze zawieszenie nie tylko sprawiają, że ponownie nie będzie mógł podtrzymać dobrej formy. To może także z powrotem zachwiać jego pewnością siebie, czego oczywiście mu nie życzymy.

***

Dzięki temu zwycięstwu Barcelona (przynajmniej na chwilę) przegania czarne chmury znad głowy Ernesto Valverde. Dwa arcyważne wygrane z Interem i Sevillą pozwalają nieco uspokoić nastroje na Camp Nou, które na początku sezonu były fatalne. „Blaugrana” powoli wraca na dobre tory, choć do poprawy jest jeszcze dużo. Szczególnie w obronie, gdzie dziś pojawiało się wiele dziur. „Barca” ma jednak indywidualności i te po raz kolejny przeważyły. „Duma Katalonii” depcze więc Realowi po piętach, bo obie ekipy dzielą tylko dwa punkty.

Zupełnie inne humory będą panować w drużynie Lopeteguiego, gdzie nie ma już śladu po dobrym początku sezonu. Sevilla przegrywa trzeci raz w ostatnich czterech ligowych potyczkach, przywołując ponownie te same demony. Słaba postawa w obronie, fatalna skuteczność pod bramką i brak planu B. Lopetegui może mówić o pewnym deja vu, bowiem po raz kolejny dobrze zaczyna sezon, by później notować coraz gorsze wyniki. To jednak cały Julen Lopetegui, który momentami staje się bardzo prosty do rozczytania.

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski