Nasz reprezentacyjny bramkarz nie ma ostatnimi czasy najlepszej passy. Kiksy na boisku przeplatają się z zakrętami w życiu prywatnym. Artur Boruc nie schodzi z pierwszych stron tabloidów. Jednak po ostatnim Old Firm Derby pojawiła się nadzieja.
Gordon Strachan słynął do niedawna z pobłażliwości dla wybryków Polaka. Kolejne ekscesy Boruca tłumaczył, czym tylko mógł, by swojego „Holy Goalie” uchronić przed atakami brukowców. W grę nie wchodziła też żadna kara finansowa czy już tym bardziej dyscyplinarna, czyli posadzenie Polaka na ławce.
Jednak ostatnia bójka z Aidenem McGeadym oraz późniejsze wydarzenia w szatni spowodowały, że cierpliwość Strachana dobiegła końca. Zmusił on prawników do wyszukania luk w prawie, by móc Borucowi wlepić karę finansową, o jakiej jeszcze nie słyszano. Dodatkowo miał Polak nie wystąpić w Old Firm Derby.
Ostatecznie Strachan postawił na Boruca w meczu derbowym. Łukasz Załuska przybywa do klubu dopiero w czerwcu, natomiast Mark Brown do takich spotkań zwyczajnie się nie nadaje. Dlatego też opiekun Celticu nie miał specjalnego wyboru. I nie żałował swojej decyzji – Artur Boruc uchronił zespół przed porażką.
Strachan przyznał, że Polak miał dwie świetne interwencje po strzałach, które mogły dać rywalom prowadzenie. Dodatkowo bliski pokonania Boruca był… Stephen McManus, jednak i tu Polak wykazał się refleksem i obronił jego niefortunne uderzenie głową.
Czy udany występ w Old Firm Derby jest początkiem powrotu do wielkiej formy? Na to bardzo liczą nie tylko Strachan i kibice Celticu. Od dyspozycji Boruca zależy także sporo w reprezentacji Polski. A już niebawem kolejne mecze eliminacyjne Mistrzostw Świata 2010.










