W 2004 roku z powodu notorycznych problemów z kolanami, postanowił zawiesić buty na kołku i zająć się pracą dyrektora sportowego w II- ligowym Go Ahead Eagles Deventer. Po tym jednak gdy wystąpił w pożegnalnym meczu Jaapa Stama, dotarło do niego, że biurko i garnitur to jednak nie to samo, co piłka i trawa, stąd decyzja o powrocie na boisko, po czterech latach przerwy.
Data 26 lipca 2008 była znamionująca dla holenderskiego futbolu. W tym czasie bowiem jeden wielki piłkarz (Stam) powiedział piłce głośne i stanowcze „dość”, żegnając się uroczyście z kibicami w Zwolle, gdzie zaczynał swoją wielką karierę. Drugi (Marc Overmars) grając w drużynie przyjaciół Stama, zrozumiał, że bez futbolu żyć jednak nie może i postanowił odkurzyć swoje korki. I chociaż grać będzie zaledwie na zapleczu Eredivisie, w zespole Go Ahead Eagles to jednak kibice już zapowiedzieli masowe pielgrzymki na De Adelaarshorst, gdzie na co dzień występuje Duma znad Ijssel. Nawet ci, którzy wcześniej nie wiedzieli o istnieniu takiego teamu jak Go Ahead Eagles.
Przeklęte kolano
Ale takiemu nagłemu boomowi na zespół z niewielkiego Deventer nie ma się co dziwić, bowiem na boisko nie wraca pierwszy lepszy piłkarz, a sam Marc Overmars- jeden z najlepszych graczy, w historii futbolu i to nie tylko holenderskiego. Szybki niczym struś pędziwiatr (stąd jego przydomek „meep- meep„), znakomicie wyszkolony technicznie (przypominający legendarnych holenderskich skrzydłowych z lat 70- tych), z olbrzymim repertuarem zwodów, które niejednego rywala wkręcały w ziemię, a także zawodnik, który przyczynił się do rewolucji przepisów (zrozpaczeni obrońcy nie mogący go za żadne skarby dogonić, bardzo często faulowali go brutalnie od tyłu, co skłoniło FIFA do refleksji, że takie faule trzeba koniecznie karać czerwonymi kartkami). Gdyby tylko nie te powracające niczym bumerang kontuzje…
Pierwszego poważnego urazu, Overmars doznał w sezonie 1995/1996. Kiedy większość synów Boga, jak mówiło się o piłkarzach Ajaxu Amsterdam, którzy sezon wcześniej wygrali pierwszy od 22 lat Puchar Mistrzów dla Joden, albo grała już w lepszych niż Ajax klubach bądź sposobiła się do wyjazdu zagranicę, Marc po raz pierwszy musiał leczyć wadliwe kolano. Koło nosa przeszło mu EURO`96, lekarze przepowiadali mu rychły koniec kariery. Overmars jednak zacisnął zęby i ciężko pracował pod bacznym okiem rehabilitantów. Efekt? Po dziewięciu miesiącach wrócił na boisko i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, znów zachwycał swoją grą kibiców, zupełnie nic nie robiąc sobie z tego, że jeszcze parę miesięcy wcześniej ledwo co chodził. Wadliwe kolano kolejny raz odmówiło posłuszeństwa w 1998 r., w momencie najgorszym z możliwych- na MŚ we Francji. Overmars rozgrywał wówczas turniej życia, a jego Holandia szła jak burza po Puchar Świata. Już przed meczem 1/4 finału z Markiem nie było dobrze, ale mimo kłopotów z kolanem, zagrał w II połowie potyczki z Argentyną, będąc jednymi z ojców zwycięstwa nad Albicelestes. Niestety, w półfinałowym spotkaniu z Brazylią wystąpić już nie mógł i Holandia, bez Overmarsa w składzie, przegrała z Canarinhos po rzutach karnych. Do dziś mundial we Francji odbija się holenderskiemu skrzydłowemu czkawką. – Mieliśmy naprawdę silny zespół i mogliśmy osiągnąć na MŚ znacznie więcej niż osiągnęliśmy – wspomina po latach. Gdy wygraliśmy z Argentyną, praktycznie byliśmy przekonani, że tytuł mistrza świata jest już nasz. Po porażce z Brazylią w półfinale jednak kompletnie zeszło z nas powietrze, stąd porażka w meczu o 3. miejsce z Chorwacją. Strasznie żałuję, że nie mogłem zagrać z Canarinhos. Jestem pewien, że gdyby nie kontuzja, pomógłbym Holandii w awansie do finału.
Prawdziwa plaga urazów zaczęła się jednak w momencie gdy Overmars przeniósł się do Barcelony. Kolano wciąż dawało mu się ostro we znaki, co sprawiło, że mimo olbrzymiego potencjału i chęci, Holender nie był w stanie na Camp Nou zastąpić Luisa Figo. Po czterech latach gry w Barcelonie postanowił opuścić Katalonię, wystąpił jeszcze na EURO 2004 w Portugalii, gdzie jednak Pomarańczowi znów nic nie wygrali, po czym, za namową lekarzy, zdecydował się zakończyć karierę w wieku 31 lat. – Zdaje sobie sprawę, że nie mogę już w żaden sposób pomóc Barcelonie. Stan mojego kolana mi na to nie pozwala. Po długich przemyśleniach, wiem, że nadszedł czas, by zakończyć karierę. To ciężka decyzja, ale innej w tej chwili podjąć nie mogę – napisał w swoim pożegnalnym liście do kibiców Blaugrany i reprezentacji Holandii.
Niedoszły motocrossowiec
Gdyby nie notoryczne problemy z kolanem, kto wie jak potoczyłaby się kariera Overmarsa. Miał wszelkie dane ku temu by zostać najlepszym futbolistą wszechczasów, bowiem posiadał wszystko co cechuje gracza więcej niż wybitnego: niesamowitą szybkość („Nie wiem skąd ona się bierze? Nie wiem, nie interesuje mnie to, zawsze byłem szybki. Choć może to moja naturalna cecha, odziedziczona po mamie. Ona też bowiem była bardzo szybka„- odpowiadał na pytania dotyczące tajemnicy i fenomenu jego szybkości), fenomenalną technikę (trenerzy rywali często delegowali do krycia Overmarsa aż dwóch piłkarzy- rzadko pomagało) oraz umiejętność gry obiema nogami (komentatorzy ochrzcili Marka najlepszym prawonożnym lewoskrzydłowym w historii futbolu). Wychowanek SV Epe słynął również ze znakomitych dośrodkowań- kim byliby Dennis Bergkamp, Thierry Henry, Patrick Kluivert czy Nwankwo Kanu gdyby nie znakomite zagrania na nos ich kolegi z lewego skrzydła. Początkowo Mark wcale nie chciał na poważnie zajmować się futbolem, bardziej pasjonował go bowiem motocross. W końcu jednak zrozumiał, że wyścigi motocyklowe to żadna przyjemność w porównaniu z wyścigami z defensorami rywali, którzy w dodatku w tym pojedynku są bez większych szans. Do SV Epe zapisał się już w wieku 5 lat, chociaż w Holandii dzieci mogą to uczynić będąc…rok starszymi. Później jego kariera układała się wręcz modelowo- najpierw Go Ahead Eagles, potem Willem II Tilburg, zaś gdy miał zaledwie 19 lat zgłosił się po niego sam Ajax. Marc początkowo bał się, że nie podoła zadaniu, ale ówczesny trener Joden, Louis van Gaal przekonał go, że kto jak kto, ale Overmars na Amsterdam Arena nie ma się czego obawiać.
I tak faktycznie było- wraz z przenosinami do stolicy Holandii, zarówno na Marka jak i klubu spadł deszcz nagród- 3 mistrzostwa Holandii (1994, 1995, 1996), Puchar Holandii (1993), Puchar Mistrzów (1995), Puchar Interkontynentalny (1995), Superpuchar Europy (1996). Overmars zaś zadebiutował w reprezentacji Holandii towarzyskim meczem z Turcją (już w 6. minucie wpisał się na listę strzelców), pojechał również na MŚ`94. Później była pierwsza serii z paskudnych kontuzji, a gdy już powrócił do formy sprzed urazu, postanowił zmienić otoczenie. Chciały go kluby z niemal każdej ligi, ale Overmars już na wstępie z tej listy wykluczył Serie A. – Futbol we Włoszech to taktyka, taktyka i jeszcze raz taktyka. Trochę tak samo jak szachy – tłumaczył dlaczego nie ciągnie go na Półwysep Apeniński. Zostały mu więc Anglia, Hiszpania i Niemcy i zdecydował, że wybierze Premiership, bo: – Kocham angielski styl gry, poza tym do gry w Arsenalu przekonał mnie Bergkamp. Na Highbury przychodził by zastąpić kogoś z dwójki Paul Merson- David Platt, ale okazało się, że z nawiązką wypełnił lukę po całym duecie. W sumie w sezonie 1997/1998 strzelił 16 goli, w tym zwycięskiego gola w meczu FA Cup z Manchester United na Old Trafford, zdobył również bramkę w finale tych rozgrywek z Newcastle United. Wraz z Kanonierami wywalczył podwójną koronę. Kolejny dwa sezony w stolicy Anglii, choć również niezłe w wykonaniu Holendra, nie były już tak udane dla Arsenalu, który nie zdobył w tym czasie żadnych trofeów.
Po trzech latach gry w zespole The Gunners, Overmars przeniósł się do Barcelony, kosztując kataloński klub 25 mln funtów. Okresu spędzonego w Katalonii jednak miło wspominać nie będzie. Gdy był w pełni sił, grał cudownie, ale częściej zmuszony był przesiadywać w gabinetach lekarskich. Dał się jednak zapamiętać jako uczestnik jednej z najpiękniejszych (a może najpiękniejszej?) akcji w historii Ligi Mistrzów. Rzecz miała miejsce w meczu II rundy fazy grupowej w sezonie 2001/2002 w starciu z Liverpoolem. Nim Holender pokonał Jerzego Dudka, wraz z kolegami wymienił 27 (!) podań, zaś rywale nie wiedzieli, czy przerwać tą maestrię czy wpatrywać się dalej w geniusz graczy katalońskich. Takie występy Marka były jednak wyjątkami, bo problemy z kolanami zrobiły swoje. Teraz wraca na boisko, po czterech latach przerwy. Wielki comeback już w piątek, w 2. kolejce Eerstedivisie z Fortuną Sittard. O tym, że Go Ahead Eagles potrzebują Overmarsa jak ryba wody świadczy postawa tej drużyny w 1. kolejce II ligi holenderskiej- zespół z Deventer poległ bowiem na inauguracje w starciu z VVV Venlo aż 0:5.
Marc Overmars był nparawdę wielkim piłkarzem gdyby
nie te kontuzje mógłby spokojnie w każdym rankingu
być najlepszym piłkarzem świata.
Overmars był kiedys świetny, słynął z ogromnego
speeeeeeeeeda i drużynie Go Ahead Eagles bardzo się
przyda. Jednak wątpię, aby wciąż miał on dobrą formę
i żaden lepszy klub się nim raczej nie
zainteresuje...no ale raczej to nie na pewno...myśle,
że Marc powinien sobie odpuścić piłkarską karierę i
zostać trenerem.no ale on sam wybrał inaczej.ciekawe
jak będzie...